Kitefoil, czyli stan umysłu

Autor:
Michał Stankiewicz

Gdy kilka lat temu pojawiło się na rynku budziło zainteresowanie, ale i zdziwienie. Dzisiaj powoli, ale systematycznie zdobywa coraz większe rzesze użytkowników. Hydroskrzydło “rozpycha się” wśród deskarzy. Od kilku lat eksperymentuje z nim Tomek Janiak, nasz ubiegłroczny Wicemistrz Świata i Mistrz Europy w Kitesurfingu w kategorii Masters. Tym razem połączył je ze skimboardem. Jak i po co – o tym opowiada W Ślizgu!

Skąd pomysł na połączenie deski skimboardowej z kitem? 

Tomek Janiak: - Pomysł połączenia „skima” z kajtem znany jest nie od dziś. Na kajcie można pływać z najróżniejszymi sprzętami pod nogami, które mają w miarę płaską powierzchnię no i oczywiście pewną wyporność. Widziałem próby pływania na materacach dmuchanych, deskach do prasowania czy drzwiach od lodówki. Napęd latawcem wykorzystywany jest również w bardziej poważnych celach, np. w przypadku awarii, złamania masztu na jachtach oceanicznych do awaryjnego kontynuowania żeglugi. Nowością jest natomiast dodanie do „skima” (deski skimboardowej – dop. red.) hydroskrzydła, dzięki czemu  mamy możliwość poszerzyć zakres wiatrów przy których możemy pływać. W zasadzie hydroskrzydło potocznie nazywane „foilem” możemy podczepić do każdej sztywnej, wypornej powierzchni, a od naszych umiejętności będzie zależeć czy popłyniemy. Skim nadaje się do tego najlepiej jeżeli chodzi o amatorskie pływanie, ponieważ mając zestaw składający się z hydroskrzydła, skima oraz 3 latawców w rozmiarach, np.: 13, 9, 7m, jestem w stanie pływać przy wietrze od 7 do 35 węzłów. 

- I pewnie przy każdej pogodzie.

- W bezwietrzny dzień, bawię się na skimboardzie w pierwotnym założeniu, czyli ślizgając się po kałużach lub płytkiej wodzie. W momencie w którym wiatr się wzmaga  - około 7 węzłów - przykręcam do skima wspomniane hydroskrzydło, biorę latawiec 13m i mam znakomitą zabawę, gdzie inni kajciarze czy windsurferzy nawet nie pomyślą, aby wyjść na wodę. Na takim zestawie, zmieniając jedynie latawce na mniejsze - 9m, a następnie 7m, mogę pływać nawet do około 35 węzłów. Wszystko zależy oczywiście od umiejętności, ciężaru osoby oraz jakości wiatru. Ale… mogę oczywiście odkręcić skrzydło i w tych warunkach, czyli 12 - 35 węzłów pływać na skimie z latawcem tzw. freeride (jazda w lewo, w prawo – dop. red.) lub bawić się w tzw. strapless freestyle (ewolucje/ triki – dop. red.). Jeżeli pojawi się niewielka fala, około 1,5m, mam również znakomitą zabawę. Jak widać taki niewielki zestaw jest w stanie dać nam dużo radości w najróżniejszej formie, przy szerokim zakresie wiatrowym oznacza koniec z siedzieniem na plaży!

- Czyli zestaw na każdą pogodę, a do tego chyba poręczny?

- Wspomniane wyżej „zabawki” możemy spakować do torby podróżnej lub niewielkiego quivera i wyruszyć na kajtowe wakacje w najróżniejsze zakątki świata, nie stresując się czy nas wpuszczą do samolotu, autobusu czy taksówki, czy to nie jest wspaniałe

- Czy to Twój autorski eksperyment czy też powszechna praktyka? 

