"Dobre, bo polskie?"

Autor:
Tomek Janiak

Sezon letni coraz bliżej, a co za tym idzie, coraz więcej młodych ludzi myśli jak zaplanować wakacje. Dla wielu z nich zdobycie uprawnień instruktorskich w kiteboardingu, a następnie praca w jednej ze szkółek na półwyspie, czy gdzieś w świecie, jest marzeniem i z pewnością może stać się sposobem na życie. Ważne jest więc, aby na tym etapie wybrać właściwą ścieżkę rozwoju.

Podstawowe pytanie, które zadają sobie przyszli instruktorzy brzmi: którą z dostępnych organizacji wydających stosowne uprawnienia wybrać? No właśnie, co kryje się za sformułowaniem stosowne uprawnienia i jakie organizacje za tym stoją? Czy w ogóle, w świetle obowiązującego prawa, coś takiego funkcjonuje? 

W Polsce najlepiej rozpoznawalne są International Kiteboarding Organisation (IKO) oraz Polski Związek Kiteboardingu (PZKite), spróbuję więc dokonać porównania właśnie tych dwóch organizacji. 

Zasadnicza sprawa, za poszczególnymi związkami narodowymi (takimi jak PZKite) stoją instytucje państwowe oraz organizacje międzynarodowe, takie jak: Word Sailing (WS) czy International Kiteboarding Association (IKA). International Kiteboarding Organization (IKO) to z kolei prywatny biznes z siedzibą na Dominikanie, aczkolwiek duży biznes i co istotne, znak firmowy rozpoznawalny na całym świecie. W momencie zaistnienia dyscypliny, i siłą rzeczy tematu szkoleń kiteboardingowych, IKO znakomicie wyczuło koniunkturę na organizowanie szkoleń i dodatkowo potrafiło dorobić do tego marketing, to był bez wątpienia klucz do sukcesu. Nie robili i nie robią niczego złego, uczą jak uczyć i kasują za to tyle, ile chcą. W Polsce przez wiele lat jedynymi uprawnieniami, które można było zdobyć były właśnie uprawnienia instruktorskie IKO. Szkoły będące w systemie, czyli „łańcuchu pokarmowym” chętnie organizowały kursy, bo była to możliwość dodatkowego zarobku i przy okazji wykształcenia sobie przyszłych kadr. 

Od kilku lat również PZKite organizuje kursy instruktorskie i patrząc na frekwencję, trzeba przyznać, że z sukcesem. To, co wyróżnia kursy proponowane przez PZKite na tle konkurencji (IKO), to przede wszystkim znaczenie formalno-prawne licencji. PZKite wydaje oficjalny polski dokument, który uznawany będzie za chwilę w całej Europie, a być może i na świecie. Z kolei licencja IKO nie ma żadnego przełożenia prawnego.

Następna dość istotna sprawa to cena. Kurs PZKite to 50% ceny kursu IKO, a ważność licencji jest dożywotnia. Z kolei IKO trzeba odnawiać co roku za 50 euro i w przypadku braku unifikacji traci swoją ważność, co wiąże się z obowiązkiem odbycia ponownego kursu za 500 euro. Oprócz tego PZKite w przeciwieństwie do IKO oferuje grupowe ubezpieczenie instruktorskie, a dostępność pracy za granicą z uprawnieniami PZKite będzie coraz większa. Sporo osób przystępując do kursu IKO, kierowało się właśnie możliwością znalezienia pracy za granicą, bardzo często w egzotycznych destynacjach.

Myli się jednak ten, kto myśli, że sam dokument gwarantuje zdobycie pracy. Musi być to poparte umiejętnościami praktycznymi, wiedzą merytoryczną oraz doświadczeniem. Dla przyszłego pracodawcy jednym z ważniejszych walorów będzie na pewno umiejętność komunikacji z klientem. 

