„Co się odwlecze, to nie uciecze”

Autor:
Tomek Janiak

Czas wrócić w felietonach do tematyki sportowej i podsumować to, co działo się w pierwszych tygodniach maja tego roku. Miały miejsce bowiem dwa przełomowe wydarzenia dla wyczynowego kiteboardingu, zarówno na świecie, jak i w Polsce. 

Po pierwsze, kiteboarding został ponownie sportem olimpijskim. World Sailing (dawny ISAF), organizacja zarządzająca wyczynowym żeglarstwem, która w 2012 roku przyjęła na zaledwie pół roku kajta do sportów olimpijskich, zdecydowała 14 mają o przyznaniu nam jednego medalu na igrzyskach olimpijskich, które odbędą się w 2024 roku w Paryżu. Wydarzenie jak najbardziej dla nas wzniosłe, bo po wspomnianym „falstarcie” czekaliśmy na tę decyzję aż sześć lat, udowadniając przy okazji każdego eventu, że jesteśmy już dojrzałą klasą, że potrafimy ścigać się w każdych warunkach i zasługujemy na medal, nie koniecznie kosztem innej dyscypliny. 

Zapewne niektórzy z was zapytają dlaczego tylko jeden medal? Na czym to będzie polegać? Ostateczna decyzja co do formuły rywalizacji zapadnie w listopadzie, ale pomysł na to jest następujący: walka o medale będzie toczyć się między zespołami, gdzie w skład teamu będzie wchodził zarówno  mężczyzna, jak i kobieta z jednego kraju,  tzw. formuła mikst. Zawodnicy najprawdopodobniej będą rywalizować na trasie typu short track pod wiatr i z wiatrem. Być może w oddzielnych flotach i o wyniku zadecyduje suma zdobytych punktów, albo, co jest bardziej prawdopodobne i zarazem cholernie ciekawe, w tzw. sztafecie po tej samej trasie. Wyścig mieliby zacząć panowie, po skończeniu przez reprezentanta danego kraju jednego okrążenia, na trasę miałaby wypłynąć jego koleżanka z teamu, która będzie kontynuować walkę o jak najlepszą pozycję. Zmiany będą powtarzać się w zależności od zadanej liczby okrążeń,  wygra kraj, którego reprezentant/reprezentantka wpłynie na metę jako pierwsza. Format nigdy wcześniej w żeglarstwie niepraktykowany. Z jednej strony dość ryzykowny, z drugiej jednak przy odpowiednim dopracowaniu szczegółów, ma okazję być naprawdę ciekawym rozwiązaniem, wprowadzającym powiew świeżości do dyscyplin i formatów żeglarskich. Pożyjemy, zobaczymy... 

W listopadzie zapadną również konkretne decyzje sprzętowe, ale wiemy już teraz, że będzie to na 98% sprzęt Formuły Kite, na którym będzie można rywalizować w warunkach wiatrowych od 6 do 40 węzłów. Dla przypomnienia: dowolna deska, jedno hydroskrzydło oraz cztery latawce w różnych rozmiarach. Cały sprzęt oczywiście zarejestrowany i odpowiadający cyklowi olimpijskiemu. Skończy się zatem wyścig zbrojeń, a w zasadzie to już się skończył, bo w zawodach Formuły Kite rangi ME i MŚ do 2020 roku będziemy rywalizować tylko na sprzęcie zarejestrowanym do 2017.  W 202 roku będzie możliwość kolejnej rejestracji sprzętu przez producentów na kolejne 4 lata. 

Co taka decyzja oznacza dla polskiego kiteboardingu? Ano to, że trzeba się zabrać za ostre trenowanie. Dotyczy to przede wszystkim dziewczyn, które będą szczególnie „pożądane”, bo o ile mamy panów w światowej czołówce, to pań jest jak na lekarstwo, a tak naprawdę to na ten moment żadnej. Mam nadzieję, że wkrótce takie status quo się zmieni, bo mamy ogromny potencjał w dziewczynach z sekcji Sopockiego Klubu Żeglarskiego, z którymi mam przyjemność pracować. Magdalena Woyciechowska (KNJ), Nina Arcisz (KNJ), Paula Grzenkowska oraz Julka Damasiewicz to zdeterminowane do ścigania zawodniczki, które są potencjalnymi kandydatkami do walki o medale w Paryżu. W 2024 roku będą w idealnym wieku do walki na najwyższym światowym poziomie. Oby tylko starczyło im motywacji i zapału, który mają w tej chwili. 

