Volvo Ocean Race płynie do Europy

Załoga Abu Dhabi Ocean Racing jako pierwsza zameldowała się na mecie piątego etapy Volvo Ocean Race 2015 powiększając tym samym swoją przewagę w klasyfikacji generalnej nad pozostałymi jachtami. Do końca regat pozostały dwa miesiące.

Trasa piątego etapu wiodła z Auckland w Nowej Zelandii do Itajai w Brazylii. „Abu Dhabi Ocean Racing pokonał ją w niecałe 19 dni. Tuż za nim zameldował się MAPFRE (19 dni, 2 minuty i 56 sekund), a kolejne miejsca zajęły Team Alvimedica (19 dni, 24 minuty i 32 sekundy) i Team Brunel (19 dni, 25 minut, 48 sekund). Kolejne załogi miały mniej szczęścia. „SCA” dotarł do mety znacznie później niż pierwsza czwórka, czas którego potrzebowali na pokonanie tej trasy wyniósł: 20 dni, 17 godzin, 52 minuty, 15 sekund. Z kolei Dongfeng Race Team złamał maszt i nie ukończył etapu.

Największym pechowcem jest jak na razie Team Vestas Wind, który już podczas drugiego etapu rozbił się o rafę koralową i nie wziął udziału w kolejnych odcinkach.

Dzięki doskonałym wynikom (dwa razy 1 miejsce, dwa razy 2 i raz 3) Abu Dhabi Ocean Racing systematycznie powiększa swoją przewagę nad konkurencją. Po pięciu etapach ma 9 punktów, a drugi Dongfeng Race Team ma 16.

„Pięć oceanów w dziewięć miesięcy” – to hasło przewodnie wyścigu. Volvo Ocean Race są najtrudniejszymi zawodami żeglarskimi na świecie.

 

Do tegorocznej edycji żeglarze wystartowali 4 października 2014 roku z Alicante w Hiszpanii. Do pokonania mają 39 tys. mil morskich. Podczas wyścigu odwiedzą 10 miast w 9 państwach. Z Itajai jachty płyną do Newport (USA), a kolejne dwa etapy biegną przez Lizbonę i Lorient. Finał zaplanowano na 27 czerwca w Goeteborgu.      

 

Radek Kowalczyk, Ocean Team:

Ta edycja Volvo Ocean Race zaskauje mnie od strony przekazów medialnych! Jest to bardzo ciekawie pokazane i chylę czoła przed realizatorami. Siedząc w wygodnym fotelu aż czuje się sól oceanu za kołnierzem. W mojej opini to najlepsze medialnie regaty do tej pory.

Sam wyścig jest dość zróżnicowany. Od standardowej drogi pierwszego etapu (innej zapewne być nie mogło) po zupełnie nowe, wręcz egzotyczne drugiego i trzeciego. Na pewno jest to nowa trudność dla zawodników, a dla kibiców i widzów ciekawa nowość.

Zaskoczyły mnie na pewno dziewczyny na SCA. Pięknie żeglują na wyścigach portowych, ale na oceanie czegoś brakuje. Gdyby to były samotne regaty, zrzuciłbym to na karb siły fizycznej, ale załogowo nie powinno to mieć znaczenia. Dziwna to prawidłowość. Liczę na odmianę.

Zaskoczeniem jest też bardzo wyrównana walka poszczególnych załóg. Nawet gdy rozjadą się na setki mil na boki to i tak spotkają się „na metry” na mecie. To bardzo ciekawe zjawisko.

Wypadek teamu Vestas to ewidentnie błąd ludzki. Nie pomogła technologia, a zapewne powinna. Nowa trasa, nowe zagrożenie i niespodzianka! Dla wszystkich. Szczęśliwy obrót sprawy dla załogi. I jeśli już wypadki na morzu się muszą zdarzać, to niech będą tylko takie. Ciężka, acz szczęśliwa lekcja dla wszystkich żeglujących po nieznanych wodach.         

Autor

galeria