Biznes płynie na regaty

Autor:
Michał Stankiewicz

To może być dobry rok dla polskiego żeglarstwa. Szczególnie tego oceanicznego. Nie minęły jeszcze 2 miesiące od naszej ostatniej w 2018 roku okładki, na której znalazł się 60 stopowy jacht Sailing Poland, a już ten młody klub ogłosił pozyskanie kolejnej jednostki. Tym razem supernowoczesnej, bo klasy VO65, znanej ze startów w barwach hiszpańskiego teamu Mapfre. Hiszpanie w dwóch ostatnich edycjach Volvo Ocean Race zajęli na niej czwarte i drugie miejsce. Wygląda na to, że Sailing Poland tempo narzucił imponujące, co tylko może cieszyć, że taka jednostka w polskich barwach – i nie chodzi tylko o banderę, ale cały jacht - będzie widoczna podczas wielu prestiżowych regat. 

Sailing Poland coraz bardziej się rozpycha w żeglarskim świecie starając się zachęcać i ściągać duży biznes do tej niezmiennie niedofinansowanej dyscypliny. Przyczyn takiego stanu jest wiele – od braku promocji, czy też przewadze medialnej innych sportów po działania samych żeglarzy i szefów projektów. Nieliczne (na szczęście), ale czasem spektakularne wpadki i niejasne sytuacje finansowe nie pozostają bez wpływu na życzliwość potencjalnych sponsorów do branży. To także specyficzne podejście niektórych żeglarzy. Obserwuję to podczas Sopot Wave, imprezy organizowanej przez wydawcę W Ślizgu! dwa razy w roku w Sopocie, łączącej świat żeglarstwa z biznesem, modą i sztuką. I o ile wszyscy żeglarze klas olimpijskich bardzo chętnie w niej uczestniczą, to niektórych starszych wilków morskich niezmiennie myślących o udziale w wielkich regatach i własnych projektach trzeba czasem mocno namawiać, by wyszli ze swojej strefy komfortu. Piszę to, bo przecież dzisiejszy świat wielkiego żeglarstwa – i tego z Pucharu Ameryki, Sail GP, Sydney Hobart, czy też VOR to świat promocji, marketingu, PR i mediów. Czołowi żeglarze tyle samo swojego czasu poświęcają na imprezy, spotkania i wywiady, co na żeglowanie. Jedno z drugim się łączy. Chcesz mieć projekt, team i regaty musisz mieć kasę. A jeżeli chcesz mieć kasę to musisz bywać, poznawać, rozmawiać, reprezentować i promować. Prosty schemat. Tak jest zresztą w każdej branży, a żeglarstwo nie jest wyjątkiem. Przypomina się mi się Alex Thomson i jego wizyty w Sopocie. Pierwsza – w 2015 roku z okazji otwarcia sklepu Boss w Gdyni, który otwierał, połączona z wieloma rejsami dla gości tej marki. I ostatnia, w 2017 roku kiedy znów kilka dni od rana do wieczora woził gości i partnerów firmy na swoim jachcie, a do tego zaliczył niezliczoną liczbę oficjalnych lunchów i obiadów. Ot takie, życie współczesnego żeglarza. Wygląda na to, że Sailing Poland doskonale rozumie te wszystkie mechanizmy i ma ambicję świadomie je wykorzystywać. Bazę już mają, a ten rok z pewnością będzie pierwszym sprawdzianem ich działań.

Choć SP dzisiaj to największy komercyjny projekt, to oczywiście nie jedyny. Swoje cegiełki do komercjalizacji żeglarstwa i rozwoju formuły PRO/AM dokładają inne kluby - Yacht Club Sopot i Ocean Challenge Yacht Club. Na rynku są też pojedynczy właściciele oceanicznych, regatowych jednostek, a także pośrednicy w organizacji wyjazdów na regaty. W takiej samej formule działa też sopocka Biznes Liga Żeglarska organizowana przez GSC Yachting. To trwający całe lato cykl regat dla firm. Cała ta branża mocno pracuje na sukces całego żeglarstwa. Im więcej biznesmenów zamieni wczasy w Tajlandii na start w Heineken Regatta lub pływanie wokół mola w Sopocie, tym większe szanse, że kierowane przez nich firmy staną się potem sponsorami  regat i żeglarzy. W tych samych regatach co wyżej wymienione kluby prawdopodobnie wystartuje też państwowa jednostka I Love Poland. Używam słowa prawdopodobnie, gdyż jej właściciel – Polska Fundacja Narodowa – z nieznanych powodów konsekwentnie odmawia informacji na temat projektu.

W Ślizgu! regularnie piszemy o tych projektach, a w tym numerze znajdziecie zarówno tekst o nowym bolidzie Sailling Poland, na ostatnich stronach kronikę towarzyską wymienionych klubów, a także tekst o I Love Poland.