PECH I ZŁOŚĆ!

Autor:
Zbigniew „Gutek” Gutkowski

Niestety, ku rozczarowaniu załogi, kibiców, jak i mojego powrotu do roli sternika w światowych regatach oceanicznych, start Yacht Clubu Sopot w regatach Sydney Hobart Yacht Race nie doszedł do skutku. To były wyjątkowe, zupełnie niezależne od nas okoliczności. Jedno słowo ciśnie się na usta – pech. Finalnie zamiast prowadzić tą szybką maszynę regatową, oglądałem regaty z klifu. Nie jestem w stanie opisać jak bardzo frustrujące było to doświadczenie. Tym bardziej, że po możliwościach, które dawał jacht Kostatka Monster Project i naszych treningach, jestem pewien, że zajęlibyśmy wysokie miejsce w tych regatach. Co gorsza, nic nie wskazywało na taki finał…

Yacht Kosatka Monster Project, własność firmy Econautics Racing Intl. Ltd., której właścicielem jest Roman Guerra był już dwukrotnie wynajmowany na regaty przez Yacht Club Sopot. Raz na The Rolex Fastnet Race 2017, a drugi na regaty St. Maarten Heineken Regatta 2018. Nigdy nie było  żadnych problemów rejestracyjnych. Jednak w Sydney komisja regatowa postanowiła dokładnie przyjrzeć się ubezpieczeniu.  Okazało się, że właściciel jachtu od dwóch lat nie wykupił polisy, a dokument, który posiada jest nieprawdziwy. Komisja sędziowska była nieugięta i ze względu na nieprawidłowości w dokumentacji zgłoszeniowej, nie dopuściła nas do startu. Kombinowaliśmy na wszystkie możliwe sposoby: nowa rejestracja do regat z własną polisą ubezpieczeniowa i bez właściciela jachtu na pokładzie, była też próba czarteru innej jednostki regatowej – jednak wszystko finalnie blokowały przepisy.

Co ciekawe, po dwóch dniach, od momentu jak dowiedzieliśmy, że jest kłopot z ubezpieczeniem jachtu,  właściciel próbował nim uciec. Scenariusz rodem z filmu akcji. Los chciał, że akurat tej nocy postanowiłem spać na pokładzie, byłem szczelnie przykryty śpiworem i nagle usłyszałem rozmowę właściciela z jednym ze swoich załogantów. Prosił go o przygotowanie jachtu do wypłynięcia, chciał odpłynąć jak najszybciej 40 mil na północ. Wstałem, przywitałem się, a on zdezorientowany powiedział, że znalazł mój kabelek od iphona i wyszedł nim zdążyłem mu cokolwiek odpowiedzieć. Szybko poinformowałem całą załogę i zaczęła się próba uruchomienia procedury aresztowania jachtu. Nazajutrz jacht został aresztowany.

Facet oszukał nie tylko nas, ale też swoją załogę, ubezpieczyciela, organizatorów, prawdopodobnie nigdy nie zarejestrował jachtu i miał w poważaniu całe obowiązujące prawo morskie. Jak nazwać taką sytuację? Przytoczę słowo z początku tego felietonu – pech! Byłem zły, nadal jestem, to byłoby ciekawe doświadczenie, niestety teraz trzeba je odłożyć na później.