Match racing-owi milionerzy

Autor:
Rafał Sawicki

Dostępny niegdyś dla wszystkich żeglarzy cykl mistrzostw świata w match racingu trafił w ubiegłym roku w ręce prywatnej firmy, czym zmienił istotnie swój charakter. Jak? Dzisiaj powoli staje się hermetyczną zabawą dla Anglosasów i Skandynawów, a której stawką są wielkie pieniądze. Czy o to chodzi w sporcie? – zastanawia się Rafał Sawicki.

9 lipca 2016 roku na wodach u wybrzeży szwedzkiego Marstrand, po czterech finałowych wyścigach regat Match Cup Sweden, nowozelandzka załoga pod wodzą Phila Robertsona odebrała czek na milion dolarów oraz tytuł mistrzów świata w match racingu. Jest to najwyższa nagroda pieniężna w historii żeglarstwa. Nawet w Pucharze Ameryki nie ma tak wysokich nagród. Zwycięstwo zawodników z kraju kiwi było dość sporą niespodzianką, ale fakt, że mogło do tego dojść uznaję za plus nowego formatu WMRT. 

Do roku 2005 tytuł mistrza świata w match racingu wręczany był zwycięzcy pojedynczych regat, których organizatorów wybierała Międzynarodowa Federacja Żeglarska. Początek nowego tysiąclecia to czas sukcesów Karola Jabłońskiego, który wywalczył w latach 1999 – 2004, aż pięć medali Mistrzostw Świata i Europy z tym najcenniejszym w 2002. W roku 2006 nastąpiła znacząca zmiana w formule mistrzostw, gdyż prawa do wręczania tytułu nabył rodzący się wówczas Worold Match Racing Tour (WMRT), a mistrzem zostawała załoga, która uzbierała najwięcej punktów w całorocznym cyklu. Wówczas rozpoczęły się również lata dominacji Brytyjczyka Iana Williamsa, który aż pięciokrotnie zdobywał tytuł. Niestety walka o mistrzostwo świata stała się wewnętrzną sprawą kilku zawodników, którzy co roku otrzymywali stałe zaproszenie do cyklu, a wejście do pierwszej piętnastki światowego rankingu wydawało się wręcz nie możliwe bez udziału w WMRT. Przy co raz głośniejszej krytyce formatu, władze WMRT postanowiły dopuścić do klasyfikacji cyklu również mniejsze imprezy z niższym współczynnikiem. Dzięki takiemu rozwiązaniu zyskały między innymi polskie imprezy, chociażby z Polish Match Tour, które stały się częścią światowego cyklu.  Sytuacja taka nie trwała długo. W roku 2015 WMRT „sprzedaje się” szwedzkiej firmie Aston Harald Composite AB, która jest producentem nowoczesnych katamaranów klasy M32. Oficjalnie rozpoznawany przez Międzynarodową Federację Żeglarską tytuł mistrza świata w match racingu staje się własnością prywatnej firmy, której głównym celem jest sprzedaż jak największej liczby swoich jachtów. Czy to dobre rozwiązanie dla światowego żeglarstwa? 

Z punktu widzenia publiczności pewnie tak, bo to, co było niezrozumiałe stało się przynajmniej efektowne. Również z punktu widzenia kilkunastu załóg zapraszanych do WMRT, bo mają szansę zarobić spore pieniądze. Jednak dla setek zawodników, którzy match racing traktują jako dopełnienie swojej żeglarskiej przygody to krok wstecz. Już w tym roku widzimy tendencję do odwoływania „tradycyjnych” regat meczowych. Lepsi zawodnicy nie chcą w nich uczestniczyć, bo nic im nie dają, ani dobrych punktów do rankingu, ani nagród. Coraz mniej jest regat o wysokim i średnim współczynniku.

Cieszy rozwój medialności żeglarstwa. Jednak jest to tylko wierzchołek piramidy, u której podstaw jest cała masa żeglarzy, którzy też chcą mieć swoją rywalizację. Póki co match racing i całe żeglarstwo staje się zabawą zamkniętej grupy Anglosasów i Skandynawów, a co z resztą…?

 

Rafał Sawicki