Kapitan nowy, fundacja po staremu

Autor:
Michał Stankiewicz

W październiku 2017 Polska Fundacja Narodowa ogłosiła razem z Mateuszem Kusznierewiczem projekt Polska100. Teraz, w niecały rok po tym wydarzeniu mamy kolejną inaugurację – tym razem projektu „I love Poland”. Na tym samym jachcie klasy VOR70, z tą samą załogą, ale zupełnie nowym kierownictwem – szefem projektu jest Dariusz Pękala, a skipperem Jarosław Kaczorowski. Jak deklaruje prezes PFN – nowy projekt to zupełnie nowa karta, a tamten jest zakończony. Nie sposób jednak uniknąć porównań, gdy chodzi dokładnie o tą samą łódkę, częściowo tą samą załogę, podobne założenia. Są więc zmiany na korzyść. Przede wszystkim pojawił się realizm. Nikt już nie mówi o wygraniu Fastnet, czy Sydney Hobart, czy też zawinięciu do 100 portów. Nowy cel to szkolenie żeglarzy regatowych i to szkolenie pod kątem regat takich jak Volvo Ocean Race. Bo, choć ta jednostka z racji nie tylko wieku, ale i po prostu długości nie może już wziąć udziału w tych regatach, to jednak w nich startowała i wciąż jest doskonałą łódką regatową. Niepodległość i światowa turystyka zeszły na drugi plan. Nowa ekipa planuje oczywiście start w regatach, ale takich, gdzie może o coś powalczyć. 

Niestety nie wszystko się zmieniło na lepsze. Niezależnie od dobrych opinii jakie są na temat Jarosława Kaczorowskiego, jego doświadczenia, otwartości, czy też uczciwości – mocodawca i właściciel jachtu się nie zmienił. A wraz z nim jego nawyki i zachowania. Ostatnie dwa miesiące, tak samo jak przy pisaniu poprzednich tekstów na temat Polska100 poświęciliśmy na mozolną, żmudną i trudną sztukę uzyskiwania jakichkolwiek informacji od Polskiej Fundacji Narodowej. Dodam, że PFN nie potrafiła nawet sama z siebie przekazać nam zapowiedzi o planowanej inauguracji projektu. Nie wiem czemu ma służyć taka polityka informacyjna, a co gorsze całkowita nietransparentność, bo tak trzeba określić nie udzielanie informacji na temat budżetu. Nie wiemy ile wydano na Polska100, nie wiemy ile kosztuje obecny projekt, nie wiemy ile wydano w tym roku. Niejasne są nawet plany rejsów, które zmieniają się jak w kalejdoskopie, a na konferencji prasowej rozdawane są ładne foldery – jak się okazuje z nieaktualnymi informacjami. Niezależnie od tego jak oceniamy ten projekt i czy mu kibicujemy czy nie – mamy prawo wiedzieć ile nas kosztuje. Tym bardziej, że istnieją wszelkie przesłanki, by nie wierzyć w to, co pisze do nas pani rzecznik PFN o „pieniądzach wydawanych ze szczególną starannością”. Zamiast jakichkolwiek liczb taką właśnie odpowiedź dostaliśmy od niej na nasze pytania o finanse.

Gdy kilka dni po konferencji przechodziłem koło nabrzeża w Gdyni z ciekawości zajrzałem co się dzieje koło „I love Poland”. Przynajmniej 4 hostessy przechadzały się lub odpoczywały sobie w pawilonie, obok stały 2 balony fundacji, dalej był czerwony dywan, a dla zainteresowanych były te same w części nieaktualne foldery o „I love Poland”. Ot taki, sympatyczna, wielodniowa oprawa na bogato. To kosztuje. I z pewnością nie mało.

Żeglarstwo cierpi na brak funduszy, także systemowych, tym bardziej mocodawcy największego państwowego regatowego projektu (nie jedynego i nie pierwszego – wbrew temu co powtarzają) powinni nie tylko naprawdę uważnie wydawać nasze pieniądze, ale i się z nich rozliczać. To nie żadna łaska, ale obowiązek. Tym bardziej, że dopóki PFN będzie nietransparentna to każdy jej projekt, także żeglarski, będzie mieć tyle samo zwolenników, co krytyków. Tych drugich nawet więcej. I niezależnie co fajnego zrobią żeglarze I love Poland, gdzie popłyną, co wygrają – arogancja fundacji będzie kładła się cieniem na ich działalności. Trudno te rzeczy będzie całkowicie oddzielić, tak jak chcieliby tego żeglarze biorący udział w projekcie. W tym sensie ich mocodawcy działają stale na ich niekorzyść.

Na pocieszenie – w czasie gdy fundacja narodowa organizuje pikniki na nabrzeżach Gdyni i Szczecina – stale przybywa nam prywatnych klubów i teamów regatowych. Tutaj czasu do postojów nie ma. Bohater naszej okładki – Krzysztof Krempeć, szef giełdowej spółki Mercor S.A. cały swój czas wolny, ale i kasę poświęca na starty w regatach, walczy w klasach Melges20 i J70. Na południu Europy ścigają się teamy Ocean Yacht Challenge Przemka Tarnackiego, a teraz w konkurencję regatową włącza się zupełnie nowy projekt Sailing Poland, z własną 60 stopową jednostką. Z kolei Yacht Club Sopot pozyskał jako skippera Zbigniewa Gutkowskiego, z którym wystartuje w Sydney Hobart. Trzymamy kciuki za wszystkich!

Michał Stankiewicz