Kobiecy sposób na żeglarstwo. Carolijn Brouwer

Autor:
Klaudia Krause
Marcin Badzio

Odpowiednie trymowanie sprzętu, idealny timing, dobra technika czy czytanie wiatru są w stanie w jakimś stopniu zastępować mięśnie. To jak bardzo skomplikowane jest żeglarstwo tworzy szanse dla kobiet na rywalizowanie na tym samym poziomie, co mężczyźni – podkreśla Carolijn Brouwer. Uczestniczka jedynego w historii kobiecego teamu Volvo Ocean Race, trzykrotna olimpijka, dwukrotna uczestniczka regat dookoła świata, doświadczona żeglarka katamaranowa uczestnicząca m.in. w regatach Extreme 40, F18 w ekskluzywnym wywiadzie dla W Ślizgu! 

Przyjechałaś do Sopotu po nowego A-Cata Explodera?

Zgadza się. Sam przyjazd tutaj, zobaczenie fabryki, współpraca bardzo mi się podoba, wszystko świetnie się układa. Ponieważ jest to klasa rozwojowa, w której sprzęt podlega ciągłej ewolucji, taka relacja z konstruktorem ma dla mnie dużą wartość, ułatwia ona zbliżenie się do światowej czołówki. Dla mnie nie jest to aż tak istotne, ale dla mojego partnera, Darrena (przyp. red. Bundock), jest to kluczowe. 

Kiedy zaczęłaś przygodę z tą klasą?

Stosunkowo niedawno i tak naprawdę cały czas się uczę, nadrabiam zaległości. Ta klasa jest ekscytująca i przyjemna, ale również bardzo techniczna. Trenowanie z innymi, wymienianie spostrzeżeń i robienie postępu jest świetnym procesem.

Kilka lat temu startowałaś w mistrzostwach Australii A-Class na modelu Nacra A2 i mówiłaś potem, że miałaś problem z wbijającymi się w wodę na kursach pełnych dziobami. Teraz dużo się zmieniło, łódki latają, miecze tworzą siłę nośną, co sądzisz o rozwoju jaki miał miejsce w ostatnich latach?

No tak, wbijanie się dziobów nie tylko przestało być problemem, ale wręcz zniknęło ze względu na pojawienie się mieczy i sterów umożliwiających latanie. Do tego dochodzi dużo możliwości dotyczących trymu tych jednoosobowych katamaranów. Jeżeli ustawimy łódkę odpowiednio możemy żeglować bardzo szybko i jednocześnie mieć sprzęt pod kontrolą. Dziś na wodzie moje dzioby podnosiły się za wysoko i łódka byłą zbyt przechylona do tyłu, muszę więc zająć się tym problemem i pokombinować z ustawieniami i techniką pływania.

A kobiety nie są zbyt lekkie na A-Cata?

Trochę tak, ale nie ma rzeczy nie do przeskoczenia. Jako kobieta jestem trochę zbyt lekka na tą łódkę, dlatego testuję krótszy maszt, dzięki czemu cały zestaw maszt/żagiel będzie wytwarzał trochę mniejszą siłę przechylającą łódkę w bok, co uczyni ją łatwiejszą do zbalastowania. Mam nadzieję, że ten pomysł zadziała i może przekona więcej kobiet, i w ogóle lżejszych osób, obawiających się braku kilku kilogramów do A-Cata. Maszt, który używam w tej chwili jest o 30cm krótszy od standardowego, żagiel również jest krótszy, ale większy o skróconą powierzchnie masztu, rezultatem jest obniżenie środka ożaglowania. Jest to korzystne nie tylko w żegludze na wiatr, ale i pomocne w lataniu. To czy ta modyfikacja będzie znacząco odczuwalna pozostaje na razie niepewne.

W jakich regatach startowałaś w tym roku?

Mieszkam w Australii, tam startowałam w kilku regatach tym roku. Oprócz lokalnych regat A-Class wystartowałam w kilku wyścigach na dużych łódkach klasy 440 w okolicach Sydney, to spora dziesięcioosobowa jednostka.

Na tym etapie kariery żeglarskiej jesteś bardziej zaangażowana w małe łódki typu A-Class, czy w długodystansowe wyścigi na większych jednostkach?

