Trzy lata w raju. Patrycja i Łukasz Jadach

Autor:
Arkadiusz Kus

Patrycja Jadach z mężem Łukaszem od 11 miesięcy płyną dookoła świata. Porzucili całe swoje dotychczasowe życie: sprzedali mieszkanie i samochód, zostawili w Londynie własną firmę remontową, przyjaciół. Kupili jacht – Indrę - i spełniają marzenie swojego życia. - Stronimy od marin i zazwyczaj kotwiczymy w pięknych, spokojnych zatoczkach - mówią. - Płyniemy dopiero 11 miesięcy i już byliśmy w raju!

36 miesięcy. Dokładnie tyle ma potrwać podróż dookoła świata Patrycji i Łukasza Jadach. Parą są od liceum, od 19 lat. Na pomysł rejsu wpadli w maju 2012 roku – po 10 latach życia w Londynie. Podeszli do niego z wielkim zapałem.

- W pierwszej kolejności zabraliśmy się za szukanie odpowiedniego jachtu na tak długą, oceaniczną podróż. Nie za mały, abyśmy się pomieścili ze wszystkimi niezbędnymi rzeczami i aby pozostało wciąż odrobinę miejsca na swobodę – wspomina Patrycja. - Nie mógł być też za duży, abyśmy sami we dwoje mogli nim żeglować i żeby jego utrzymanie nie kosztowało zbyt wiele. Idealną łodzią okazała się Indra. Znaleźliśmy ją w Walii, w lutym ubiegłego roku.

Dwa miesiące później jacht trafił już na Tamizę, gdzie rozpoczął się jego intensywny remont.

- Trwał do początku września. Od kwietnia do końca lipca pracowaliśmy przy nim tylko weekendowo. W sierpniu po sprzedaży mieszkania, zakończeniu pracy zarobkowej i zamieszkaniu na jachcie pracowaliśmy 7 dni w tygodniu od rana do późnych godzin wieczornych wspierani przez przyjaciół, którzy wpadali na dzień lub dwa. Mariusz i Zuri wytrwale pomagali nam w najcięższych dwóch tygodniach przed finiszem. Założyliśmy sobie, że ruszymy najpóźniej na początku września, przed pogorszeniem się warunków pogodowych na odcinku prowadzącym na Wyspy Kanaryjskie, gdzie chcieliśmy dopłynąć - opowiadają.

Decyzja mimo wszystko nie była łatwa. W Anglii małżonkowie zostawili praktycznie wszystko, co mieli.  

- Rodzinę, przyjaciół, znajomych, świat koni, zaprzyjaźnioną grupę jogi, wygodne, bezpieczne życie i pracę, która pozwalała nam na nie zarobić – wymieniają. - Sprzedaliśmy też mieszkanie i samochód. Na jedenastometrowy jacht spakowaliśmy to co niezbędne i ruszyliśmy przed siebie.

Gorące wyspy

Para zdaje sobie sprawę z tego, że wyprawa nie należy do najbezpieczniejszych. Wiedzą też, jak trudny może być powrót do rzeczywistości.  Wydaje się jednak, że wszystko mają zaplanowane od początku do końca.

- Nasza trasa biegnie dookoła kuli ziemskiej, pasatami. Żeglarz włóczęga wie, że jeśli płynie pod wiatr to zdecydowanie zmierza w złym kierunku. Afrykę bierzemy sterburtą. Układ okien pogodowych wyznacza czas pobytu na danym akwenie, reszta jest wynikiem naszej spontanicznej natury. Ruszyliśmy z Martyniki na północ z zamiarem dotarcia na Wyspy Dziewicze z przystankami na kolejnych wyspach. Na Dominice stwierdziliśmy, że zbliżające się obchody końca karnawału wolimy zobaczyć na uchodzącym za karaibską stolicę tej imprezy Trynidadzie. Dwa dni później podnieśliśmy kotwicę i skierowaliśmy dziób na południe, by po ponad trzech dniach dotrzeć do Port of Spain. Kilka dni na miejscu i powrót do wcześniej realizowanego planu. Przed nami Cuba, Haiti, Belize, Kanał Panamski, Galapagos, Markizy, Polinezja, Fiji i tu zaczynają się znaki zapytania... Wyspy Salomona, Nowa Zelandia, Australia, Papua i Nowa Gwinea... gdzie uda nam się dotrzeć? Później Wyspy Bożego Narodzenia, Cocos, Mauritius, Reunion, Madagaskar, Durban, Cape Town, St Helena, Brazylia. I jakoś będziemy musieli znaleźć drogę do domu przez Karaiby i Azory.

