Na oceanach

Autor:
Zbigniew „Gutek” Gutkowski

W ostatnim felietonie pisałem o tym czy Imoca pojawi się w regatach Volvo Ocean Race. Stało się. 60-stopowe jednostki, na których do tej pory żeglowali głównie samotni żeglarze oraz załogi dwuosobowe w regatach oceanicznych takich jak Vendee Globe, Route du Rhum, Barcelona World Race i Transat Jacques Vabre zostaną przystosowane teraz także do wyścigów załogowych. To nie wszystko. Nie dość, że zmieniła się klasa jachtów, to również regaty najprawdopodobniej zmienią swoją nazwę. Zmiana ta nie jest jeszcze pewna, ale wiadomo, że organizacją regat zajmie się teraz firma Atlant Ocean Racing Spain, a właściwie dwie związane z nią osoby – Johan Salen, dotychczasowy wiceprezydent Volvo Ocean Race, oraz jego wspólnicy, Richard Brisius i Jan Litborn.

Taka decyzja oznacza spory zastrzyk świeżości i dużą zmianę dla samych regat. Już od jakiegoś czasu niektóre zespoły biorące udział w Volvo Ocean Race, miały problemy z finansowaniem, a co za tym idzie, wywierały na organizatora sporą presję, prosząc o pomoc finansową. Teraz ta sytuacja powinna się poprawić. Co prawda, koszt budowy jachtu Imoca i VO65 jest porównywalny, jednak na tym pierwszym będzie ścigała się zdecydowanie mniejsza załoga. Myślę, że składać się na nią będzie około 5-6 osób. Tym samym zmniejszy się koszt wypłacania pensji zawodniczej. Kolejnym plusem jest fakt, że jachtów klasy Imoca jest znacznie więcej. Co prawda, raczej nie będą one monotypem, ale będą do siebie podobne. Myślę, że zastosowane zostaną monotypowe -takielunek i elementy podwodne kadłuba, w tym przede wszystkim kil i foile, a może także maszty. W ciągu najbliższych kilku lat, jachty na pewno bardzo się zmienią, ale paradoksalnie tym samym ujednolicą. Trzeba pamiętać też, że jest jeszcze mnóstwo innych, starszych konstrukcji, które cały czas są modyfikowane. Co się z nimi stanie? Czy zostaną jakoś wykorzystane? Póki co, Imoca otrzymała zielone światło – na czym ostatecznie będą ścigać się żeglarze, w jaki sposób, pod jaką nazwą – nie wiadomo. Pozostaje nam jedynie wierzyć, że będą to zmiany na lepsze, regaty będą jeszcze bardziej widowiskowe, a jachty bardziej dostępne.

Podczas, gdy piszę ten felieton, trwa właśnie druga odsłona regat Golden Globe Race. Sprawa jest o tyle ciekawa, że pierwszą edycję zorganizowano na przełomie 1968 i 1969 roku! Właśnie wtedy sir Robin Knox-Johnston, jako pierwszy żeglarz opłynął samotnie kulę ziemską bez zawijania do portów. Wtedy też Donald Crowhurst popadł w chorobę psychiczną, sfingował informacje o swoim położeniu i popełnił samobójstwo. W tym roku, w 50. rocznicę regat na starcie pojawiło się 23 żeglarzy. Wszyscy płyną na tego samego typu jachtach i będą mieli do dyspozycji jedynie wyposażenie jakim dysponowali żeglarze w latach 60., czyli bez GPS, radarów, autopilotów, telefonów komórkowych i jakiejkolwiek innej elektroniki. W dzisiejszych czasach taki rejs naprawdę stanowić może wielkie wyzwanie, szczególnie niewyobrażalne dla młodego pokolenia.