W męskim kiteracingu mamy juz w tej chwili, naprawdę doświadczonych juniorów, takich jak: Jakub Jurkowski, Tomasz Glazik czy Jaś Koszowski, którzy mam nadzieję będą tworzyć w przyszłości olimpijskie „duety”. Ta przyszłość wcale nie jest taka odległa, bo już na IO w Tokio, kajt będzie dyscypliną pokazową. Już tam będziemy chcieli się pokazać i rywalizować z sukcesami, mamy nadzieję pójść w ślady naszych kolegów i koleżanek z olimpijskiego teamu RS:X.

Przewiduję, że do osób już ścigających się na kajcie dołączą nowe twarze dysponujące zapleczem żeglarskim. Jako trener liczę, że decyzja o przyjęciu kiteboardingu do dyscyplin olimpijskich przełoży się na większe wsparcie, również finansowe dla kadry narodowej, czy poszczególnych zawodników. Mam na myśli przede wszystkim Polski Związek Żeglarski, Polski Związek Kiteboardingu, ale również sponsorów branżowych i z poza branży. 

Drugim wzniosłym wydarzeniem wartym odnotowania jest kwalifikacja Polski w kategorii dziewcząt na Młodzieżowe Igrzyska Olimpijskie.  Polskę w październiku tego roku w Buenos Aires, reprezentować będzie dziewczyna (rocznik 2000-2003), która wygra nasze wewnętrzne kwalifikacje. Najpoważniejszą kandydatką na ten moment jest Oliwia Hłobuczek, która występem na ME TTR w Maroko przyczyniła się do zapewnienia Polsce miejsca na tej imprezie. Kiteboarding zadebiutuje na Olimpijskich Igrzyskach Młodzieżowych w konkurencji Twin Tip Racing w formacie boarder cross (slalom z przeszkodami). Wspomniana konkurencja miała być w zamyśle klasą przygotowawczą do „poważnego” ścigania się na foilach, ale w mojej ocenie nie do końca się to sprawdziło. W TTR powinny ścigać się dzieci do 13 roku życia, a nie, jak jest obecnie, roczniki 2000, czyli chłopy, które mają po 18 lat, 190cm wzrostu i 90kg. Dla takiej „młodzieży” to już najwyższy czas, aby rywalizować na hydroskrzydłach na światowym poziomie. 

Na koniec, zostawiając tematy olimpijskie, kilka sentencji o tym, co do tej pory wydarzyło się na rodzimej scenie kiteracing. Mamy za sobą start w pierwszej imprezie sezonu, zaliczanej do pucharu Polski w klasie KiteFoil Open. Kiteracing zadebiutował w regatach o Puchar Prezesa Polskiego Związku Żeglarskiego, które odbyły się w Krynicy Morskiej w dniach 11-13 maja. Po raz pierwszy również rozegrano wyścigi na hydroskrzydłach na wodach Zalewu Wiślanego. Przez trzy dni regat w pięknym słońcu, aczkolwiek kapryśnym wietrze,  rywalizowaliśmy w sumie w 26 wyścigach. Duże brawa dla ekipy sędziowskiej z Ewą Jodłowską na czele, za sprawne przeprowadzenie wyścigów i oczywiście dla wszystkich zawodników, którzy podjęli rywalizację. 

Warty odnotowania jest również start dwóch naszych czołowych juniorów w międzynarodowych zawodach w Danii.  Jakub Jurkowski uplasował się na 5. pozycji w Open oraz zdobył brązowy medal w kat. junior,  natomiast Jaś Koszowski odpowiednio 7. miejsce Open i 4. junior. 

W momencie, w którym będą Państwo czytać mój felieton, będziemy już po kolejnych zawodach Pucharu Polski, tym razem w Chałupach. Jak widać, sezon już w pełni, grafik imprez mocno napięty,  zapowiada się naprawdę ciekawy sezon regatowy.