Gdyński multimedalista. Michał Burczyński

Autor:
Klaudia Krause

Przez cały rok czeka na mróz, śledzi warunki atmosferyczne, poszukuje lodu w różnych regionach świata. Wszystko po to, żeby być gotowym na złapanie wiatru w żagle i ślizganie nad taflą zamarzniętego jeziora. Mróz i prędkość mu nie straszne! Latem, gdy o lodzie można jedynie pomarzyć spełnia się w kitesurfingu. Przed Państwem najmłodszy w historii medalista MŚ w bojerach – Michał Burczyński, który w rozmowie z Klaudią Krause, opowiada o tajnikach bojerowej kuchni.

Bojery – sport, w którym jesteśmy potęgą. Czy ktoś o tym wie ?

Polscy zawodnicy wielokrotnie stawali na najwyższym stopniu podium Bojerowych Mistrzostw Świata czy Europy. Ciężko z przebiciem się tej dyscypliny do mainstreamu. Przyczyn pewnie jest kilka, a na myśl jako pierwsze przychodzi mi duża sezonowość uprawiania dyscypliny, czy stosunkowo wysoki koszt w porównaniu z innymi formami zimowych aktywności sportowych jak np. narty. Mam nadzieję, że z czasem się to zmieni!

Nie jest trochę tak, że zawsze pozostawałeś gdzieś tam w cieniu utytułowanego Karola Jabłońskiego? Znalazłeś w tym wszystkim miejsce dla siebie?

Karol jest najbardziej utytułowanym zawodnikiem w bojerach - w ostatnim sezonie wygrał mistrzostwa świata, a ja uplasowałem się tuż za nim. Sytuacja odwróciła się trochę w mistrzostwach Europy, bo wygrał Ron Sherry (USA), drugi byłem ja, a trzeci był Alvikis Madars (Litwa), Karol tym razem tuż za podium. Nie rodzi to frustracji, a raczej dobrą okazję do zabawy, ponieważ Karol jest zawodowcem i  żeglarstwo traktuje bardzo poważnie, a ja jestem amatorem. Cieszę się, że mimo wszystko mogę się ścigać z takimi ludźmi jak Karol Jabłoński, na najwyższym poziomie. Ostatni sezon pokazał, że wszystko jest możliwe, a już wcześniej dochodziło do ciekawych konfrontacji między nami. 

Bojery, czyli żeglarstwo na lodzie – tak myśli większość społeczeństwa, czy to naprawdę taka prosta analogia?

Dla mnie prosta, dla kogoś nie znającego tematu pewnie mniej. Z moich obserwacji wynika, że bojery są nierozerwalnie związane z żeglarstwem, a każdy bojerowiec to żeglarz. Z kolei nie każdy żeglarz wodny to bojerowiec.

A czym jest dla Ciebie?

Dla mnie bojery to przede wszystkim pasja oraz sposób na życie. Nie wyobrażam sobie, żebym miał tylko pracować, jeść, spać i robić wszystko to, co wydaję się być częścią tej całej „normalności”. W bojerach odnalazłem ten brakujący element swojej życiowej układanki. Dzięki nim mogę kilka miesięcy w roku, wsiąść do mojego „ślizgu” i rozpędzić go do prędkości ponad 100 km/h, co daje mi niesamowitego kopa!

Powiedziałeś ponad 100 km/h? Na samą myśl zamieniam się w sopel lodu!

Temperatura bywa groźnym przeciwnikiem, regaty są wstrzymywane, gdy spada ona poniżej -15 C, ponieważ przy tych prędkościach może dochodzić do groźnych odmrożeń. Bywa szybko, mroźnie i ekstremalnie. Jednak bywa też spokojniej, wszystko zależy od panujących warunków.

Bojery to sport ekstremalny?

Wbrew pozorom nie jest to ryzykowna dyscyplina sportowa, mimo tego, że wielu ludzi kwalifikuje ją jako  ekstremalną, ze względu na trudne warunki atmosferyczne i duże szybkości.

Ile potrzeba czasu na przygotowanie sprzętu do „latania”?

Sprzęt jest łatwy w transporcie i można go spokojnie przewieźć na dachu samochodu osobowego. Zestawienie kompletu zajmuje około 15 minut.   

Jakie są idealne warunki? Jaką grubość musi mieć lód, żeby było bezpiecznie?

Idealne warunki do latania to lód o minimalnej grubosci 12 cm, gładki, czarny i bez śniegu. Wiatr w okolicach trzech stopni beauforta I lekki mróz – takie warunki to ideał!

