OSTATNIA PROSTA AARHUS 2018

Autor:
Przemysław Miarczyński

Lipiec to już ostatnia prosta przed najważniejszymi tegorocznymi zawodami dla polskiego żeglarstwa olimpijskiego. W Duńskim Aarhus, bo to właśnie tu na początku sierpnia odbędą się mistrzostwa świata w żeglarskich klasach olimpijskich, jesteśmy już po raz trzeci. Mimo, że tutejszy akwen warunkami zbliżony jest do naszego Pucka, Gdyni czy Sopotu to jednak każdy pojedynczy trening utwierdza nas w poczuciu większej pewności siebie. Jest ciekawie, bowiem zmiany wiatru często wydają się tu nieprzewidywalne, ale jak to bywa wszędzie, po wielu godzinach spędzonych na danym akwenie można zaobserwować pewną regularność, która pomaga w późniejszym żeglowaniu.

Jednak rozpoznanie akwenu i warunków na nim panujących to jedna ważna sprawa, natomiast odpowiednie dobranie sprzętu to drugi, równie skomplikowany aspekt. Jakość sprzętu w windsurfingu olimpijskim pozostawia wiele do życzenia i niestety na tę chwilę nic nie da się z tym zrobić. To z kolei trochę komplikuje dobranie odpowiedniego zestawu startowego, ponieważ chociażby maszty oraz stateczniki wymagają częstej wymiany. To oczywiście dotyczy wszystkich zawodników w klasie RS:X, nie tylko naszej kadry, i jest naprawdę sporym utrudnieniem. Obecnie, na niespełna trzy tygodnie przed pierwszym wyścigiem, na szczęście większość polskich zawodników jest już po doborze sprzętu, dzięki czemu możemy się bardziej skupić na testowaniu akwenu, a tym samym spokojniej przygotowywać się do startu.        

Pisząc felieton, muszę zahaczyć również o zupełnie inną kwestię. Na początku lipca w Pucku odbyły się pierwsze w historii mistrzostwa Europy w klasie Formuła Open Foil, czyli deska klasy Formuła Windsurfing o szerokości do 1m, a zamiast zwykłego statecznika w skrzynce pojawił się dowolny hydrofoil. W zawodach wystartowało 21 zawodników z 7 krajów. Prognozy na długie, bo aż 7 dniowe zawody były bardzo zróżnicowane, ale akwen w Pucku jak zwykle pozytywnie zaskoczył „windfoilsurferów” - chyba tak należy nazywać zawodników startujących w tej nowej klasie. Rozegranych zostało 15 wyścigów, większość z nich przy wietrze powyżej 15 węzłów, dzięki czemu prędkości na trasie oraz kilometraż robiony przez zawodników były imponujące. Niektórym być może to niewiele mówi, ale w jednym z wyścigów halsówka miała aż 3 km, co w normalnych wyścigach windsurfingowych często się nie zdarza, chyba że mamy do czynienia z maratonem. W związku z tym, że jest to zupełnie nowa klasa imponujące były również wywrotki, a szczególnie te w wyścigach powyżej 20 węzłów. W windfoilu ze względów bezpieczeństwa wszyscy zawodnicy muszą startować na prawym halsie oraz żeglować w kaskach na głowie. Po 7 dniach rywalizacji na najwyższym stopniu podium stanął Australijczyk Steve Allen, drugi w klasyfikacji ogólne i mistrzem Europy został Janis Preiss z Łotwy, mi udało się wywalczyć srebro ME, a trzecie miejsce zajął Paweł Tarnowski, który wspólnie z polską kadrą RS:X wystartuje na początku sierpnia w Aarhus. To była naprawdę ciekawa przygoda i mimo, że już rzadziej startuję w zawodach, to windsurfing wciąż potrafi mnie zaskakiwać!

Przemysław Miarczyński