- Połączenie skimboardu z hydrofoilem jest już znane, natomiast moim autorskim pomysłem jest stworzenie sprzętu o którym wspomniałem wyżej, przy pomocy którego będę mógł „bawić” się na wodzie od 0 – 35 węzłów, przy okazji mogąc to wszystko zapakować do „regularnej” torby, zapomnieć o problemach przy odprawianiu bagażu, podróżować po całym świecie z lekkim bagażem, umożliwiającym pływanie freeride, freestyle, airstyle, wave, kitefoil, racefoil… w każdych warunkach, w zależności od potrzeb i nastroju. Pracuję nad tym projektem w tej chwili z firmą RRD, której jestem team rider’em od 5 lat, nie wszystkie szczegóły więc mogę zdradzić.

- Jakie są różnice w pływaniu jeżeli chodzi o porównanie ze zwykłą deską?

- Przede wszystkim jeżeli chce się zacząć przygodę z hydrofoilem, trzeba mieć już opanowanego kajta i pływać pewnie na zwykłej desce typu Twin Tip. To co jest niesamowite to sama przyjemność pływania, doświadczanie trzeciego wymiaru na kajcie, swego rodzaju ZEN. Kitefoil to stan umysłu, być może dlatego nie trafi do wszystkich…I może to lepiej? Myślałem, że na kajcie już nic mnie nie zaskoczy, kwintesencją był i jest dla mnie Kitewave, ale podczas pierwszych moich prób na foilu – w styczniu 2013 - „lecąc” swoje  pierwsze 100m w powietrzu, wręcz wyłem z euforii, zupełnie podobnie jak zawijając się na ładnej fali. 

Dla kogoś kto już pływa na desce kierunkowej nie będzie to większy problem, myślę, że to kwestia od 30 minut do 2 godzin, aby przelecieć pierwsze 100m na obydwu halsach. Natomiast dla osób, które nie miały wcześniej styczności z deską kierunkową, może być to ciut trudniejsze, ale nie musi być to wcale regułą. Ważny jest otwarty umysł i motywacja aby się nauczyć, nie poddawać po pierwszych upadkach.

- Całkiem niedawno, bo dopiero w ub. roku w Polsce odbyły się pierwsze zawody w foilu. Co się zmieniło? Jak rozwija się foilboarding?

- W tym sezonie odbędą się pierwsze Mistrzostwa Polski w Foilboardingu w Rewie,  także jak widać dyscyplina rozwija się. Oprócz tego na pozostałych edycjach Pucharu Polski jest w planie rozgrywanie wyścigów, także w tym sezonie będziemy mieli również klasyfikację Puchar Polski.

- Czy przybywa fanów latania? 

- Z mojej wiedzy wynika, że w 2013 roku było nas dwóch w Polsce, czyli Tadeusz Niesiobędzki (który zapoczątkował tą zabawę) oraz ja. W tej chwili jest nas około 30 osób i cały czas naszą pasją oraz entuzjazmem przyciągamy nowych adeptów „lewitacji”. Na „fali” sukcesu foilboardingu powstają pierwsze polskie konstrukcje. Nie możemy oczywiście porównywać się z Francuzami czy Amerykanami, gdzie liczba „lewitujących” liczy się w tysiącach. Francja, kolebka foila przeżywa istny boom, firmy produkujące skrzydła nie wyrabiają się z zamówieniami.

- Czy foilboarding ma szansę stać się oddzielną, samodzielną konkurencją?

- Foilboarding już od 2 lat jest oddzielną, samodzielną konkurencją. Teraz kiedy technologia pozwoliła na wykonanie sztywnych, doskonalszych konstrukcji skrzydeł, okazało się że to najszybsza klasa żeglarska na świecie (prędkość VMG na wiatr 15,5 węzła). Oczywiście wprowadzenie koncepcji hydroskrzydeł do katamaranów z Pucharu Ameryki oraz spektakularny finał tej imprezy w zeszłym roku w San Francisco, również przyczyniły się do popularyzacji. W tej chwili ciężko wyobrazić sobie nowoczesną sportową jednostkę żaglową która nie wykorzystuje zasady działania hydroskrzydła.

- Czy to jest właśnie kierunek, w którym zmierza kiteracing? Czy chodzi tylko o większą prędkość?

