Mamy Szymona!

Autor:
Michał Stankiewicz

Dostało się naszej kadrze za występ w Rosji. To, że fatalny to wszyscy wiemy. Przy okazji pękł wielki balon, nadymany od wielu miesięcy. O ile jednak za sam występ drużyny, jej formę, jakość gry odpowiadają sami piłkarze i ich sztab szkoleniowy to w przypadku balonu sprawa nie jest jednoznaczna. Pojawiły się głosy, że za zbyt nadęty balon odpowiadają media, szczególnie telewizja i Internet, które rywalizowały w podawaniu każdej, najmniej istotnej informacji z życia piłkarzy. Tak. Sam widziałem głupkowate wejścia niektórych dziennikarzy telewizyjnych. I zapewne media mają tutaj jakiś swój udział, niemniej nie jest on największy. Główne źródło nadęcia tkwi samych piłkarzach i ich otoczeniu. Powód tego też jest raczej oczywisty. To kasa. Dzisiaj popularność wycenia się i przelicza na grube pieniądze, a, że piłka nożna to przede wszystkim showbusiness to piłkarze bez opamiętania w nim uczestniczą. I nie tylko tuż przed mundialem, ale na co dzień. Można ich zobaczyć nie tylko w reklamach, ale i programach, FB, Instagramie i wszelkich możliwych lajfach. Piłkarze nie tylko chętnie biorą w nich udział, dają się pokazywać, ale i sami często je kreują. Mundial tylko zaostrza apetyt, stawki więc wzrastają i wtedy właśnie pojawia się blachotrapez… 

Z pewnością ten sam występ tej samej drużyny nie poprzedzony owym balonem i blachotrapezem przyjęlibyśmy inaczej. Obojętniej, spokojniej. Pamiętalibyśmy, że Polacy wielkiego talentu do piłki raczej nożnej nie mają. Owszem – mieliśmy jedną ekipę Górskiego, ale to już coraz dalsza przeszłość. Poza nią wyników nie mamy, ani w mistrzostwach Europy, czy świata, ani w piłce klubowej.

Czemu o tym piszę w magazynie żeglarskim? To proste, zupełnie odwrotnym przykładem od piłkarzy jest Szymon Kuczyński. Facet, który zamienił jeżdżenie na rowerze po mieście na samotny rejs dookoła świata. Bo, uważa, że to… bezpieczniejsze. A, żeby było ciekawiej nie dużą jednostką, wyposażoną we wszystkie możliwe cuda techniki, ale naprawdę małym jachtem (długość 6,36m), najmniejszym w historii i to bez silnika. Jako trzeci Polak opłynął właśnie świat bez zawijania do portów. I wreszcie dochodzimy do sedna: bez blichtru i błysku fleszy, bez wielkich publicznych przygotowań, bez reklam – słowem bez nadymania owego „balonu”. Można nawet powiedzieć, że popłynął w rejs skromnie i tak samo skromnie z niego wrócił. Radość z jego sukcesu jest więc tym większa, bo nie tak oczekiwana i oczywista, jakby startował na „pewniaka”. Co więcej ten sukces nie zmienił go, co szybko mogliśmy odczuć podczas sesji zdjęciowej czy wywiadu. I tego mu serdecznie życzymy, obok kolejnych żeglarskich sukcesów. Bo, Szymon ledwo wrócił już planuje kolejne wyzwania. I to nie byle jakie, bo start w Mini Transat 2021. Promocja oczywiście będzie niezbędna, bo za nią idzie kasa, ale wierzę, że można ją zdobywać bez szaleństwa jakie towarzyszy piłce nożnej. Więcej szczegółów Szymon zdradził Klaudii Krause-Bacia. Zachęcam do przeczytania wywiadu.

Na marginesie - całkowicie inaczej zakończył swój żywot projekt Polska100. Ogłoszony z pompą w ubiegłym roku na Stadionie Narodowym, trochę na wzór polskiej kadry w piłce nożnej. I tutaj ważna rzecz – nie chodzi o samo ogłoszenie projektu w celach promocyjnych. To norma, ogłasza się je, m.in. po to, by zebrać pieniądze albo wypełnić zobowiązania wobec sponsorów. To jasne. Rzecz właśnie w owym „nadętym balonie”. Organizatorzy Polska100 zadeklarowali wprost: odwiedzą 100 portów, a w międzyczasie wezmą udział w przynajmniej kilku prestiżowych, światowych regatach. Ba, nie udział, ale realnie będą walczyć w nich o zwycięstwo! Balon został nadęty, a potem pękł. No, ale na szczęście mamy Szymona!

 

Michał Stankiewicz