"Duży Ptak" niepokonany

Autor:
Tymon Sadowski

Wygrywamy Morskie Mistrzostwa Polski ORC! Jacht „Duży Ptak” mimo przeróżnych ciosów zadawanych przez nas i przez matkę naturę spisał się dzielnie, ale po kolei… Przed wami pokładowy dziennik Tymona Sadowskiego. Spróbujmy jeszcze raz wskoczyć w środek żeglarskich Mistrzostw Polski.

4 sierpnia 2016

Według rozpiski był to dzień pomiarowy, dla nas był to też jedyny dzień kiedy mogliśmy razem popływać. Z samego rana zaczęliśmy uzbrajać łódkę i już o 11 popłynęliśmy na pierwszy trening. Warunki średnio wiatrowe pokazały, że należy sprawdzić i poprawić geometrie masztu i spędzić na wodzie jak najwięcej czasu, bo nie jest tak łatwo jakby się wydawało. Koło 14 przeszliśmy pomiary, przestawiliśmy maszt i znowu na wodę. O 19 byliśmy zawinęliśmy do portu, bo skończył się wiatr.

5 sierpnia 2016

Komisja puściła trzy wyścigi w wietrze do 8 węzłów, bardzo dobrze się nam pływało, czego efektem były miejsca 1,3,1. Na brzegu wszyscy nas chwalą za prowadzenie łódki i nasze żeglarstwo. Wiemy, że to taktyka zmiękczenia rywali, także nie popadamy w samozachwyt i po poczęstunku idziemy w kime.

6 sierpnia 2016

Początek destrukcji „Ptaka”. W planie był jeden krótki wyścig i wyścig morski o długości 42 mil. Wiatru całkiem sporo plus fala.

Z rana znowu przestawiliśmy maszt i na wodę. Pierwszy wyścig dopływamy na 3. miejscu po urwaniu zawiasu klapy forluku i ścięciu bolców w przedłużce rumpla (tak, są tam takie siły). W przerwie udaje nam sie prowizorycznie naprawić i luk i przedłużkę.

Trasa długiego wyścigu to praktycznie trójkąt równoboczny. Pierwszy bok to halsówka z dużo dłuższym prawym halsem, drugi to połówka trzeci baksztag i dla naszej grupy dwa okrążenia. Dla nas trochę słabo, bo mało kursów z wiatrem, na których mocno nadrabiamy i sporo półwiatru, na którym „Ptak” wyraźnie traci... Pierwsza halsówka idzie całkiem dobrze. Prowadzi niemiecki Intermezzo. Po minięciu boi wiatr siada do 8 węzłów, decydujemy się postawić dużego spina i spróbować jazdy bardzo ostrą połówką. Niestety tuż po postawieniu wiatr wzrasta do 12-14 węzłów i jedziemy 30 stopni pełniej niż chcemy. Po pierwszej wywózce zrzucamy balon i kontynuujemy na genule. Do następnej boi wyprzedza nas „Aquarella”. Na pełnym trochę odrabiamy. Kolejna halsówka - plan podobny do pierwszej - w morze i pilnować prawej. No i dobrze to wszystko wyglądało do momentu, w którym przyszła spora zmiana wiatru w lewo, będąc maksymalnie z prawej nie cieszył nas taki obrót spraw. Niestety już nic nie zapowiadało, że ta zmiana wróci, więc robimy zwrot i patrzymy jak wyprzedzają nas kolejne łódki. Na domiar złego wiatr zaczął zdychać, a przed nami z prawej zaczęła sie budować spora chmura burzowa. Po chwili namysłu w akcie desperacji podjęliśmy bardzo dojrzałą i odpowiedzialną decyzję, że tam na pewno będzie wiało i to z dobrego kierunku, więc robimy zwrot prosto w centrum zła! Wiatr zaczyna zupełnie siadać, przed nami walą pioruny, zaczynamy się zastanawiać czy to na pewno dobra decyzja, ale łódki po lewej się nie refują ani nie zrzucają żagli... „Intermezzo” już po boi jedzie w chmurę na spinakerze. No i przyszedł ten moment. Zaczyna się rozwiewać. Niemcy zrzucają balon, szybko robimy zwrot, depowerujemy zestaw, na achterze kończy się regulacja, maszt wygięty w banan, fok otwarty na maksa i przyjmujemy pierwszy cios - 25 węzłów ze zmianą 30stopni. Nie jest źle, ciśniemy 7-8 węzłów w stronę boi. Po chwili tak leje, że nie widać juz nic w promieniu 40 metrów, a krople zaczynają boleć. Następnie przychodzi „kop właściwy” grubo powyżej 30 węzłów (ktoś na innej łódce zmierzył 37). U nas nie za bardzo widać wskazania, poza tym łódka leży na burcie wgniatana w wodę. Cały czas jesteśmy gotowi zrzucić jakiś żagiel, ale wiemy że to zaraz przejdzie i wytrzymamy. Po 5 minutach siada do ok. 25 knt i ciśniemy cały czas na ślepo w kierunku znaku. Po jakimś czasie poprawia się widoczność i z deszczu wyłania się „Aquarella” jadąca nam za rufę na przeciwnym halsie, również rozsądnie na całych żaglach :) Gdy „bryza już przeszła” okazuje się, że dogoniliśmy całą grupę i na boje wchodzimy jako trzecia łódka. Niestety znowu połówka. Po zwrocie okazuje się, że odkręciła nam sie wanta pośrednia (potem okazało się, że trzymała się na 2 mm gwintu). Po krótkiej konsultacji na maszt wjeżdża Łukasz i robi szybki przewiąz, który ma nas zabezpieczyć przed utratą masztu. W tym czasie Kacper wylewa kilka wiader wody ze środka. Wiatr odkręca parę stopni w lewo i „Aquarelle” stawiają spina. Okazuje się, że są w stanie to ujechać, więc wykonujemy podobny krok. Damian stwierdza, że fał małego spina się przetarł i stawiamy balon na topowym. Do kolejnej boi utrzymujemy dystans do „Aquarelli”, robimy podmiankę spina na dużego i wreszcie zaczynamy 7 mil „jazdy w dół”. Nasz okręt budzi się do życia. Dzięki fali zaliczamy kilkunastosekundowe ślizgi z prędkością dochodzącą do 13.8 węzła - nieźle jak na 9 metrową łódkę! Na metę wchodzimy 3 minuty przed „Aquarellą”, ale po przeliczeniu spadamy na 4. miejsce. Po mecie Łukasz pada na rufie i żąda fajki (całą trasę pracował grotem, a na pełnym to sie trochę chłopak napompował). Zmęczeni, ale zadowoleni idziemy na jakieś żarcie i chwile później wracamy naprawiać „Ptaka”. Kończymy koło 23 zostawiając na rano dostrojenie masztu i przeprowadzenie fału.