- Z punktu widzenia zawodniczego, wyczynowego, osiągi są oczywiście podstawą, prędkość oraz kąty „chodzenia” na wiatr i z wiatrem na kitefoilu są o około 15% lepsze niż na Krace. Prawda jest taka, że w konfrontacji podczas wyścigu na tej samej trasie, czołowy zawodnik świata Krace nie ma szans z przeciętnym zawodnikiem KiteFoil. KiteFoil, mimo tego, że jest dopiero w początkowej fazie rozwoju technologicznego, jest po prostu szybszy, zaryzykowałbym nawet tezę, że jest to w tej chwili najszybsza i jednocześnie najtańsza, klasa żeglarska na świecie (kursy na wiatr i z wiatrem)… No może katamarany AC72 z finału regat Pucharu Ameryki są w stanie żeglować w tej chwili szybciej, ale tylko przy wietrze powyżej 10 węzłów, kiedy zaczynają unosić się nad wodę. Naturalną sprawą więc, jeżeli jest tylko taka możliwość, jest pływanie na tym co szybsze…

Ale prędkość to nie wszystko. Foil to również znaczne ułatwienie logistyczne, szczególnie w przypadku skrzydeł typu freeride, które w większości są rozkładane. Wykonane z karbonu ważą  2 -3kg co znacznie ułatwia transport. Takie skrzydło, po uprzednim przygotowaniu insertów, można dokręcić do w zasadzie każdej deski - wave lub TT i pływać wykorzystując te same latawce już od 7 wezłów! Czy to nie wspaniałe?  Oczywiście nie jest tak kolorowo, minusem jest to, że do pływania potrzebna jest głębsza woda, w zależności od skrzydła od 0,5m do 1m.

- Co się zmienia w hydroskrzydłach? 

- Cały czas powstają nowe konstrukcje oraz wykorzystywane są nowe materiały takie jak karbon, fiberglass, a w tańszych wersjach aluminium. Zaczynają się próby z nanotechnologią. Coraz więcej firm zaczyna interesować się produkcją hydroskrzydeł, w tym również kilka polskich.

 - Czy nie brakuje jednak w tym wszystkim chlapiącej prosto w twarz wody, stukotu deski na czopie i maksymalnego spięcia mięśni, które odbijają każdą nieoczekiwaną reakcję sprzętu pod nogami?

- To jest właśnie najfajniejsze, nie czuje się czopu czy fali, kostki nie są powykręcane, kolana i kręgosłup nie bolą. Oczywiście przy wyczynowym pływaniu, podczas wyścigu również trzeba się napracować i przyznam, że można się spocić, szczególnie jadąc z wiatrem na dużej prędkości. Zasadniczą różnicą jest poziom koncentracji, pływając na foilu trzeba być bardzo skoncentrowanym, można z powodzeniem użyć stwierdzenia, że pływa się głową.

- Twoje plany na ten sezon?

- W zasadzie to poprzedni sezon wcale się nie skończył, staram się pływać nawet zimą u nas nad morzem jeżeli tylko warunki pozwalają, a zima przecież była bardzo łagodna). W międzyczasie organizuję i biorę równocześnie udział w wyjazdach szkoleniowych, połączonych z treningami oraz testami sprzętu. Najbliższy wyjazd na Fuerteventurę gdzie będę prowadzić szkolenia kajtowe na różnym poziomie, również hydrofoil. Mam w  planie także testy najnowszego sprzętu RRD. Od maja pierwsze zawody Pucharu Polski w Chałupach i tak nieprzerwanie prawie w każdy weekend aż do połowy września. Po drodze MP w foilu, Mistrzostwa Świata i Europy w Formule Kite, Puchar Europy w Foilu oraz Slalomie, kolejne Mistrzostwa Polski tym razem w Formule Kite i Slalomie i wiele wiele innych imprez. Od końca września zaczynam prowadzić kolejne wyjazdy szkoleniowe (Rodos, Sardynia, Egipt, Cape Town). Jak widać kalendarz napięty, ale najważniejsze w tym wszystkim, że to sprawia przyjemność.