Ci, co skaczą i fruwają

Autor:
Michał Stankiewicz

Kim jest żeglarz zawodowy? Takie pytanie padło w trakcie wywiadu z Maciejem Rutkowskim, który z powodzeniem ściga się w Pucharze Świata Windsurfingu. Inspiracją do pytania było hasło z jakim przedstawia się Maciej: jedyny uprawiający zawodowo windsurfing w Polsce. Jak wyjaśnił takie podejście wynika z ducha dawnego podziału na sport zawodowy i olimpijski. Dawnego, bo w większości dyscyplin zarówno formalnie jak i praktycznie  taki podział już nie istnieje. Przy okazji nasz najlepszy zawodnik w PWA (ale nie jedyny) ocenił olimpijską klasą RS:X jako dość archaiczną, używając przy tym konkretnych argumentów. 

To ciekawe pole do dyskusji. Moja definicja zawodowca – w przeciwieństwie do tezy Macieja Rutkowskiego - jest znacznie prostsza – zawodowy sportowiec to ten, dla którego sport jest nie tylko rywalizacją, ale i pracą, dzięki, której się utrzymuje, z której żyje. Niezależnie od dyscypliny i statusu. I tyle. Druga kwestia jest nieco bardziej skomplikowana. Trudno się nie zgodzić z faktem, że RS:X to klasa mocno tradycyjna w porównaniu do innych dyscyplin deskowych. No i stosunkowo ciężka. Pytanie jednak czy to źle? Tradycyjna i mająca długą historię jest też klasa Finn, czy 470. Są i ciężkie i wymagające fizycznie. Ale taki właśnie chyba powinien być zawodowy sport. Oczywiście można i należy go zmieniać, zgodnie z postępem technologicznym, duchem czasów, oczekiwaniami sportowców i kibiców, a także brać pod uwagę w jakimś stopniu oglądalność i czynniki komercyjne. Żeglarstwo reformuje się pod tym względem, co widać chociażby w rozwoju formuły matchracing czy też sposobie prezentacji regat (vide sposób relacjonowania ostatniej edycji Vendee Globe). Trudność techniczna nie powinna być jednak czynnikiem decydującym, a nowe, bardziej kolorowe i widowiskowe nie zawsze oznacza lepsze. Reasumując zgadzam się z Maciejem Rutkowskim co do faktów, ale nie co do płynących z nich wniosków. RS:X jest może bardziej spartańskie od slalomu czy freestyle, ale jednocześnie czystsze w formie. Zresztą to trochę dyskusja akademicka. Argumentów jest wiele, i za i przeciw. 

Spory, rywalizacja i porównania były, są i będą. I to nie tylko pomiędzy dyscyplinami w PWA czy też klasą RS:X. Widoczna jest rywalizacja pomiędzy windsurfingiem, a kitesurfingiem o status dyscypliny olimpijskiej. O tym z kolei wspomina Tomek Janiak w swoich felietonach na łamach W Ślizgu! Nasz mistrz niezmordowanie próbuje zmontować polską kadrę w kajcie. W tym numerze dość szeroko opisuje ścieżkę kariery dla kitesurferów i ogłasza nabór do nowej sekcji kite&surf jaką poprowadzi w Sopockim Klubie Żeglarskim. Cel: zbudowanie polskiej reprezentacji na Młodzieżowe Igrzyska w Buenos Aires jesienią 2018 roku. W Ślizgu! patronuje temu i trzyma kciuki. Podobnie jak za Macieja Rutkowskiego w PWA i za naszych zawodników w RS:X, którzy ciężko trenują pod okiem Przemka Miarczyńskiego. Gdzie i jak? O tym z kolei poczytacie w jego felietonie. Jedno jest pewne – wszystkich łączy zamiłowanie do ślizgu. I mam nadzieję, że także do „W Ślizgu!”, dzięki czemu mogę śmiało przytoczyć cytat: „I kudłate i łaciate, pręgowane i skrzydlate. Te, co skaczą i fruwają na nasz program zapraszają.” Miłej lektury!

Michał Stankiewicz

p.s. I tak na finał: żałuję, że na igrzyskach nie ma miejsca na więcej konkurencji żeglarskich. Obecnie żeglarze rywalizują w 11 kategoriach, a dla przykładu sztangiści aż 16. Nie, żebym miał coś do ciężarowców, ale nie czułbym się zawiedziony gdyby nastąpiła taka mała zamiana miejsc...