W trakcie mojej trzyletniej kampanii Volvo Ocean Race tęskniłam za mniejszymi łódkami, dlatego, gdy teraz na nich pływam, jestem szczęśliwa. Jednak, to co cenie sobie w żeglarstwie oceanicznym to praca w drużynie, wspólne przygotowania. Pod koniec grudnia planuję wystartować w regatach Sydney-Hobart, ale przygotowania do nich zaczniemy dużo wcześniej. Wystartujemy w kilku mniejszych imprezach i wspólnie przeżyjemy podróż, która doprowadzi nas do tych sławnych regat. 

Przygotowania to klucz do sukcesu?

Dla mnie najważniejszy jest długotrwały proces przygotowywania się do regat. Ciężko jest wejść na łódkę i od razu dobrze na niej żeglować, szczególnie jeżeli obsługuje ją duża załoga. Zgranie wymaga czasu, raz ma się go więcej, raz mniej, to już zależy od skali projektu. Kocham żeglarstwo, ale tym co najbardziej mnie w nim pociąga jest samo ściganie się, uwielbiam rywalizację, dlatego ważne jest dla mnie by rozwijać się każdego dnia, stawać lepszą żeglarką.   

Jaką przewagę w żeglarstwie długodystansowym może mieć załoga damska?

Na przykładzie VOR mogę powiedzieć, że kobiety miały takie same problemy jak mężczyźni, ale rozwiązywałyśmy je w inny sposób. To co działa u mężczyzn, nie zawsze zadziała u kobiet, i odwrotnie. Dlatego umiejętność komunikacji i wypracowywania alternatywnych ścieżek jest istotna, i w trakcie regat wychodziło nam to naprawdę dobrze. Nie wiem czy w pełni zgadzam się z tym co sama teraz powiem, ale czasem mam wrażenie, że kobiety są bardzo finezyjne i pomysłowe właśnie dlatego, że wymyślają sposoby na ominięcie faktu, że są słabsze fizycznie od panów. 

Kobiet w żeglarstwie jest znacznie mniej niż mężczyzn, choć w ostatnich latach proporcje zmierzają w stronę równowagi. Jak myślisz dokąd zmierza przyszłość kobiet w tej dyscyplinie?

Mam nadzieję, że będzie to sport jednakowo popularny wśród pań i panów. Taka jest też intencja komitetu olimpijskiego, proporcje klas damskich na igrzyskach to prawie 50%, a te regaty to świetny wyznacznik dla całego żeglarstwa. Oczywiście zajęło to sporo czasu, zanim znaleźliśmy się w tym momencie, ale w tej chwili wygląda to optymistycznie. 

A współpraca kobiet z mężczyznami?

W większości sportów kobiety startują oddzielnie od mężczyzn ze względów fizycznych, ale w żeglarstwie możliwe jest nadrabianie braków fizycznych innymi aspektami sportowymi i dlatego na igrzyskach pojawiła się klasa mieszana – katamaran nacra 17. Odpowiednie trymowanie sprzętu, idealny timing, dobra technika czy czytanie wiatru są w stanie w jakimś stopniu zastępować mięśnie. To jak bardzo skomplikowane jest żeglarstwo tworzy więc szanse dla kobiet na rywalizowanie na tym samym poziomie, co mężczyźni. Jest jeszcze trochę do zrobienia, ale wydaje mi się, że jesteśmy na dobrej drodze, jeżeli chodzi o wyrównanie szans dla sportowców obydwu płci. Jest to oczywiście powolny proces i zmiany nie zachodzą w nim z dnia na dzień.

Jesteś doświadczoną sterniczką - startowałaś na Tornado na igrzyskach, ale twoja przygoda z nacrą trwała stosunkowo krótko?

Kiedy zaproponowano mi członkostwo w damskiej załodze startującej w VOR, wiedziałam, że będę musiała wybrać pomiędzy tym projektem, a kolejną kampanią olimpijską, tym razem na katamaranie nacra 17. Sterowanie katamaranem było dla mnie naturalną kontynuacją tego, co robiłam w ciągu kilku poprzednich lat, ale projekt damskiej załogi był tak profesjonalny, świetnie zaplanowany i finansowany, że nie mogłam przepuścić takiej okazji. Start w VOR był moim wielkim marzeniem, a taka szansa zazwyczaj trafia się raz w życiu, trzeba było z niej skorzystać. 

