CZŁOWIEK ZA BURTĄ!

Autor:
Zbigniew „Gutek” Gutkowski

Ten okrzyk to koszmarny sen każdego żeglarza. Gorzej może być tylko wtedy, kiedy usłyszy się go na jednych z najtrudniejszych regat na świecie. To spotkało właśnie załogę Sun Hung Kai – Scallywag podczas morderczego wyścigu Volvo Ocean Race, i to dwukrotnie. Po raz pierwszy okrzyk „man overboard” zespół usłyszał podczas czwartego etapu, gdy podczas zmiany żagla, przy wietrze wiejącym z prędkością 15-20 węzłów, fala zmyła z pokładu australijskiego żeglarza Alexa Gough’a. Na szczęście stało się to w ciągu dnia, bez sztormu i na szczęście udało się go szybko podjąć z powrotem, a do tego wygrać cały etap w macierzystym porcie, co niewątpliwie było sporą niespodzianką! Niestety druga akcja ratunkowa nie zakończyła się tak jak wszyscy byśmy tego chcieli… 

Do kolejnej akcji ratunkowej zespołu Sun Hung Kai doszło na trasie siódmego etapu – z Auckland do brazylijskiego miasta Itajai. John Fisher, który pełnił wówczas wartę, wypadł za burtę w poniedziałek o godz. 13.42 czasu GMT, kiedy Sun Hung Kai/Scallywag znajdował się ok. 2,5 tys. km od przylądka Horn. Oficjalny komunikat potwierdza, że Brytyjczyk miał na sobie wówczas odpowiedni ekwipunek ratunkowy. Jednak prędkość wiatru dochodziła do 68 km/h, były potężne fale, a temperatura wody wynosiła 9 stopni Celsjusza. Płynęli w arcytrudnych warunkach, fale dochodziły do 10-metrów wysokości, wtedy zaczyna się robić poważnie, włączają się instynkty, to walka o przetrwanie. Byłem tam i widziałem na własne oczy. Kiedyś, podczas rejsu non-stop dookoła świata na jachcie klasy Volvo 60 Bank BPH, też byliśmy blisko od straty załoganta. Przed manewrem rufy wszyscy wyszli na pokład, jacht był przechylony i znajdował się pod kątem 45 stopni, wtedy, w wyniku jednego, głupiego, ludzkiego błędu, jeden z załogantów się nie utrzymał. W ostatnim momencie udało nam się go przechwycić. Gdyby wypadł, zanim byśmy po niego wrócili, minęłoby na pewno pół godziny, a warunki nie były najgorsze. Z kolei akcja poszukiwawcza Johna Fishera przy wietrze przekraczającym 35 węzłów i przy tak dużym zafalowaniu była niemożliwa. Zauważenie głowy wystającej z wody jest jak znalezienie igły w stogu siana, a w tym wypadku niemal zerowa. 

Jak relacjonuje Tim Newton, manager Scallywag: „W poniedziałek, 26 marca, warunki pogodowe wynosiły 35-45 węzłów. Około godziny 13:00 UTC w jacht uderzyła duża fala, John Fisher był na pokładzie. Wyszedł, aby poprawić szoty genakera, by móc się do nich dostać, odpiął swoją smycz. To standardowa procedura podczas przechodzenia między pozycjami. Niestety właśnie wtedy sternik stracił kontrolę nad jachtem i zrobił niekontrolowany zwrot z wiatrem, grot z wielką siłą przeleciał na drugą burtę i wyrzucił Fishera z łodzi. Prawdopodobnie zanim wpadł do wody był nieprzytomny. Miał na sobie kombinezon ratunkowy z kapturem, rękawiczkami i kamizelką ratunkową. Zaraz po wypadku, boje zostały wyrzucone z tyłu łodzi, aby oznaczyć pozycję zaginionego. O 13:42 UTC, zespół poinformował e-mailem, o stracie człowieka i powrotu do pozycji „MOB” (ang. man overboard), aby rozpocząć akcję poszukiwawczą. Po otrzymaniu informacji od Morskiego Ratowniczego Ośrodka Koordynacji i Kontroli Wyścigów w Alicante, operacja poszukiwawczo-ratownicza była przeprowadzana przez kilka godzin, ale niestety nie było ani śladu Johna, ani boi. Gdy warunki pogodowe uległy pogorszeniu podjęto trudną decyzję, by porzucić poszukiwania i nie narażać bezpieczeństwa pozostałej załogi”.

Stacja Centrum Koordynacji Ratownictwa Morskiego zlokalizowała jedynie statek w odległości ok. 400 mil morskich, który został zaangażowany do akcji, który na miejsce dotarłby jednak dopiero następnego dnia, co byłoby już kompletnie pozbawione sensu. Nie chcę wiedzieć co dzieje się teraz w głowie osamotnionych żeglarzy teamu Sun Hung Kai/Scallywag. Teraz zmierzają w kierunku wybrzeża Chile, najbliższego lądu. Reszta floty dopływa do Cape Horn. Jak widać Horn to nie tylko legenda zamierzchłych czasów, gdy statki atakowane przez gwałtowne wiatry masowo rozbijały się o skały, a ofiary liczono w dziesiątkach. Bo chociaż technologia poszła do przodu, to jednak ocean wciąż jest taki sam. Horn jest marzeniem, końcem świata, widzianym od drugiej strony. John Fisher wiedział to doskonale.

Oficjalne oświadczenie Volvo Ocean Race:

 

„Biorąc pod uwagę niską temperaturę wody i czas, który minął od momentu wypadnięcia za burtę, musimy założyć, że John zaginął na morzu. Kierujemy nasze myśli i modlitwy w stronę rodziny Johna i całego zespołu”.