triumf hydroskrzydeŁ Vendee Globe

Autor:
Milka Jung

Regaty Vendée Globe, najtrudniejszy wyścig samotnych żeglarzy non-stop dookoła świata, właśnie się zakończyły. 19 stycznia o godzinie 1637 na metę wpłynął zwycięzca, Francuz Armel Le Cleac’h (Banque Populaire VIII), a następnego dnia, 20 stycznia o 0837 rano, Anglik Alex Thomson. 

Obaj poprawili wyraźnie rekord poprzedniej edycji (78 dni 2h 16min): czas pierwszego to 74 dni, 3h 35 minut, drugiego – 74 dni, 19h 35 minut.  Oba pierwsze jachty na podium (a prawdopodobnie pierwsze trzy lub cztery, choć w chwili oddawania tego wydania do druku nie było to jeszcze pewne) to jednostki najnowszej generacji, wyposażone w hydroskrzydła, zdolne do osiągania dużo większych prędkości niż starsze konstrukcje. To pierwsze zamknięte okrążenia globu tych nowatorskich jednostek, a hydroskrzydła tym samym niewątpliwie staną się elementem „wyposażenia” coraz częściej spotykanym, również poza klasą IMOCA. 

Żeglarze „przywieźli” worek rekordów (dwaj liderzy pobili wszystkie rekordy trasy), a końcówka, jaką zafundowali kibicom, na pewno przejdzie do historii regat oceanicznych. Paradoksalnie, to nie zwycięzca regat, który prowadził stawkę przez 56 z 74 dni na morzu jest multirekordzistą tej edycji. 

To Thomson zanotował najszybszy przelot od startu do równika (9d 7h 2min), poprawiając poprzedni rekord Jeana Le Cama (10d 11h). Niedługo potem, najprawdopodobniej na skutek uderzenia w coś,  stracił jedno z dwóch hydroskrzydeł, które obłamało się przy samym kadłubie. Od tej pory tylko na jednym halsie czarny Hugo Boss mógł nawiązać walkę z biało-niebieskim Banque Populaire. Ale następny rekord trasy też był Thomsona – do przylądka Dobrej Nadziei Anglik dotarł przed Francuzem (17d, 22h 58 min) poprawiając rekord poprzedniej edycji (należący do Le Cleac’h’a zresztą i wynoszący 22 dni 23h). Pomimo uszkodzenia, Thomsonowi udawało się utrzymać prowadzenie do 3 grudnia. Przy przylądku Leeuwin już Francuz prowadził i to on pobił rekord trasy w tym punkcie odniesienia, poprawiając czas Gabarta z poprzedniej edycji o 5 dni i 13h. Do Hornu Armel odjechał od Alexa na 819 Mm, czyli zyskał przewagę około dwóch dób. Anglik, znany z tego, że nigdy nie odpuszcza, rozpoczął szaleńczy pościg i na równiku był już 50 mil za rywalem, z kolejnym rekordem (Horn – równik, 13 dni 5h 30 min, o 14 godzin lepiej niż François Gabart w poprzedniej edycji). Na 4 dni przed metą padł ostatni rekord – tym razem rekord prędkości dobowej. Alex Thomson w 24 godziny przepłynął 536,81 Mm, poprawiając oficjalny światowy rekord Gabarta (w kategorii solo na jednokadłubowcu) o dwie mile i zwiększając jeszcze presję na rywala. Niedługo potem był już tylko 35 mil za nim. 

„Ja się nie bałem” – mówił Thomson na mecie. „Bo to ja goniłem, a on był goniony!”. „To nie były tak naprawdę rekordowe warunki, ale żeglowałem bardzo szybko. Te jachty to super zabawki dla dużych chłopców. Gdyby nie złamane skrzydło, byłoby pewnie inaczej. Nie było łatwo, choć może tak wyglądało. Więcej przyjemności było poprzednim razem. Teraz było trudniej, to głównie ćwiczenie psychologiczne z walki z frustracją. Bitwa ze sobą, żeby zachować optymistyczne myślenie. Mówiłem sobie, że to tylko gra. Gra, a ja mam wielki przywilej w nią grać. Mam piękną żonę i wspaniałe dzieci, co jest najważniejsze (…) Armel w pełni zasłużył na zwycięstwo, nie popełniał błędów.”

Na dobę przed metą było już wiadomo, kto wygra, choć Vendée Globe to regaty, gdzie niespodzianki zdarzają się nawet tuż przed metą. (W roku 2005 Mike Golding stracił kil 50 Mm przed finiszem, a w poprzedniej edycji problemy na końcówce miał Jean-Pierre Dick, który bez kila przepłynął ostatnie 2500 mil do mety.) Obaj żeglarze dotarli do granic swoich możliwości, zarówno fizycznych jak i psychicznych. Im bliżej lądu tym intensywniejszy ruch na wodzie – statki, rybacy, sieci. Nie da się spać, tym bardziej kiedy słabo wieje i trzeba pilnować rywala bez przerwy. „Przez ostatnie 3 doby spałem 5 godzin” – przyznał Alex na mecie.

 

39-letni Armel Le Cleac’h jest bohaterem narodowym Francji. Alex – żeglarzem, który w tym zdominowanym przez Francuzów wyścigu zaszedł najwyżej w historii. Obaj byli gorąco witani w Les Sables d’Olonne przez kibiców, którzy pomimo ujemnych temperatur, mało charakterystycznych dla tego portu, pojawili się bardzo licznie.

galeria