Czas 40 - latkóW

Autor:
Michał Stankiewicz

To, że żeglarstwo jak mało, który sport nie zna ograniczeń wiekowych wiadomo od dawna. Siła i sprawność fizyczna to połowa sukcesu. Druga to wiedza, doświadczenie, odporność psychiczna. Pewnie ktoś powie, że to cechy wymagane przy każdym sporcie. I owszem, ale to jednak w żeglarstwie jak mało, którym sporcie procentują te drugie cechy. Wystarczy spojrzeć na najważniejsze imprezy, w tym trwający właśnie Vendee Globe. Na starcie tych jednych z najcięższych regat świata stanęło 29 zawodników, przy czym tylko dwójka z nich ma poniżej 30 lat lat, a najstarszy aż 66. Zwyciężca Francuz Armel le Cleac’h w tym roku kończy 40 –kę, a drugi na mecie, ze stratą zaledwie kilkunastu godzin Brytyjczyk Alex Thomson skończy 43 lata. Gdy zamykaliśmy to wydanie W Ślizgu! do mety zbliżał się trzeci z zawodników – 40 - latek Jeremie Beyou, a za nim idąca łeb w łeb para: 51 letni Jean Pierre Dick i 42 letni Yann Ellies. W stawce pozostało w sumie 18 zawodników. To jasne, że oprócz samych skipperów w takich regatach o miejscu decyduje budżet teamu, a tym samym jacht, jego konstrukcja i wyposażenie. Niemniej ktoś tych skipperów wybiera.

O ile wśród oceanicznych teamów i regat życie po 40 – ce to raczej standard to na pewno nie jest tak w dyscyplinach bardziej siłowych, związanych z klasami olimpijskimi. Choć i tutaj widać, że czterdziestolatkowie nie odpuszczają. Wystarczy spojrzeń na naszą kadrę w windsurfingowej klasie RS:X. Piotr Myszka, olimpijczyk z Londynu w tym roku skończy 36 lat, a Przemek Miarczyński 38. Obydwaj rozpoczęli ten rok pracowicie, trenując w Hiszpanii i przygotowując się do sezonu. I choć mamy już wielu kolejnych świetnych i młodszych zawodników jak np. Paweł Tarnowski, to wiele wskazuje, że rozgrywka o czołowe miejsca wciąż jeszcze będzie rozgrywać się między nimi. Nie wykluczone, że także o Tokio. W ślad za nimi podąża Maciej Grabowski, bohater naszej okładki. Wielokrotny medalista w klasie Laser, włącznie z  tytułem Mistrza Europy, a także 3 krotny uczestnik igrzysk olimpijskich. W ub. roku wydawało się, że przed Grabowskim już teraz misja trenerska, choćby wtedy gdy do Rio jechał jako sparing partner Kacpra Ziemińskiego. Albo ewentualnie zmiana klasy. Tymczasem blisko 39 – letni Grabowski rzucił właśnie wyzwanie. Nowa łódka, treningi i cel: start w Tokio. Ambitnie, ale taki właśnie jest sport. Polecam wywiad z Maćkiem, który opowiada w nim nie tylko o swojej żeglarskiej drodze, ale przede wszystkim miejscu w jakim się znalazł, o motywacjach, wreszcie o wyzwaniu jakie rzuca.

Za wszystkich naszych zawodników zawsze trzymam kciuki, ale przyznam, że za tych wyżej wymienionych ciut mocniej. Pewnie z racji wspólnoty wieku. Mam nadzieję, że młodsi żeglarze nie będą mi tego mieć za złe.

I jeszcze jedna refleksja z powyższych rozważań. Determinacja, ambicja i wola walki czterdziestolatków jest godna podziwu. To też jednak sygnał, że w naszym kraju nie wykorzystuje się ich sukcesów i doświadczenia do innych projektów regatowych. Chociażby w żeglarstwie oceanicznym, jak właśnie Vendee Globe. Do tej pory jedyny Polak jakiemu udało się w nich wystartować to Zbigniew Gutkowski, niegdyś wieloletni zawodnik w klasie 470. Z powodu awarii musiał jednak przerwać wyścig. Teraz płynie samotnie dookoła świata swoją starą Imoką. Wcześniej przez lata zabiegał o sponsorów na światowe imprezy, najpierw na The Barcelona World Race, a potem na inne starty. Nie udało się. Kasa omijała tego wybitnego żeglarza, pojawiała się za to przy innych projektach. Głośnych, z hukiem obwieszczanych, choć jak się potem okazywało nie zawsze udanych lub o wątpliwej jakości sportowej. Dlatego też Gutek wystartował po cichu, z niewielkim budżetem, z zaskoczenia. I wierzę, że jak wróci, to na tarczy. 

Na koniec z innej beczki. Pojawiły się pretensje, że Polski Związek Żeglarski wyłożył 1,6 mln zł na swój nowy portal, podczas gdy w dzisiejszych czasach portale można kupić nawet za kilka tysięcy złotych. Zastanawiam się jednak o co tyle hałasu? Przecież mógł wyłożyć 4 mln. Albo 18 mln zł. A nie wyłożył. W każdej sytuacji zawsze szukajmy tej pozytywnej strony. Udanego 2017 roku!

Michał Stankiewicz