POLSKA NA VENDEE GLOBE MARZENIA CZY RZECZYWISTOŚĆ?

Autor:
Zbigniew „Gutek” Gutkowski

Ostatnio w mediach zrobiło się głośno, bo powiedziałem, że polska bandera powinna pojawić się na starcie Vendee Globe. Kto się z tym nie zgodzi? Prawda jest taka, że regaty okołoziemskie to bardzo dobre narzędzie promocyjne, lecz niestety Polacy jeszcze nie do końca zdają sobie z tego sprawę. Brakuje edukacji na temat żeglarstwa morskiego, istnieje to olimpijskie, gdzie są medale, mistrzostwa, igrzyska. Imprezy typu The Ocean Race czy Vendee Globe są trochę niedoceniane. To jest mentalność, która dopiero teraz zaczyna ulegać zmianie na plus. W Europie Zachodniej jest zupełnie inaczej, w ceremoniach żeglarskich biorą udział najważniejsze osoby w państwie. Mnie w 2012 roku po Vendee Globe przyjmował w Pałacu Elizejskim prezydent Francois Hollande, i dodam, że nie było to w jego oczach nic nadzwyczajnego. Wtedy też na samym starcie regat było ponad pół miliona ludzi! To 9 x tyle, ile zmieściłoby się na Stadionie Narodowym, podczas pełnego obłożenia! I mówię tu tylko o samym starcie…

Nie ma co ukrywać, pozyskanie funduszy na finansowanie przedsięwzięć żeglarskich w Polsce jest bardzo trudne, ale nie niemożliwe. Duże firmy działające na rynku krajowym często wybierają promowanie poprzez wspieranie bardziej popularnych i widowiskowych dyscyplin sportu takich jak piłka nożna czy żużel lub po prostu wykupują czas antenowy w telewizji lub radio. Promocja w wielkim żeglarstwie oceanicznym to zupełnie inna liga, spójrzmy chociaż na MAPFRE z VOR, czy Pradę i Emirates z Pucharu Ameryki. Życzyłbym sobie tego też w Polsce. Bardzo chciałbym 8 listopada 2020 roku stanąć na starcie w regatach Vendee Globe, a rok później, już z profesjonalnym teamem regatowym wziąć udział w The Ocean Race.  Tym bardziej, że jachty, które mają teraz ścigać się w Ex VOR to jachty klasy Imoca. Dokładnie te, na których trenuję kilkanaście lat. To bardzo duże wyzwanie, ale jestem tego świadomy i takie lubię najbardziej.

Do tego jednak potrzeba łódki, a by ją zdobyć potrzebny jest sponsor. Nie lokalny, lecz globalny, czyli głównie spółki skarbu państwa. Dzisiaj jest koniunktura na rynku, łódki na Vendee Globe nie można kupić, trzeba ją zbudować. Koszt tej jednostki to kwota rzędu 4-5 milionów euro. Trzeba ją więc najpierw stworzyć, a potem przetestować i opływać. Jest jeszcze na to czas. Zbudowanie nowej jednostki to kwestia 4-5 miesięcy. Byłaby to najprawdopodobniej jednostka projektu VPLP, czyli dokładnie taka jak nowy Hugo Boss. Wówczas miałbym jeszcze rok na testy, przygotowania i opływanie - to bardzo dużo czasu w porównaniu z rokiem 2012, gdzie na te wszystkie rzeczy miałem raptem 2 miesiące.

 

Cały czas próbuję znaleźć finansowanie. Za każdym razem jest ta niepewność, czy się uda kogoś przekonać i zebrać odpowiednie środki. Jednak jeszcze nie składam broni…