ZimoWy kitesurfing

Autor:
Tomek Janiak

Połowa listopada 2002r., Jastarnia od strony Zatoki Puckiej, temperatura wody około 4 stC , odczuwalna temperatura powietrza  około -2stC, 20-24 węzły z południa oraz przyjemne zafalowanie na „Polish Jaws aka Jokes”, czyli jedynym polskim spocie wave przy południowym kierunku!

 Na parkingu przy porcie, przed zaparkowanymi busami i kamperami małe poruszenie –  to ustawka na jesienne pływanie, kilku zapaleńców chcących przedłużyć o kilka tygodni sezon kitesurfingowy. Przebieramy się w pianki neoprenowe, grubość max. 4mm, w niektórych przypadkach niestety  sparciałe lub pęknięte na łączeniach, pod pianki lepiej dosprzętowieni zakładają lycry docieplające, na pianki  kurtki ortalionowe. Na głowy kaptury lub czapki, buty neoprenowe,  na dłonie rękawiczki polarowe, na które z kolei zakładamy rękawiczki lateksowe do zmywania naczyń, wszystko obowiązkowo zaklejone szarą taśmą. Procentuje doświadczenie zdobyte w podobnych warunkach przez kilka wcześniejszych sezonów na windsurfingu. Godzina zabawy na falach w zupełności wystarcza, przemarznięte organizmy rozgrzewamy  herbatką „u Chłopa” we Władku. Za oknem już ciemno i zimno, typowa polska jesień, pada śnieg z deszczem, jednak dla nas takie warunki mają inny wymiar. Jesteśmy nakręceni adrenaliną, cieszymy się, że udało się odwlec zakończenie sezonu, zastanawiamy się kiedy uda się popływać wspólnie następnym razem.

Wówczas na pływanie w tak ekstremalnych dla naszej dyscypliny warunkach, decydowało się kilku pasjonatów, których można było policzyć na palcach jednej ręki, być może również dlatego, że dyscyplina nie była jeszcze szerzej znana. Zwykle rozpoczynało się sezon chwilę przed weekendem majowym, a kończyło pod koniec października/na początku listopada, w międzyczasie deski do kajta zamieniało się na narty lub snowboard'y. Czy z perspektywy 15 lat wygląda to podobnie? Czy w polskich realiach  kitesurfing to nadal sport sezonowy?

To co się na pewno nie zmieniło, to grupa pasjonatów. Kilku starych wyjadaczy odpuściło już pływanie w takich warunkach, ale przybyło sporo nowych twarzy. Zmieniła się na pewno technologia oraz szerszy dostęp do tego wyspecjalizowanego sprzętu. Postęp technologiczny w produkcji odzieży do pływania, nowe cieplejsze a zarazem bardziej elastyczne materiały, klejone szwy etc. –  w głównej mierze właśnie te czynniki umożliwiają dziś pływanie w niskich temperaturach. Pianki ze zintegrowanym kapturem nie są już rzadkością, a grubość neoprenu 6mm przy zachowaniu elastyczności to już w zasadzie standard. Buty oraz rękawiczki potrafią być tak dopasowane, że praktycznie nie wpuszczają wody, pozwalając jednocześnie na niezaburzony dopływ krwi do kończyn. Zimy w Polsce ostatnimi czasy również nie są takie srogie jak kiedyś. Dzięki temu sezon w Polsce dla niektórych w zasadzie się nie kończy, jedyną przeszkodą mogą być siarczyste mrozy, które zamieniają wodę w lód.

Ktoś mógłby zapytać co ciągnie tych ludzi do wody o tej porze roku, dlaczego w ogóle pływają późną jesienią, a nawet zimą? Ano dlatego, że jesień i zima to okres sztormów, a co za tym idzie – najlepszej fali, chociaż powodów znalazłoby się zapewne więcej. Jest też wymiar natury emocjonalnej, miło jest bowiem przyjechać na spot i zobaczyć znajome twarze, spotkać ziomków (również windsurferów), dla których rytm życia wyznaczany jest przez wiatr i falę. Nie trzeba umawiać się telefonicznie, w zależności od kierunku oraz siły wiatru wiadomo gdzie będzie najlepsza fala i zarazem najlepsze pływanie. Wiadomo również, że spotka się tam tych samych ludzi, niezależnie od dnia tygodnia. Patrząc na te osoby z boku, widać pasję. Kitesurfing jest pewną formą przygody. Dawka adrenaliny, którą się uzyskuje, wystarcza na kolejne dni i nastraja pozytywnie do świata w te szare jesienno-zimowe krótkie dni.

Na koniec jeszcze bardzo ważna uwaga, nie należy jednak zapominać, że pływając w takich niesprzyjających dla fizjologii człowieka warunkach pogodowych, szczególnie na otwartym morzu, nawet najgrubsza pianka nie pomoże nam w przypadku awarii lub nagłej zmiany kierunku czy siły wiatru, takie poczucie „nieśmiertelności” może być zgubne. Przede wszystkim należy dysponować odpowiednimi umiejętnościami. Pływać w większym gronie, nigdy samemu, trzymać się bliżej brzegu, nie halsować się kilometry w morze, sprzęt (szczególnie linki i tuby w latawcu) powinien być sprawdzony, dobrze jest również znać akwen pod względem układu fali, prądów, wiatru, no i chyba najważniejsze - trzeba mierzyć siły na zamiary. Do zobaczenia na spotach!

Tomek Janiak