Konkludując, zrzeszenie się w PZKite daje sporo więcej bonusów. Związek jest na miejscu i ma, tak jak wcześniej wspomniałem, państwowy certyfikat. W przypadku poważnego wypadku oraz następstw nieszczęśliwego zdarzenia, jestem przekonany, że łatwiej będzie walczyć w sądzie z dokumentem organizacji, która ma poparcie naszych instytucji państwowych niż z „jakimiś” uprawnieniami „jakiegoś” egzotycznego państwa. Dzisiaj ustawa o deregulacji zawodu daje możliwość prowadzenia w szkoleń każdemu, jednak po wprowadzeniu PRK (Polska Rama Kwalifikacji), w której również znajdzie się kiteboadring, może się to zmienić. 

Nie ukrywam, że mam trochę mieszane uczucia. Z jednej strony nie jestem zwolennikiem sztucznego ograniczania dostępu do rynku pracy, bo to nic innego, jak budowa swego rodzaju monopolu. W praktyce przecież, powodzenie szkółki czy praca instruktora, prędzej czy później zweryfikuje rynek –tak powinno być. Z drugiej strony, nie jest to jednak takie oczywiste, ponieważ jeden poważny wypadek, wynikający z braku wiedzy czy kompetencji osoby nauczającej, może mieć realne przełożenie na innych instruktorów, szkoły czy wręcz związek. Brak jakiejkolwiek regulacji może w przypadku naszej dyscypliny generować poważne wypadki. Należy pamiętać, że nauczamy sportu, który jest niebezpieczny i to nie tylko dla naszego kursanta, ale również, a może przede wszystkim, dla osób trzecich, postronnych. I to jest właśnie argument za weryfikowaniem kompetencji i nadawaniem uprawnień. Moim zdaniem, jeżeli ktoś czuje się na siłach, aby zostać instruktorem, jest pewny swoich umiejętności praktycznych oraz wiedzy, a nie ma czasu i pieniędzy na 2 tygodniowy kurs, powinien zweryfikować swoje umiejętności podczas egzaminu (odpłatnie oczywiście).

Czasy kiedy kiteboarding uprawiała garstka ludzi i był czymś egzotycznym na spotach już dawno minęły. Wolny rynek to mit. Jeżeli wydaje się komuś, że pojedzie sobie do Hiszpanii czy Portugalii, rozłoży latawiec i zacznie szkolić komercyjnie, to jest w dużym błędzie. Zawsze w  takich przypadkach trzeba przestrzegać lokalnych regulacji, a także dogadywać się z lokalesami, oficjalnie, a czasem nieoficjalnie. Dotyczy to nie tylko kiteboardingu, ale też innych dyscyplin, chociażby surfingu, gdzie stosowne uprawnienia są jeszcze bardziej restrykcyjne.

Jednak mimo wszystko, jestem przekonany, że w niedalekiej przyszłości uprawnienia instruktorskie PZKite będą powszechniej honorowane i  rozpoznawane na świecie. W głównej mierze o tym jak to będzie wyglądać, jak będziemy postrzegani, będą decydować nasi instruktorzy zatrudnieni w tych szkołach. To oni będą najlepszym świadectwem. A o tym jak zostaną wyszkoleni i z jakim rezultatem zostaną zweryfikowane  ich umiejętności będą decydować egzaminatorzy PZKite. Życzę więc kolegom z Komisji Szkolenia PZKite, aby rośli w siłę i nie przekładali ilości nad jakość, powielając błędy organizacji stricte komercyjnych. Od tego zależy przecież bezpieczeństwo kursantów i osób z nami obcujących na plażach i akwenach.

 

Ps. Polska Rama Kwalifikacji w Sporcie jest w tej chwili procedowana i do sezonu temat ma szansę być oficjalnie ogłoszony. W chwili obecnej zatem obowiązuje ustawa deregulacyjna i każdy może zajmować się szkoleniem na kajcie. Zachęcam jednak do kształcenia i zdobywania uprawnień, na pewno pomoże to w znalezieniu pracy czy  pozyskaniu klientów.