Fair play

Autor:
Rafał Sawicki

Żeglarstwo to sport, który kształtuje charakter. Częsta walka z żywiołem jakim jest wiatr i woda, rywalizacja z przeciwnikami, umiejętność zapanowania nad sprzętem oraz praca w zespole sprawiają, że żeglarze nabywają wielu przydatnych, nie tylko na wodzie umiejętności, ale również stają się silnymi i wartościowymi ludźmi. Poznajemy wielu innych niesamowitych pasjonatów, cementujemy przyjaźnie, wzmacniamy relacje pomagając sobie i wspólnie walcząc o jak najlepszy rezultat lub po prostu dobrze bawimy się samą żeglugą. Stwierdzenia te nie są niczym odkrywczym, jednakże często nie doceniamy tego jak wiele zyskujemy dzięki możliwości uczestniczenia w żeglarskich projektach regatowych. Jednym z ostatnich, w których miałem przyjemność uczestniczyć, a który pokazał jak bardzo wartościowymi ludźmi są żeglarze był start załogi Yacht Club Sopot w regatach St. Maarten Heineken Regatta.

Na początku marca u wybrzeży karaibskiej wyspy St. Maarten odbyła się 37. edycja tych bardzo popularnych regat. Na starcie stanęło prawie 200 jednostek z całego świata, a ja osobiście miałem okazję uczestniczyć w rywalizacji wraz z załogą Yacht Club Sopot na wyjątkowej maszynie regatowej klasy Volvo Open 70 „Green Dragon”. Start polskiej załogi na tym jachcie już sam w sobie jest sporym wydarzeniem, jednak tego co wydarzyło się podczas regat nie wyobrażał sobie nawet w najśmielszych scenariuszach nikt z naszej załogi. 

Zaczęło się bardzo planowo. Dwa dni treningów, zapoznanie się z całkowicie nowym sprzętem, zgranie załogi, która nie miała okazji w takim składzie wcześniej ze sobą żeglować, radość z każdego dobrze wykonanego manewru, a przede wszystkim ogromne wrażenia z żeglugi z prędkością przekraczającą 25 węzłów. Uśmiechy na twarzach wszystkich załogantów, z których ¾ stanowili żeglarze amatorzy, pierwszy raz przeżywający takie emocje. Niesamowita atmosfera zarówno na pokładzie jak i na lądzie.

Rozpoczynamy regaty. Pierwszy start, pierwszy wyścig, świetna żegluga. Niestety w połowie halsówki łamie nam się maszt. Zmęczenie materiału. Warunki pogodowe były bardzo dobre, załoga działała prawidłowo, jednak sam maszt mając za sobą już wiele tysięcy mil morskich po prostu nie wytrzymał. Najważniejsze, aby nic nikomu się nie stało i aby zminimalizować straty. Jednak, gdy adrenalina opada następuje pierwszy szok i załamanie. Co dalej? Przecież nie spędzimy kolejnych dni na plaży i obserwacji jak inni ścigają się bez nas. Wówczas zaczynają dziać się rzeczy, które ja osobiście zapamiętam na zawsze.  Zarówno wewnątrz załogi jak i pośród innych uczestników oraz organizatorów regat. Jeszcze w drodze do portu uruchamiamy wszystkie nasze kontakty i znajomości, aby znaleźć miejsca na innych jachtach dla każdego z nas. Cała załoga jest bardzo zaangażowana zarówno przy zabezpieczaniu jachtu jak i poszukiwaniu nowych rozwiązań. W przeciągu pięciu godzin znajdujemy miejsce dla wszystkich 22 członków załogi i to nie na byle jakich jednostkach. Przyjmują nas na pokłady jachtów klasy SWAN 100 „Varsovie” (jacht należący do polskich właścicieli), ale przede wszystkim na Volvo Open 70 „Monster Project” oraz „Challenger” klasy Whitbread 60. Wszystkie jachty to wspaniałe jednostki oceaniczne mające za sobą występy w takich regatach jak Volvo Ocean Race, Clipper Round the World Race czy Velux 5 Oceans. Właściciele i opiekunowie, a także załogi (często osoby, które komercyjnie wykupiły miejsce na jachcie na czas regat) tych jachtów wykazują się ogromną solidarnością i otwartością przyjmując nas wszystkich na swój pokład. Wielu innych uczestników, a także organizatorzy dopytują się nas w jaki sposób mogą nam pomóc, otrzymujemy wyłącznie pozytywne sygnały, które dają nam motywację do dalszego działania. To samo dzieje się poza regatami. Prowadząc komunikację naszego projektu spodziewałem się również nieprzychylnych komentarzy i docinek od tak zwanych trolli internetowych. Nic takiego jednak się nie wydarzyło, a Ci którzy wpisywali się pod naszymi informacjami dodawali nam wyłącznie otuchy. 

Bardzo ważna była również atmosfera wewnątrz samej załogi. Stanęliśmy przed faktem wewnętrznego podziału. Jachty były o bardzo różnym zaawansowaniu technologicznym i wiadomo było, że każdy chciał ścigać się dalej na jak najlepszym z nich. Nie było prostego rozwiązania. Mimo to udało nam się tak podzielić, aby każdy był zadowolony. Mimo różnych jachtów pozostaliśmy załogą, dalej spotykaliśmy się na wieczornych „odprawach” i wspólnie cieszyliśmy się z dalszej rywalizacji.

Wszystkie te wydarzenia wzmocniły moja opinię o tym, że żeglarze to wyjątkowi ludzie – otwarci, solidarni i przede wszystkim pomocni. Duch sportowej rywalizacji, fair play, zespołowa praca, motywacja i walka do końca to wartości, które przydają się nie tylko na wodzie, ale również w codziennym życiu. Tak więc żeglujcie i cieszcie się tym sportem, bo on sprawi, że spotkacie się z niesamowitymi emocjami i pozytywnymi wartościami.

 

 

Rafał Sawicki