Żegluga polityczna

Autor:
Michał Stankiewicz

Telewizja Polska zdążyła nas już przyzwyczaić do manipulacji, niemniej głównie w dziedzinach związanych z polityką. Teraz - jak się okazało – manipulować można też sportem, a konkretnie żeglarstwem.

St. Maarten Heineken Regatta to regaty w formule PRO/AM, które są organizowane na przełomie lutego i marca każdego roku na Karaibach. Nie są zaliczane do imprez ambitnych, jednak ściągają amatorów z całego świata skuszonych nie tylko rywalizacją na pięknym akwenie, ale i zabawową otoczką imprezy. Co roku na starcie stawia się setka jachtów, ścigających się w kilkunastu klasach, wśród nich także polskie załogi. Ten rok był dla nas wyjątkowy, bo Polacy obsadzili rekordową liczbę jednostek. W klasie ocean racing wystartowały dwa nasze jachty -  I Love Poland należący do Polskiej Fundacji Narodowej oraz Sailing Poland, należący do warszawskiego klubu o takiej samej nazwie. Obydwa atrakcyjnie pomalowane z nazwą Poland na burtach. Co było do przewidzenia wszystkie 4 wyścigi, na które składały się regaty wygrał I Love Poland - 70 stopowa jednostka klasy VOR, dowodzona przez Jarosława Kaczorowskiego. Co ważne - załogę wzmocnił Zbigniew Gutkowski, który przejmował ster podczas regat. Z kolei Sailing Poland, dopiero co kupiona przez ten klub 65 - stopowa jednostka pod dowództwem Macieja Marczewskiego była trzecia. W sumie w tej klasie płynęło 5 jednostek.

W pozostałych klasach Polacy zajęli bardziej odległe miejsca, ale co ważne – wszyscy żeglarze (o polskich załogach piszemy na stronie) wspólnie zapracowali na wizerunkowy sukces Polski.

Obszerne relacje z regat pokazała TVP. Informacje ukazały się na wszelkich możliwych kanałach i programach TVP, TVP Info i TV Polonia, z „Pytaniem na śniadanie” włącznie. Jedynym przekazem było zwycięstwo I Love Poland. Z dnia na dzień, z programu na program - sukces ten pączkował – Heineken Regatta uzyskały status bardzo ważnych i prestiżowych, I Love Poland wygrał – nie jedno, ale cztery regaty i to pokonując nie 4 jednostki w swojej klasie, ale całą setkę!

Czemu o tym piszę? Osoba nie będącą w temacie, słuchając i oglądając media narodowe mogła wywnioskować, że załoga I Love Poland wspięła się na Mount Everest żeglarstwa. I niech im będzie. Rzecz jednak w tym, że trudno było dowiedzieć się o rekordowej polskiej obsadzie, czy też zobaczyć jakiekolwiek inne polskie jednostki. Zaskakujący w tych relacjach jest brak Zbigniewa Gutkowskiego. Także sama załoga I Love Poland nie wspomina o nim – czy to podczas swojej wizyty w „Pytaniu na śniadanie", czy w Radiu Gdańsk. Jarosław Kaczorowski, przedstawiany zamiennie jako kapitan, czy też zwycięski skiper nie zająknął się, by uzupełnić informację.

Nie tylko media publiczne fetowały I Love Poland. Sukces ogłosiły także prywatne prawicowe media – cytując wiernie komunikaty Polskiej Fundacji Narodowej. W większości z nich pojawiły się te same określenia i akapity. W niepamięć poszły osiągnięcia polskiego żeglarstwa. „To pierwszy taki sukces polskiej załogi!” – ogłosił w tytule portal w polityce.pl. W ślad za nim Telewizja Republika, Gazeta Polska i Telewizja Trwam. 

Skąd takie szaleństwo? W tym samym czasie kiedy prawicowe media urządzały karnawał I Love Poland - Prokuratura Okręgowa w Warszawie podjęła decyzję dotyczącą sławnej kampanii „Sprawiedliwe Sądy”. W 2017 roku  – kiedy PiS procedował zmiany w sądownictwie – w całej Polsce stanęły billboardy atakujące sędziów.

Szybko wyszło na jaw, że kampanię sfinansowała Polska Fundacja Narodowa, a jej wykonawcą została tajemnicza spółka Solvere, założona specjalnie pod ten cel przez dwójkę urzędników Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Urzędnicy najpierw założyli spółkę, a dopiero potem zwolnili się z urzędu. Następnie uzyskali zlecenie od PFN. Drugim ich zleceniodawcą miał być PiS. Wg mediów zainkasowali w sumie 1,2 mln zł, a po robocie wypłacili sobie ponad 320 tys. zł. zysku, po czym sprzedali spółkę za 16 tys. zł, dwóm innym osobom, które z kolei szybko ją zlikwidowały. A urzędnicy w tym czasie wrócili do pracy w kancelarii premiera. 

Nikogo nie pociągnięto do odpowiedzialności za te działania, bo PFN stara się naginać prawo do granic możliwości. O etyce i transparentności nie wspominam, bo ta jest raczej obca tej fundacji. Media bezskutecznie próbują się dowiedzieć jak jest wydawana kwota 100 mln zł, którą rokrocznie zobowiązały się darować fundacji spółki skarbu państwa. Polityka personalna także jest niejasna. Charakterystyczną cechą fundacji jest nie udzielanie odpowiedzi, stąd ciężko ocenić zgodność z prawem jej działań.

Jedno jednak udało się właśnie złapać – wyżej wspomniana prokuratura uznała, że urzędnicy złamali ustawę antykorupcyjną, gdyż kilka dni po założeniu spółki nie ujawnili jej w swoich oświadczeniach majątkowych. Ale na tym koniec, bo prokuratura uznała jednocześnie, nie poniosą żadnych konswekwencji. Czemu? Urzędnicy zakładający spółkę pod zlecenie od PFN nie mieli świadomości, że powołana przez nich spółka istnieje.

Trudno się więc dziwić, że PFN i kapitan I Love Poland też chyba nie mieli świadomości, że ich jachtem sterował Gutek.