Ile zwykle trwają regaty i jakim systemem są rozgrywane?

Regaty takie jak Mistrzostwa Świata czy Europy trwają tydzień czasu, natomiast regaty krajowe rozgrywane są weekendowo. Zawodnicy pokonują w jak najszybszym czasie określoną ilość okrążeń między znakami. Kto pierwszy ten lepszy – ot, cała filozofia.

Bojery na pewno są sportem niszowym, a czy są sportem skazanym na wyginięcie?

Ilość zawodników od 20 lat utrzymuje się na podobnym poziomie. Jedni przychodzą, inni odchodzą. Na mistrzostwa kraju regularnie przyjeżdża ok. 60 seniorów, paradoksalnie mało która inna klasa żeglarska w kraju może cieszyć się tak liczebną flotą zawodników. Bojery nie wyginą. Nie wyginą, bo to dyscyplina, w której w zasadzie sami zawodnicy organizują struktury. Nie stoi za nami żadna organizacja finansująca. Komisje regatowe, zawodnicy, producenci sprzętu - wszystko to organizują czynni lub byli zawodnicy, pasjonaci - a jak powszechnie wiadomo, pasja bywa zaraźliwa.

Gdzie tkwi tajemnica sukcesu w bojerach? Konstrukcje, umiejętności, czy jest coś jeszcze?

Początki są trudne, potrzeba dużo cierpliwości, ciężkiej pracy nad podstawami, poznania specyfiki zmieniających się warunków. Również przygotowanie sprzętu odgrywa tu ogromną rolę. Staranne naostrzenie płóz, dobór odpowiedniego masztu, żagli i innych elementów ustawienia wydaje się być kluczem do maksymalizacji prędkości. Przygotowanie kondycyjne, dobry rozbieg i start to też elementy, bez których trudno jeździć z przodu stawki. Jeżeli do tego wszystkiego popełnimy mniej błędów taktycznych na trasie niż nasi rywale, to już jesteśmy o krok od sukcesu. Jednak tak naprawdę każdy ma inny przepis i odnajduje ten złoty środek w swój własny sposób.

Po Twoich wynikach wnioskuję, że Ty już swój odnalazłeś. 

Staram się robić to, co do mnie należy najlepiej jak potrafię. Po prostu działam i mogę spać spokojnie, gdy mam czyste sumienie w związku z przygotowaniami do startu. Lubię być stabilny, staram się nie dołować porażkami i nie upajać sukcesami, a zarówno jednych, jak i drugich nie brakowało w moim życiu. W trakcie regat staram sie być maksymalnie skoncentrowany i ponoć jestem wtedy trochę w innym wymiarze.

Jak wyglądają twoje przygotowania do zawodów? To nietypowy sport, bo sezon na bojery chyba nie jest zbyt długi?

Cały rok dbam o kondycję, biegam i trenuję na siłowni. Zawsze wychodzę z założenia, że sezon trwa tyle ile trwać powinen. Bez względu na to, czy żeglujemy 3, czy 5 miesięcy. Pogoda to rzecz, na którą ani ja, ani Ty wpływu nie mamy, pozostaje akceptacja! Wchodząc w sezon staram się zaliczyć zgrupowanie w Finlandii czy Estonii, ponieważ tam zima przychodzi wcześniej. Ja po prostu uprawiam sport, a mistrzostwa świata i Europy to tylko takie wisienki na torcie. Naprawdę nie wszystko kręci się wokół tych dwóch imprez. Bojery to dla mnie przede wszystkim najlepsza forma odpoczynku, o który tak trudno w dzisiejszym życiu. Pakuję się w piątek po pracy, docieram na miejsce regat, spędzam czas ze znajomymi, telefon odmawia posłuszeństwa, bo na mrozie żadna bateria długo nie wytrzyma, zbieram bloki - dobierając żagiel i specjalnie się niczym nie przejmuję. Później dochodzi adrenalina związana z prędkością i rywalizacją, pojawiają sie emocje – lubię to! Po takim weekendzie i powrocie do pracy naprawdę moje baterie są naładowane.

To prawda, że to sport, który uczy poznawać granice wytrzymałości ciała?

