Wysokie loty

Autor:
Przemysław Miarczyński

13 maja we Francji zakończyły się Mistrzostwa Europy w klasie RS:X. Był to dla nas, obok Mistrzostw Świata, najważniejszy start w tym roku. 

Marsylia jest jednym z najbardziej wietrznych i słonecznych miejsc na całym Lazurowym Wybrzeżu. Nie było więc zaskoczeniem, że zaczęliśmy od wysokich lotów - nie tylko na deskach, ale również na motorówkach (śmiech). Pierwszego dnia od rana wiało średnio około 30 węzłów. Po chwili odroczenia i zastanowienia komisja wysłała zawodników na wodę. Na szczęście nie wszyscy zdążyli odbić od brzegu. Kiedy pierwsi dopłynęli na linie startu wiatr nieco przybrał na sile. Niewielu było w stanie wrócić na plaże o własnych siłach, a o starcie wyścigu nie było mowy. Rozpoczęła się akcja ratunkowa i jak najszybszy powrót na brzeg. Na szczęście straty były tylko sprzętowe, lecz chwilami naprawdę wyglądało to groźnie. Kilka godzin później, gdy wiatr osłabł do 20-25 węzłów udało się rozegrać 3 wyścigi i finalnie okazało się, że był to jeden z najbardziej udanych dni regatowych. Tego dnia najlepiej z naszej kadry pływali: Maja Dziarnowska (SKŻ Ergo Hestia Sopot), Zofia Noceti-Klepacka (Legia Warszawa), Agnieszka Bilska (GKŻ Gdańsk) oraz wśród mężczyzn Paweł Tarnowski (SKŻ Ergo Hestia Sopot) - zajmując miejsca w Top 5. 

Drugi dzień regat był całkowicie inny. Wiało bardzo słabo, bo od 0 do może 7 węzłów. Długie oczekiwanie na brzegu i wodzie jest w stanie wybić z rytmu nawet najlepszych. Przy tych warunkach stawka się odrobinę wymieszała i do walki wkroczyli lżejsi i lepiej przygotowani do słabego wiatru zawodnicy. Bardzo dobre wyścigi rozegrali: Marcin Urbanowicz (SKŻ Ergo Hestia Sopot), Dawid Furmański (DKŻ Dobrzyń), Maciej Kluszczyński (DKŻ Dobrzyń), Radek Furmański (DKŻ Dobrzyń) oraz w klasyfikacji kobiet: Kamila Smektała (YKP Warszawa) i Gosia Białecka (SKŻ Ergo Hestia Sopot). 

Na trzeci dzień rywalizacji wiał chyba najmniej przewidywalny i przetrenowany przez nas kierunek wiatru. Trudno było cokolwiek zaplanować, ponieważ wiatr często zmieniał o kilka stopni siłę i kierunek. Działo się dużo. Można było wygrać start, żeglować dobrze, a na mecie zameldować się poza pierwsza dwudziestką. Mimo wielu niespodzianek tego dnia tuż przed rundą finałową na pierwsze miejsce wskoczyła Maja Dziarnowska, a Zofia Noceti-Klepacka była trzecia. Do ataku w wielkim finale szykował się również Paweł Tarnowski, który wszedł do ćwierćfinału z 7 miejsca. 

Finał. Tegoroczne Mistrzostwa Europy były drugimi w tym roku zawodami, w których był testowany nowy format rozgrywania finałów. Tym razem w odróżnieniu od Pucharu Europy na Majorce do ćwierćfinału wchodziło 12 najlepszych zawodników. Punkty po rundzie eliminacyjnej przed ćwierćfinałem były zerowane i liczyła się tylko kolejność na mecie. Sześciu pierwszych z ćwierćfinału przechodziło do półfinału, a najlepsza trójka z tego wyścigu walczyła w wielkim finale już tylko o kolor krążka. Dla trójki naszych zawodników oraz osób śledzących finały na żywo był to bardzo emocjonujący dzień. Niestety nie dla wszystkich udany. Pierwszego miejsca nie obroniła Maja Dziarnowska, która odpadła w ćwierćfinale kończąc zawody na bardzo dobrym 5 miejscu w klasyfikacji europejskiej. Paweł Tarnowski atakował z siódmej pozycji i mimo świetnej dyspozycji pogubił się nieco na zmianach wiatru i zakończył rywalizację jako 8 zawodnik. System, jak już zdążyliśmy się przekonać na kilku ostatnich regatach rozwaliła Zosia Noceti-Klepacka, która wygrała wielki finał i została Mistrzynią Europy 2017 roku w windsurfingu olimpijskim. Jestem zadowolony z występu moich podopiecznych, a gratulacje należą się całemu polskiemu teamowi! 

 

Przemysław 

Miarczyński