Żeglarskie Watergate

Autor:
Michał Stankiewicz

Dawno (albo nigdy) nie było takiego żeglarskiego trzęsienia ziemi jak wokół projektu Polska 100. Rejs jachtu oceanicznego dookoła świata pod dowództwem Mateusza Kusznierewicza nie tylko wywołał burzę w przestrzeni publicznej, ale i jak nigdy podzielił środowisko żeglarskie. Nie ma dnia bez komentarzy i opinii. W zdecydowanej większości krytycznych. Co się takiego stało, że akurat ten projekt tak mocno rozpalił ludzi? Przecież każdy chciałby, by polski jacht z polską załogą wygrywał regaty na świecie. No właśnie. Powodów jest kilka.

Najważniejszy z nich to jasność reguł gry. Polska 100 trafił do Polskiej Fundacji Narodowej jako jeden z projektów żeglarskich na 100 - lecie odzyskania niepodległości. Zdaniem PFN okazał się najlepszy. Krytycy zarzucili jednak, że wszystko odbyło się bez konkursu, czy przetargów. Pojawił się i kontrargument: nie na wszystko można ogłosić konkurs, szczególnie w sytuacji, gdy ktoś pojawia się z własnym, autorskim projektem. Wtedy należy premiować inicjatywę i kreatywność. I owszem, trudno odmówić racji takiemu wyjaśnieniu. Gdy jednak dany projekt wygrywa z innymi i uzyskuje finansowanie w taki właśnie subiektywny sposób to wówczas jego sponsor szczególnie powinien zwrócić uwagę, by czytelnie i obszernie uzasadnić swoją decyzję. Dodam, że sponsor dysponujący kasą z państwowych spółek. I z tego obowiązku Polska Fundacja Narodowa się nie wywiązała. Było wręcz odwrotnie. Przez wiele miesięcy zwodziła media (w tym nas, na odpowiedź i to zdawkową czekaliśmy kilka miesięcy!). O komunikacyjnym chaosie w PFN, niekompetencji, arogancji czy też ignorancji (do wyboru) można by napisać oddzielny felieton. Zresztą do dzisiaj nie ma pełnej i jasnej informacji od fundacji. Taki klimat będzie budził podejrzenia, uruchamiał domysły i hipotezy. 

To też odpowiedź na inne stwierdzenie jakie można znaleźć w trwającej dyskusji - mianowicie, że wszyscy sportowcy na pewnym poziomie dostają państwową kasę i nikomu to nie przeszkadza, czemu więc akurat wypomina się to Polsce 100. Zgadzam się. Dostają. Z tą jednak uwagą, że ministerialne czy też samorządowe finansowanie sportu odbywa się wg wcześniej ogłaszanych, powtarzalnych, jawnych zasad. W przypadku wyboru Polska 100 zabrakło nawet chęci wyjaśnienia czegokolwiek po fakcie. Po prostu ogłoszono decyzję i już. Zabrakło też jasnej i przejrzystej informacji – tutaj już zarówno od PFN jak i Polska 100 – odnośnie wysokości budżetu i jego podziału. Od premiery projektu upłynęło ponad 5 miesięcy i dopiero tekst Gazety Wyborczej spowodował, że zaczęto niechętnie podawać jakieś dane. Korzystanie ze środków publicznych – nieważne na jaki cel zawsze powinno wiązać się z transparentnością i przejrzystością. 

Ogniskiem zapalnym jest też sam sponsor - Polska Fundacja Narodowa, jego kierownictwo, kadry, sposób działania i przede wszystkim całkowite upolitycznienie. To oznacza stałe, gigantyczne obciążenie wizerunkowe dla rejsu, to pytania o etykę i zasady. W realnym i niestety nieidealnym świecie używanie argumentów, że „polityka nas interesuje” jest skazane na porażkę. 

