Witajcie na półwyspie

Autor:
Michał Stankiewicz

Półtorej miliona noclegów udzielono w 2017 roku na Półwyspie Helskim. To dane Głównego Urzędu Statystycznego. Co ciekawe 10 lat wcześniej było ich o połowę mniej. Zwiększający się ruch to z pewnością efekt ogromnej popularności kitesurfingu. Bo właśnie ta dyscyplina zawładnęła półwyspem, bijąc na głowę nie tylko tradycyjne żeglarstwo, ale i windsurfing. Kajtowe szkółki i wypożyczalnie rozciągają się od Władysławowa po Hel.

Mimo rosnącego przemysłu turystycznego półwysep wciąż jest różnorodny. Obok nowoczesnych kempingów można spotkać i takie co pamiętają czasy PRL – nie tylko w sensie technicznym, ale i mentalnym. Pamiętam - a było to całkiem niedawno - jak na jednym z nich właściciel w otoczeniu ochroniarzy przechadzał się po terenie i wywoływał klientów do raportu. Nie ważne, że akurat spałeś. Kontrola to kontrola. A płacić trzeba było dosłownie za każdą usługę oddzielnie. W pamięci utkwił mi koszt prądu, który – jak wynikało z obliczeń obsługi – za jedną przyczepę wynosił tyle co za dom jednorodzinny. Kasę trzeba było brać nawet pod prysznic. W sumie kemping pobierał kilka oddzielnych opłat. Półwysep ma jednak pewną magię wywołującą luz i dystans do świata (o ile ma się odpowiednie środki) stąd te skomplikowane rytuały finansowe i kontrole przyjmowaliśmy z uśmiechem - jako uatrakcyjnienie pobytu. Kto więc jeszcze nie był, niech koniecznie pojedzie. A gdzie? Warto skorzystać z naszego mini przewodnika. Kempingów jest mnóstwo – od takich jak wyżej opisany po naprawdę nowoczesne i komfortowe. I co ważne dzisiaj kempingi nie są już tylko miejscami noclegowymi z własną szkółką, ale stanowią atrakcyjne strefy wielu wydarzeń – sportowych i kulturalnych. Polecić na pewno warto koncerty w modnym kempingu Chałupy 6. Sezon w pełni, czas więc jeszcze jest. Tym bardziej, że w całkiem dobrych warunkach cieplnych można pływać do października. 

Z półwyspu przenosimy się do Sopotu. W linii prostej to trochę ponad 10 mil. Z pewnością olimpijskiej Nacrze 17, która waży zaledwie 140 kg, ma dwa pływaki, cztery foile (2 stery i 2 miecze) i trzy żagle o powierzchni około 40 m„lot” na takiej trasie zająłby kilkadziesiąt minut. W Sopocie mieści się najważniejszy w Polsce ośrodek katamaranów, tutaj trenują nie tylko olimpijskie Nacry, ale wiele innych klas katamaranów, w tym A-klasy w których nasi zawodnicy uzyskują dobre wyniki. Niemniej to właśnie z załogą Nacry 17 - Katarzyną Goralską i Kubą Surowcem – pływającą jako Almar Sailing wyruszyliśmy na trening podczas którego opowiedzieli nam jak wygląda ich dzień. Kibicujemy im tym mocniej, że obecnie są już tylko jedyną polską załogą w kadrze walczącą o igrzyska. Drugą z dotychczasowych załóg pokonały właśnie finanse, a dokładniej ich brak. 

Niestety – brak finansowania to niezmiennie największa zmora polskiego żeglarstwa. Wciąż więcej  jest żeglarzy szukających pieniędzy i wodzących palcami na mapie niż realnie startujących i realizujących plany. Nie mam pojęcia czy jest gorzej niż kiedyś, ale lepiej też nie. Duże i bogate firmy dość sporadycznie angażują się w żeglarstwo, a z kolei te z branży – jak np. producenci wyposażenia - prawie nie dysponują budżetami marketingowymi. Targi żeglarskie odbywają się w mikroskali w porównaniu do tych zachodnich, a czemu trudno się dziwić – przecież rodzimy rynek sprzedaży jachtów jest niewielki. Nie chodzi o produkcję, bo jako kraj jesteśmy wręcz gigantem podwykonawstwa, ale o krajową siłę nabywczą. Niektóre marki produkujące w Polsce w ogóle nie są zainteresowane naszym rynkiem traktując go jako stratę czasu.

Sytuacji z pewnością nie poprawia działalność Polskiej Fundacji Narodowej, której projekt „I love Poland” to pasmo problemów. Majowa awaria jednostki, a teraz nie dopłynięcie na regaty Fastnet. O ile jednak wypadki się zdarzają to polityki informacyjnej fundacji polegającej na utajnianiu najistotniejszych informacji wytłumaczyć już nie można. Skala projektu i jego błędy w połączeniu z fatalnym PR fundacji siłą rzeczy budzi zainteresowanie mediów niebranżowych. Efekt – Polacy poznają wielkie żeglarstwo właśnie kontekście „I love Poland”. No chyba, że innemu super jachtowi - jednostce klasy VO65 pływającej w barwach warszawskiego klubu Sailing Poland uda się przykryć medialnie informacje o fundacji. Sailing Poland odwiedził niedawno Trójmiasto, gdzie przez blisko 2 tygodnie cierpliwie gościł na pokładzie mnóstwo osób. My też skorzystaliśmy z zaproszenia jego skipera - Macieja Marczewskiego, a jak było możecie zobaczyć w tym numerze. Życzę udanej lektury!