Bojery nie kojarzą mi się z jakimś gigantycznym wysiłkiem czy wytrzymałością. Musimy o siebie zadbać, musi być ciepło, przyjemnie i przede wszystkim bezpiecznie. Dopiero pózniej przychodzi czas na radość z adrenaliny, prędokości i rywalizacji. Obawiam się, że gdybym testował granice mojej wytrzymałości ciała to porzuciłbym bojery w wieku 10 lat, gdy zaczynałem swoją przygode z tą dyscypliną. W każdym sporcie trzeba mierzyć siły na zamiary, taka sama zasada obowiązuje też tu.

Mówisz, że zacząłeś pływać jako 10-latek, podobno to rodzinna tradycja?

Tak, śmiało można powiedzieć, że to rodzinna tradycja. Mój tata, Piotr Burczyński był w 1979 roku mistrzem świata, mój starszy brat Paweł także jest aktywnym bojerowcem. Żeglowali też wujkowie, kuzyn, więc bojery dla Burczyńskich są jak dla Polaków piłka nożna.

Jednak już wyprzedziłeś swojego ojca w ilości zdobytych medali
w światowym czempionacie, jesteś chyba najbardziej utytułowanym Burczyńskim jaki widział świat.

Moje medale są efektem ciężkiej pracy mojego taty oraz mojej. Nigdy nie traktowałem tej klasyfikacji medalowej jako formy wyścigu. Są to nasze wspólne sukcesy, a my od wielu lat współpracujemy i robimy to najlepiej jak możemy w danym momencie. Obaj mamy bardzo bogate kolekcje medalowe, z czego możemy się tylko cieszyć.

Pochodzisz z Olsztyna, teraz mieszkasz w Gdyni, co robisz jak nie pływasz?

Do Trójmiasta przyjechałem w 2000 roku, wówczas studiowałem ekonomię na Uniwersytecie Gdańskim i tak już zostałem. Na co dzień prowadzę firmę usługowo-handlową zajmującą się sprzedażą i montażem podłóg drewnianych na terenie Trójmiasta. Drewno to obok bojerów moja druga pasja i muszę powiedzieć, że naprawdę pewne doświadczenie wynikające z uprawiania sportu przydaję się w prowadzeniu firmy. Jak nie pływam... staram się zachować zdrowe proporcje we wszystkim co robię. Znajduję czas na pracę, rozwój osobisty i spotkania ze znajomymi. W Gdyni mieszkam już blisko 10 lat i nie chciałbym mieszkać w żadnym innym miejscu. Uwielbiam ten klimat i kontakt z Zatoką!

Oprócz bojerów pływasz też na czymś innym?

Uwielbiam kitesurfing, który cały czas mnie zaskakuje. Plaża, wiatr, słońce, podróże, to elementy, które po ciężkim sezonie bojerowym fajnie mnie bilansują! Mnogość trików i ewolucji jest niesamowita. Rewa to mój faworyt.

Jesteś aktualnym wicemistrzem świata. Lada dzień jedziesz na MŚ klasy DN do USA, czy tym razem celujesz w złoto?

Nigdy nie rozdaję medali przed zawodami. Każdy wyścig traktuję poważnie i lecę na maksa. Jak dotychczas przywiozłem 8 medali z mistrzostw świata - były triumfy na podium, bywały porażki poza pulą medalową. Jak będzie teraz? Zobaczymy. Tak jak mówię, w tym sporcie wszystko jest możliwe, a cierpliwość, ciężka praca i przygotowania doprawione szczyptą talentu na pewno nie zaszkodzą.

Już wiadomo, gdzie odbędą się mistrzostwa, na jakim akwenie? Jak wygląda plan startów?

Bojery to specyficzna dyscyplina sportu, bo akwen regat poznajemy najczęściej na kilka dni przed starem. Lecimy do Chicago, a później na miejsce regat udajemy się zgodnie z instrukcjami organizatora. Może się to wydawać trochę dziwne, jednak czarny, gładki lód, na którym nie ma śniegu to obiekt poszukiwań wielu organizatorów regat bojerowych. Bywa, że regaty są przenoszone o kilkaset kilometrów, a my musimy być mobilni i gotowi do pokonywania wszelkich trudności związanych z uprawianiem tej dyscypliny. 

Jakie plany na resztę sezonu?

Starty krajowe w weekendy i start w mistrzostwach Europy w drugiej połowie lutego to póki co plan na najbliższe miesiące.

Na koniec muszę zapytać jak się mają zmiany w prawie wodnym do bojerów?

Nie mam pojęcia, bo nie jestem specem od prawa, ale jak ma zaszkodzić bojerom to będę pierwszy, który je złamie! (śmiech)

 

 

galeria