Mniej żagli, Więcej skrzydeł

Autor:
Zbigniew „Gutek” Gutkowski

IMOCA Open 60 to klasa bardzo kosztowna, ale przetrwała i ma się coraz lepiej. Jednak trzeba wiedzieć, że bez nowych pomysłów i przede wszystkim kasy, sytuacja na oceanach wyglądałaby zupełnie inaczej. Jachty tej klasy mają takie same wymiary, ale nie są jednakowe, choć wszystko zmierza w kierunku częściowej monotypizacji, jak chociażby standardowe maszty i kile w nowo budowanych jednostkach. Jedno jest pewne, jednostki te stają się coraz szybsze. Czego możemy się spodziewać w najbliższej przyszłości?

Spójrzmy chociaż na America’s Cup, katamarany są nieco mniejsze niż w poprzedniej edycji, ale teraz mają 100% fly time. Wszystko zaczyna unosić się nad wodą. Aerodynamiczne systemy rozwijają się w takim tempie, że trudno przewidzieć co będzie za kilka lat. Chociaż patrząc na zmiany, które pojawiają się w Vendee Globe, można przypuszczać, że będą ulegały stopniowej kontynuacji. Najpierw skupmy się na żaglach. W ostatniej edycji VG mieliśmy 9 żagli, w poprzednich mogło ich być 13. Idąc tym tokiem myślenia w przyszłości może być ich mniej, a może nawet tylko dwa, bo tak naprawdę potrzebujemy grota i J2, które są niezbędne do żeglowania. J to skrót od foka (jib), nazywanego czasami też genuą. Praktycznie się go nie zdejmuje. Niewykluczone, że liczba żagli zostanie ograniczona do 6, jak w regatach klasy Figaro. Teraz w dobie hydroskrzydeł naturalnym kierunkiem rozwoju będą mniejsze żagle, wypłaszczone i skręcone, bliższe grota, którego talia będzie coraz węższa. Może powstaną żaglo - skrzydła, które będzie można refować? Kto wie.

A hydroskrzydła? W ostatniej edycji Vendee Globe aż siedem jednostek wyposażono w foile, z czego jeden dostosowano do hydroskrzydeł. Zwiększają one wyporność, zmniejszając opory hydrodynamiczne, i przede wszystkim pozwalają unosić się nad wodą, co oznacza znaczny wzrost prędkości. Jednak sukces tkwi tak naprawdę w wyborze foili. Można zrobić takie, które będą lepiej pracowały pod wiatr, z wiatrem, albo zastosować foile uniwersalne. Tutaj zaczyna się ryzyko. W ostatniej edycji VG nie wszyscy mieli te same, chociaż większość zdecydowała się na te uniwersalne, wyłamał się jedynie Hugo Boss, który postawił na foile, które działały z wiatrem na najszybszych kursach. Myślę, że było to było bardzo dobre posunięcie. Gdyby nie nastąpiła awaria i gdyby Alex trzy czwarte wyścigu nie płynął bez foila po prawej stronie burty, kto wie jakby się to skończyło.  Czy w przyszłości lepiej sprawdzi się jacht maksymalnie lekki, ale tradycyjny, czy jednak taki unoszący się nad wodą? Podsumowując obecną sytuację w walce o zwycięstwo będą liczyli się tylko ci, którzy będą mieli odpowiedni budżet i najprawdopodobniej będą to jachty wyposażone w hydroskrzydła. Jednak tak to już jest, nie tylko w żeglarstwie, ale w prawie każdym innym sporcie. Czy to w Formule 1, czy skokach narciarskich zawodnicy, którzy będą mieli sprzęt najnowszej generacji raczej będą górować nad innymi. Paradoks tkwi w tym, że jakbyśmy wszystkich zawodników startujących w Vendee Globe posadzili na małych, monotypowych łódkach to prawdopodobnie różnice na mecie byłyby zaledwie kilkusekundowe. Umiejętności są te same, jednak wyścig technologiczny dokłada tutaj swoje „trzy grosze”.

Zrobię wszystko, żeby mieć IMOCA z hydroskrzydłami. Czy się uda? Zobaczymy. Przede wszystkim trzeba się wesprzeć tym co istnieje i mieć lekko zmodyfikowany projekt od konstruktora, żeby być lepszym od reszty. Zawsze istnieje duże ryzyko, że łódka nie będzie wystarczająco szybka, ale jak to mówią, kto nie ryzykuje, ten nie ma!

 

PS. Chyba, że powstaną jachty monotypowe, dostarczane przez organizatora, jak ma to miejsce w Volvo Ocean Race, wtedy w 100% będą liczyły się umiejętności!