Ale mimo wszystko po zakończeniu VOR zdecydowałaś się na start w kwalifikacji do igrzysk.

Tydzień po zakończeniu VOR odbywały się mistrzostwa świata nacry i zdecydowałam się, że w nich wystartuję. Nie mogłam już starać się o kwalifikację olimpijską dla Holandii, ponieważ była ona rozstrzygnięta, ale jako, że posiadam również belgijski paszport pojawiła się możliwość zawalczenia o kwalifikację dla tego kraju. Bardziej doświadczona koleżanka z załogi powiedziała mi, że nie zdaję sobie sprawy jak bardzo wyczerpane jest moje ciało, że po takich regatach potrzebuję długiego odpoczynku i normalnego życia, spędzania czasu z rodziną i przyjaciółmi. Myślałam, że mnie to nie dotyczy i dam radę poświęcić się intensywnym przygotowaniom na ostatnią chwilę. Myliłam się, po tych mistrzostwach zrozumiałam, że miała racje. Moje ciało było wykończone i uświadomiłam sobie, że muszę się zregenerować zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Wróciłam więc do Australii, spędzałam czas z dziećmi i Darrenem, zaczęłam pływać na A-Cacie. 

Z oceanicznego jachtu na A-Cata?

Tak! Jednoosobowa łódka ma tą zaletę, że łatwo się zorganizować. Nie muszę z nikim współpracować, mogę pływać kiedy chcę, zawieźć syna do szkoły, zejść na wodę i zdążyć go odebrać, to niesamowita wygoda. Nie żałuję swojej decyzji sprzed trzech lat, ale to dla mnie trudne.

A następne igrzyska, Tokio?

Mam 42 lata, chyba powinnam dać szansę młodszym. Na wszystko przypada w życiu odpowiedni czas. Z Volvo sytuacja wygląda podobnie, wiem, że gdybyśmy miały kolejną szansę na start w wyścigu poszłoby nam dużo lepiej, wiele nauczyłyśmy się w ciągu ostatniej edycji. Jednak wtedy mój syn miał dwa latka, mógł jeździć po świecie, widywaliśmy się w każdym porcie w czasie wyścigu, bez tego nie dałabym rady przepłynąć całej trasy. Teraz ma pięć lat i taki tryb nie jest już możliwy, bo będzie chodził do szkoły. Zawsze starałam się robić to, co jest właściwe na danym etapie życia, trzeba łapać okazje jakie się nadarzają, ale też uwzględniać innych ludzi wokół siebie. Zdecydowałam się założyć rodzinę, więc teraz muszę być odpowiedzialna. Jest tyle wspaniałych wydarzeń i doświadczeń, które się z tym wiążą, że nie warto wzbraniać się przed takimi zmianami.

Czy łączenie dwóch obszarów żeglarstwa, przybrzeżnego i oceanicznego ma jakiś szczególny wymiar, jak wpływają one na ciebie jako żeglarkę?

Z pewnością czuję się bardziej kompletna jako osoba. Jestem szczęśliwa, że miałam możliwość pracować w dużym zespole, być częścią załogi i nauczyłam się w tym okresie bardzo wiele. Jednak to raczej przenoszenie umiejętności z małych łódek na większe, a nie odwrotnie, odgrywa kluczową rolę. Uważam, że osoba, która jest skupiona na żeglowaniu na dużej łódce powinna też czasem popływać na mniejszej, nie musi się na niej ścigać, ale wyczucie wody i wiatru zdobywa się raczej na małych, wrażliwych jednostkach.

Jakie plany na najbliższe sezony?

 

Obecnie A-Class, a po powrocie do Australii przygotowania do Sydney-Hobart. W międzyczasie poprzez projekt Magneta szukamy sponsorów na ponowny start damskiej załogi w VOR. Nie jest dla mnie najważniejsze jaka będzie moja rola w tym projekcie, czy będę żeglowała na łódce, czy pełniła inną. Najważniejsze jest to, by udało się taki zespół stworzyć, by dziewczyny dostały szansę startu w tych regatach. Sporo czasu i energii poświęcam na poszukiwanie chętnych do współpracy. Liczę, że uda się kontynuować to, co zaczęłyśmy w poprzedniej edycji i w VOR ponownie wystartuje damska załoga.