Kolejnym problemem okazały się niezręczności. Kwotę 20 mln zł i stawki za udział w rejsie zestawia się z wypowiedziami żeglarzy i trenerów, ich zarobkami, trudnościami w zdobywaniu pieniędzy na starty i treningi. To wszystko w kontekście funkcji jaką od blisko roku sprawuje Mateusz Kusznierewicz, czyli wiceprezesa PZŻ ds. sportowych. Inny niezręczny zbieg okoliczności - kadra narodowa straciła strategicznego sponsora w postaci Energi. Ta sama Energa, razem z innymi spółkami – chcąc czy nie chcąc, tego nie wiemy – pośrednio finansuje indywidualny projekt wiceprezesa. Zaskoczenie wywołał nawet wybór miejsca startu rejsu, który realizuje przecież Fundacja Navigare z Gdańska, a kieruje nią wieloletni ambasador Gdańska ds. Morskich i prezes Fundacji Gdańskiej. I nie chodzi o to, że Szczecin jest niewłaściwy, tylko sam Mateusz Kusznierewicz nie potrafił dostatecznie jasno wyjaśnić co zadecydowało o wyborze Szczecina dając pole do kolejnych domysłów, że już na tym etapie wygrała polityka. Trudno się więc dziwić, że wiele osób interpretuje to tak: środowisku PiS stojącym za finansowaniem Polska 100 zapewne trudno sobie wyobrazić fetowanie startu rejsu razem z Pawłem Adamowiczem. Bo, sam prezydent Gdańska pewnie nie miałby z tym kłopotu. 

To tzw. komunikacyjne i polityczne czynniki, które wywołały ten gigantyczny kryzys i awanturę. Zarzutów pojawiło się znacznie więcej. Czy kupiona jednostka jest w stanie wygrywać regaty i jakie, czy jest najlepszym z możliwych wyborów, czy też nietrafionym? Czy załoga jest w stanie nawiązać walkę z najlepszymi czy też nie? Czy sam rejs jest faktycznie realną promocją Polski czy też nie? Czy realne jest dotarcie do 100 portów, a w międzyczasie zaliczenie najważniejszych regat z dobrym wynikiem? Na te pytania nie ma jednak dzisiaj jednoznacznej odpowiedzi, można się spierać i dyskutować, przyznam, że sam znajduję w nich zarówno argumenty za jak i przeciw. Na pewno łatwiej będzie wyrobić sobie zdanie gdy (o ile) zostaną ujawnione szczegółowe detale dotyczące rejsu, a już na 100 procent odpowiedź da nam oczywiście sam przebieg rejsu.

Afera wokół Polska 100 pokazała też inne rzeczy. Zaskoczenie Mateusza Kusznierewicza i jego współpracowników medialną krytyką było autentyczne, a towarzyszyła jej totalna bezradność w sferze PR. Brak siły przebicia otoczenia Polska 100 widoczny był nawet w sferach gdzie po prostu trudno odmówić im racji. Przykładem jest zarzut kupna amerykańskiego jachtu, zamiast polskiego. Interesujący się żeglarstwem sportowym wiedzą doskonale, że w Polsce nie produkuje się dużych, zaawansowanych technologicznie regatowych bolidów. Jasne, można by taki zrobić, ale to wymagałoby odpowiedniego czasu i przygotowania. Tutaj go zwyczajnie nie było. Zgadzam się więc z argumentem, że do wyścigów lepiej kupić niemieckie BMW czy też włoskie Ferrari niż polskiego poloneza. 

Medialnie projekt jest w fatalnej sytuacji, nie wiadomo czy w ogóle uda się odrobić straty, czy też każdej informacji będzie już towarzyszyć krytyka. Pewne jest, że kontekst polityczny nie zniknie, a wręcz odwrotnie – wraz ze zbliżającymi wyborami może się tylko nasilać. Polsce 100 może na pewno pomóc całkowita transparentność i pokora jej organizatorów. Niestety tych cech – z naszej, redakcyjnej perspektywy tak to wygląda - wciąż brakuje. No i oczywiście wygrana. I nie chodzi o tajemniczego „żeglarskiego Wielkiego Szlema” – cokolwiek to znaczy - tylko naprawdę prestiżowe i trudne regaty. Np. Fastnet.