Niezwykły trening #WŁASNE REGATY

Autor:
Przemysław Miarczyński

To już ostatnia prosta przed mistrzostwami Europy 2019. Niedawno skończyliśmy prawie dwutygodniowe zgrupowanie treningowe na Majorce, gdzie od 7 do 13 kwietnia odbędą się tegoroczne mistrzostwa starego kontynentu w windsurfingu olimpijskim.

Zgrupowanie było trochę inne niż wszystkie, bo testowaliśmy i ustawialiśmy więcej sprzętu niż zwykle. W lutym nareszcie odebraliśmy nowe deski i żagle, które zostały zamówione pod koniec zeszłego roku. Warunki były łaskawe, co pozwoliło nam na przetestowanie nowego sprzętu w prawie każdych możliwych warunkach. Zabrakło jedynie dużej fali, która zdarza się tu dość często, a tym razem o dziwo jej nie było. Poza treningami na wodzie wyspa jest też bardzo dobrym miejscem na treningi na rowerach szosowych, które są nieodłącznym elementem naszych wyjazdów. Jak w wielu innych sportach, w windsurfingu olimpijskim ogólna wydolność organizmu ma bardzo duże znaczenie. Nasi zawodnicy są jednymi z najlepiej przygotowanych fizycznie żeglarzy na świecie, co niewątpliwie ułatwia im rywalizację na wodzie. 

Jednak na Majorkę nie przyjechaliśmy tylko na trening we własnym gronie. Już od kilku miesięcy wspólnie z trenerami z innych państw postanowiliśmy zorganizować własne trzydniowe regaty treningowe. Tego typu zawody są dość częstym elementem treningowym szczególnie w okresie, kiedy nie odbywają się żadne zawody pucharu świata lub Europy. To dobry moment na testy sprzętu oraz sprawdzenie prędkości w stosunku do innych zawodników. Co ważne, zawodnikom jest łatwiej wejść na najwyższe obroty w porównaniu do zwykłych wyścigów treningowych. Najtrudniejszym elementem przy rozgrywaniu tego typu zawodów jest start. Bardzo trudno wyegzekwować od wszystkich brak falstartu. Każdy chce wystartować jako pierwszy, przez co często ci bardziej niecierpliwi zawodnicy „wyciągają” pozostałych na falstart. Aby tego uniknąć wprowadziliśmy zasadę, która mówiła, że każdy zawodnik, który zostanie złapany dwa razy na falstarcie zostaje zdyskwalifikowany z regat. Ta zasada bardzo dobrze się sprawdziła. Bez falstartów oczywiście się nie obyło, ale żaden zawodnik nie został zdyskwalifikowany. 

W regatach wystartowało prawie 50 zawodników z 8 państw. Zebrali się tu prawie wszyscy najlepsi, poza bardzo utytułowanymi Holendrami oraz Chińczykami. W ciągu trzech dni regat odbyło się 6 wyścigów. Cieszy fakt, że zawody wygrał Piotrek Myszka, który po długiej przerwie wraca do formy. Na 6. miejscu uplasował się Paweł Tarnowski, a na 8. Radek Furmański.

Na Majorkę wracamy już 3 kwietnia. Wtedy rozpoczną się prawdziwe regaty, czyli Mistrzostwa Europy. Trzymajcie kciuki!