SREBRO NA FOILU

Autor:
Przemysław Miarczyński

Niespełna trzy tygodnie temu w Portugalii obyły się windfoilowe Mistrzostwa Europy. Po zeszłorocznych mistrzostwach w Pucku były to drugie w historii zawody tej rangi w formule windfoil . Portimao w przeciwieństwie do Pucka jest miejscem, w którym przeważają wiatry słabe i średnie, dlatego najbardziej obawiałem się o to czy zawody się w ogóle odbędą. Szkoda byłoby jechać 3700 kilometrów samochodem w jedną stronę i wrócić bez ścigania. Słabe prognozy i wycieczka na drugi koniec Europy zniechęciła wielu zawodników do przyjazdu, co znacznie obniżyło frekwencję na zawodach. Wystartowało w sumie tylko 25 zawodników z ośmiu krajów co nie oznacza, że nie było się z kim ścigać. Na szczęście słabe prognozy się nie sprawdziły i podczas trzech dni odbyło się 10 wyścigów. Tym razem zdecydowanie lepiej czułem się przy słabszym wietrze i w takich warunkach odbyła się połowa wyścigów, z których aż cztery wygrałem. Przez całe zawody po piętach deptał mi Hiszpan Ramon Pastor, który zawody zaczął słabiej jednak z dnia na dzień trudniej było go pokonać. W dużym skrócie - wszystko rozegrało się w ostatnim wyścigu podczas drugiego okrążenia. Niestety na drugiej halsówce płynąc jako pierwszy zbyt szybko zrobiłem zwrot na boje. Dwa sztagi na windfoilu, podczas których traci się lot i deska na moment staje to spora strata odległości w stosunku do płynących normalnie pozostałych zawodników. Ten błąd kosztował mnie aż dwie pozycje w tym wyścigu, a to spowodowało, że finalnie spadłem w ogólnej klasyfikacji na drugie miejsce, zdobywając tym samym srebrny medal mistrzostw Europy w formule foil. 

Nie da się ukryć, lekki niedosyt pozostaje, ponieważ te zawody były do wygrania, ale jak to w życiu bywa, błędy niestety kosztują. Mam nadzieję, że podczas lipcowych mistrzostw świata na foilu, które odbędą się w Pucku będzie równie dobrze jak w Portimao.

Swoją drogą, ściganie na foilu to coś, co w wolnym czasie mam możliwość robić poza pracą trenerską w Polskim Związku Żeglarskim. Z chłopakami z kadry RS:Xa trenujemy aktualnie w Sopocie, skąd na początku czerwca wyruszymy na zawody pucharu świata do Marsylii. Będzie to czwarty i finałowy przystanek tegorocznego cyklu pucharu świata. Możliwość startu ma tylko 40 najwyżej sklasyfikowanych w pucharze zawodników. Nie każdy jednak ma to w swoim planie startowym. Z naszej kadry we Francji wystartuje Piotrek Myszka oraz Radek Furmański. Paweł Tarnowski, który będzie świeżo po zgrupowaniu nad jeziorem Garda pozostanie w tym czasie w Sopocie, podobnie jak czwarty zawodnik z kadry - Maciej Kluszczyński. Najważniejszym startem w tym sezonie dla naszej kadry RS:X pozostają niezmiennie wrześniowe mistrzostwa świata, które odbędą się we Włoszech nad jeziorem Garda.