Międzynarodowi „Miszczowie” Polski

Autor:
Tomek Janiak

Na wstępie małe sprostowanie, tytuł celowo ma wydźwięk lekko sarkastyczny, mający na celu delikatnie sprowokować do myślenia organizatorów zawodów, a intencją z pewnością nie jest dyskredytacja, czy to rodzimych czy zagranicznych mistrzów. 

Do popełnienia felietonu, tym razem w takim temacie, natchnęły mnie sytuacje, które rozegrały się w dwóch na pozór niezależnych środowiskach, ale mające wspólny mianownik. W PZKite, nazwijmy to delikatnie, „przepychanki”  dotyczące  zmiany regulaminu w kontekście startu obcokrajowców w mistrzostwach Polski oraz, a może przede wszystkim, sytuacje w rozgrywanych w ostatnich sezonach  mistrzostwach Polski w surfingu i SUP, dotyczące tej samej kwestii.

Obserwuje bowiem pewną manierę, a może bardziej przypadłość organizatorów, polegającą na dopuszczaniu do zawodów czy regat rangi mistrzostw Polski, obcokrajowców, czyli formalnie rzecz ujmując, zawodników bez polskiego obywatelstwa.

Od dawna działam w strukturach PZKite, m. in. w komisji sportu, która właśnie zajmuje się ustalaniem regulaminów. Startowałem i czasem jeszcze startuje w niektórych zawodach (również surf). Wydaje mi się, że mogę mieć w związku z tym szersze spojrzenie na to zagadnienie, a sprawa tylko na pozór wydaje się banalnie prosta i oczywista - mistrzostwa Polski wygrywa najlepszy zawodnik, może być to również obcokrajowiec, zdobywając nagrody rzeczowe, finansowe oraz tytuł Międzynarodowego Mistrza Polski, natomiast tytuł mistrza Polski przyznawany jest pierwszemu, najlepszemu Polakowi. Takie rozwiązania praktykowane są i sprawdzają się w takich dyscyplinach jak biegi, narciarstwo, a nawet żeglarstwo w przypadku wyścigów floty. Nie może mieć to jednak zastosowania w konkurencjach, w których rywalizacja odbywa się systemem pucharowym, a tak jest właśnie w przypadku freestyle kiteboarding oraz surfingu. I tu sprawa się komplikuje, pojawia się problem, bo jak się okazuje nie wszyscy to rozumieją.

Ale po kolei,  w Polskim Związku Kiteboardingu (PZKite) temat ten był „wałkowany” od co najmniej 4 lat,  od momentu w którym w zawodach pucharu Polski oraz mistrzostwach Polski zaczął startować zawodnik zza oceanu, którego umiejętności znacznie przewyższały poziom lokalnych riderów. Nie mieli oni żadnych szans w bezpośredniej rywalizacji, co w konsekwencji wykazało końcowy wynik rywalizacji. Temat niby został załatwiony odpowiednimi zapisami w regulaminie 3 lata temu, ale wraca jak bumerang - co sezon.

Jeżeli chodzi o drugą dyscyplinę wywołaną do tablicy, czyli surfing, to w Polsce, koledzy surferzy idą tą samą drogą, i są w miejscu w którym kiteboarding był jakieś 15lat temu. Dziwię się, że nie wyciągają wniosków z działań starszych kolegów, tym bardziej, że struktury w polskim surfingu tworzone są także przez kilka osób, które kiedyś współtworzyły polski kiteboarding, ale nie o tym ten felieton... Surfing w Polsce rozwija się w szalonym tempie, z sezonu na sezon powstaje coraz więcej szkółek, co za tym idzie, jest coraz więcej osób na spotach, więcej zawodników startujących w zawodach.  Młodzi polscy zawodnicy reprezentują coraz wyższy poziom, dobijając się do światowej czołówki, co jest zadaniem ekstremalnie trudnym. Mam jednak wrażenie, a nawet pewność, że organizatorzy mistrzostw Polski nie ułatwiają im tego zadania. 

Co prawda tegorocznych Mistrzostw Polski w surfingu nie wygrał obcokrajowiec (3. miejsce zawodnika z Australii), ale nie zmienia to faktu, że udział zawodników z zagranicy,  m. in. Australii, RPA,  Estonii czy Portugalii (mistrzostw Polski SUP) namieszał w końcowej klasyfikacji. Pojawią się zapewne argumenty, że przecież formuła zawodów z dopuszczeniem obcokrajowców zwiększa prestiż imprezy - sponsorzy mają czym się pochwalić, media o czym pisać, a publika co oglądać,  robi się egzotyczne w naszym szarym, deszczowym kraju, poziom sportowy wzrasta,  itd. Być może racja, ale nie może odbywać się to kosztem polskich zawodników. Jeszcze raz podkreślam - nie w zawodach rangi mistrzostw Polski i dyscyplinach, które rozgrywane są systemem pucharowym. Każde inne zawody tak, ale nie jedna impreza w sezonie, która wyłania mistrza Polski. 

System pucharowy już sam w sobie jest mało wymierny,  szczególnie w krajach, w których poszczególne dyscypliny dopiero budują swoje sportowe struktury, tak jak dzieje się to w przypadku np. polskiego surfingu. Pojawia się problem rozsądnego rozstawienia zawodników, tak aby najlepsi nie wpadli na siebie we wstępnej fazie rywalizacji. Udział obcokrajowców, którzy często przewyższają umiejętnościami krajowych zawodników,  komplikuje sprawę i wypacza wynik sportowej rywalizacji mającej wyłonić MISTRZA POLSKI, czyli najlepszego Polaka. Dla zawodników zajęcie czołowego miejsca w imprezie tej rangi, a tym bardziej wywalczenie tytułu mistrzowskiego,  przekłada się m.in. na kontrakty sponsorskie, które w konsekwencji umożliwiają szybszy, bardziej profesjonalny rozwój danego zawodnika. 

Surfing dołączył do dyscyplin olimpijskich, kiteboarding nieustannie pretenduje. Za chwilę będzie potrzeba stworzenia profesjonalnych struktur, wyłonienia kadry Polski. Zajęcie odpowiednio wysokiego miejsca w mistrzostwach Polski jest jednym z faktorów gwarantujących udział zawodnika w kadrze polski, a co za tym idzie wsparcie państwa w jego dalszym rozwoju sportowym. Tak dzieje się już w kiteboardingu, za chwilę to samo będzie dotyczyć polskiego surfingu. 

Na koniec, chciałbym jedną rzecz jasno doprecyzować, znam większość zawodników, i wiem, że nie chodzi im w tej całej historii o nagrody rzeczowe, czy finansowe, ale o uczciwą rywalizację w celu zdobycia tytułu  mistrza Polski, na który większość z nich pracuje i trenuje latami. 

Także,  szanowni organizatorzy, taki mały apel, idźcie po rozum do głowy i przestańcie przekładać szeroko rozumiane interesy sponsorsko-medialne nad partykularne potrzeby  zawodników. 

 

Dziękuję awansem, również w imieniu zawodników.