Zgodnie mówią, że cenią sobie aktywne życie i podniesiony poziom adrenaliny. Jeśli nawet ich plany nie są bezpieczne, strach nie powstrzymuje ich przed realizacją. 

Najbardziej cierpią na tym rodziny. Rejs dookoła świata wywołał spore poruszenie i obawy rodziców, wśród których nie ma żeglarza. 

- Lęk przed najgorszym nie pozwalał rodzicom w pełni żyć naszą nadchodzącą przygodą. Wielki ocean, mały jacht, dryfujące kontenery, śpiące wieloryby, sztormy... Dziś, kiedy mamy już pokonanie Atlantyku za sobą, są spokojniejsi, cieszą się naszym szczęściem – mówi Patrycja.

W czerwcu przebywają na francuskiej stronie Saint Martin. W lipcu natomiast spodziewają się odwiedzin rodziny.

- W tym czasie będziemy w trasie z St. Lucia do Trynidadu. Po odstawieniu bliskich do samolotu, udamy się w kierunku Los Roques i ABC, gdzie planujemy przeczekać okres huraganowy – planują.

„Chcemy smakować życia”

Żeglarze przyznają „celem naszej podróży jest smakowanie życia w zwolnionym tempie”, chcą delektować się wolnością i smakiem przygody, obserwować życie innych ludzi w najdalszych zakątkach świata, ich tradycje i obrzędy. 

- Stronimy od marin i zazwyczaj kotwiczymy w pięknych, spokojnych zatoczkach, których jest tu bez liku. Zostajemy tak długo, aż stwierdzimy, że zobaczyliśmy już wszystko co chcieliśmy zobaczyć i kiedy poczujemy gotowość do startu - kilka do kilkunastu dni – mówi Patrycja. - Najbardziej zachwyciły nas dzika Dominika i dziewicza Barbuda. Dwie totalnie różne od siebie wyspy. Leżąca na siedmiu aktywnych wulkanach, Dominika to raj dla piechurów. Tam właśnie przeżyliśmy najciekawszą wędrówkę po dżungli wspinając się miejscami na czworakach na najwyższy szczyt Morne Diablotin (1447 metrów n.p.m – przyp. red.). Po wysiłku w górach odprężaliśmy nasze zmęczone ciała w naturalnych siarkowych źródełkach termalnych lub masowaliśmy plecy pod wodospadem. Płaska Barbuda zachwyciła nas spokojem, kryształem i nieskazitelnym lazurem otaczających ją płytkich wód, biało-różowym piaskiem i bogatym życiem podwodnym labiryntu raf. To istny raj!

Podróżnikom powoli zaczynają kończyć się oszczędności. Nie zamierzają jednak przerywać swojej podróży. Założyli bloga www.indrartw.pl, na którym umieszczają zdjęcia i relacje z wyprawy. Wierzą, że zostanie zauważony i zacznie przynosić korzyści, np. z reklam.

- Podróż zaplanowaliśmy na 36 miesięcy. Staramy się nie myśleć za wiele o przyszłości, aby nie przeoczyć teraźniejszości. Czasami ciężko jest utrzymać fantazję na wodzy. Jeśli chodzi o marzenia to wciąż jest wiele niespełnionych, np. wyprawa na biegun północny. Pomyślimy o tym po powrocie – podsumowują.