7 sierpnia 2016

Wszystko nas boli, snu było zdecydowanie za mało. W planie trzy wyścigi i wiatr do 20 węzłów. W główkach portu fala ponad 3m. Pierwszy wyścig na starcie mocno wydaje komisja, wiemy, że będzie ciężko utrzymać się na takiej fali, ale ryzykujemy. Kończy się to falstartem o podobno 3 metry. Szybko się cofamy i po dobrej „wygrzebce” dojeżdżamy drudzy. Następny wyścig startujemy podobnie, tym razem o czasie i jedziemy w lewą, która poprzednio wydała. Niestety tym razem magiczna zmianka nie przyszła i pogrążamy się w odmętach. Potem zdarzyło nam sie pare fakapów (klasycznie - jak się już jedzie z tyłu to problemy się mnożą) i kończymy piąci. Ostatni wyścig się nie odbywa z powodu rozerwanej boi. 

Po podliczeniu wyników, regaty w naszej grupie wygrywa niemiecki Intermezzo. My kończymy drudzy, ale że Niemiec to nie Polak – zostajemy MORSKIMI MISTRZAMI POLSKI w FORMULE ORC! Żeglarstwo to nieprzewidywalny sport. Póki co cieszymy się z wyniku, a już za rok Mistrzostwa Europy ORC w Gdańsku – Będziecie? – My będziemy!

Płynęliśmy W składzie (od dziobu):

Damian Malinowski – dziobowy

Piotr Sutkowski - pitman

Mirosław Mickiewicz - trym żagli przednich

Kacper Olszewski - trym żagli przednich

Łukasz Paszko - trym grota

 

Tymon Sadowski - ster

 

 

Morskie Żeglarskie Mistrzostwa Polski ORC 2016 to pierwsze od 9 lat Morskie Mistrzostwa Polski przeprowadzane na terenie Zachodniopomorskiego Okręgowego Związku Żeglarskiego. Jachty ze świadectwami ORC International podzielono według wielkości na klasy A i B. Do klasy C zakwalifikowano jachty ze świadectwami ORC Club. W Dziwnowie rywalizowało 97 żeglarzy. Puchar Morskich Żeglarskich Mistrzostw Polski ORC International w klasie A, otrzymał „Duży Ptak” prowadzony przez Tymona Sadowskiego. Zwycięzcą klasy B został jacht „GoodSpeed” z kapitanem Łukaszem Trzcińskim, który przed kilkoma tygodniami odniósł sukces na Mistrzostwach świata ORC w Kopenhadze. Puchar Mantra Cup ORC Club, który jest trofeum przechodnim wywalczył Krzysztof Łobodziec „Aquarella”.

galeria