W konfrontacji ze sztormową jesienią

Autor:
Zbigniew „Gutek” Gutkowski

Jesień to niezwykle ciekawy czas dla regat oceanicznych. To niekończąca się walka z potęgą żywiołów, wysokimi sztormowymi falami, własnymi słabościami, a przede wszystkim, jak ostatnio pokazały chociażby regaty Route du Rhum, problemami technicznymi i awariami. Dla mnie osobiście to czas szczególny, głównie ze względu na rocznice wyjątkowych startów. Osiem lat temu zaczęła się przygoda z Velux 5 Oceans – wyścig solo, etapami, dookoła świata. Były to moje pierwsze samotne regaty na otwartym oceanie, w których zająłem chyba najlepsze miejsce w całej żeglarskiej karierze. Ostatnio, z okazji 8. rocznicy startu, na swoim kanale na Youtube opublikowałem program „Piekielne regaty”, który kręciliśmy wówczas dla Discovery World. Warto cofnąć się w czasie i zobaczyć jak wyglądały nasze przeżycia, dramaty, szczęścia „od podszewki”. Z kolei sześć lat temu we Francji byłem na początku regat Vendée Globe 2012.  Teraz, za niespełna miesiąc, będę brał udział w Sydney Hobart i nie da się ukryć, że jestem bardzo podekscytowany powrotem na ocean!

Jeżeli chodzi o światowe wydarzenia oceaniczne, to dzieje się! Zacznijmy od ex-Volvo Ocean Race - załogowych, etapowych regat dookoła świata, które odbędą się w 2021 roku. Jak oficjalnie wiemy, w regatach popłyną dwie klasy – jachty Imoca z hydroskrzydłami walczące o zwycięstwo w klasyfikacji generalnej, czyli profesjonaliści oraz klasa monotypowa Volvo Ocean 65 walcząca o Youth Challenge Trophy - nagrodę dla najlepszych juniorów. Ważną informacją jest, że w klasie Imoca będą mogły wystartować  tylko jachty zwodowane po roku 2010, wyposażone w hydroskrzydła oraz standardowy maszt skrzydłowy, z 5- lub 6-osobową załogą (w przypadku 5-osobowej na pokładzie musi znajdować się przynajmniej jedna kobieta, a w przypadku 6-osobowej, kobiet musi być aż cztery). Ciekawie wygląda też sytuacja w jachtach VO65. Tam załogi składać się będą z 10 osób, które w chwili startu, w większości, nie będą mogli przekroczyć 30 lat! Lista zgłoszeń zostanie otwarta 11 grudnia, choć już teraz nieoficjalnie wiadomo, że jednym z pierwszych, którzy zadeklarowali swój udział jest Alex Thomson. O nim i jego Hugo Bossie jest ostatnio zresztą bardzo głośno. Nie dość, że ustanowił na swojej Imoce, nowy, światowy, 24-godzinny rekord prędkości  60-stopowego monohulla pokonując dystans 539,71 Mm, to dodatkowo, mimo wypadku był pierwszą Imocą na mecie wyścigu Route du Rhum.

 

Zresztą o tych regatach trzeba napisać. Były awarie, rekordy i niespodzianki, a wszystko w towarzystwie dwóch sztormów, które niesamowicie przetasowały stawkę. W tym roku na starcie stanęło 123 żeglarzy. Rywalizacja odbywała się w sześciu klasach – jednak zdecydowanie najciekawsze rozgrywki odbyły się w klasie Ultime i Imoca. W tej pierwszej, czyli klasie multimilionowych trimaranów, wystartowało 6 jednostek. Na pokładach same gwiazdy żeglarstwa – Armel Le Cleac’h, Thomas Coville, Seb Josse, Francis Joyon czy Francois Gabart. Jednak do mety dotarło zaledwie dwóch. Weteran Joyon (IDEC Sport) toczył zaciętą walkę ze zwycięzcą Vendée Globe - Gabartem (Macif). Płynęli burta w burtę, jednak ostatecznie o 7 minut i 8 sekund lepszy okazał się doświadczony Joyon. Oglądałem wyścig na żywo i na dystansie 3 542 Mm był to prawdziwy fotofinisz. To ogromna niespodzianka, bo wygrał jacht o trzy tony cięższy i dwie generacje starszy! Druga niespodzianka to Alex Thomson, który mimo wjechania w skały i znacznego uszkodzenia jednostki, wpłynął na metę jako pierwszy w klasie Imoca. Jak przyznał żeglarz, zapomniał naładować zegarka, który budzi go impulsem elektrycznym, aby wydostać się z tarapatów, musiał odpalić silnik, a  tym samym złamał przepisy i naliczono mu 24h karę. Po przeliczeniach stanął na trzecim stopniu podium, za Paulem Meilhatem i Yannem Eliesem. Jedno jest pewne, regaty Route du Rhum wygrał medialnie.