Michał Weselak, w drodze na Mini Transat

Autor:
Klaudia Krause-Bacia

- Mam dobry jacht, szybki i niezły w prowadzeniu, mam za sobą doświadczenie, ogromną wiedzę, szybko uczę się od najlepszych i jestem pracowity. To całkiem niezła mieszanka jak na pierwszy start w Mini Transat 2019 – mówi Michał Weselak, gdańszczanin, którego celem jest start w słynnym, transatlantyckim wyścigu samotników. Od realizacji planów dzieli go 1000 mil rejsu kwalifikacyjnego w regatach klasowych i 1000 mil w jednym rejsie samotnym.

Przed tobą start w jednym z najważniejszych wyścigów światowego żeglarstwa, zdradź dlaczego wybór padł akurat na klasę Mini, a nie Imoca, czy Figaro? 

Szukałem klasy, na której zrealizuje moją zachłanność ścigania się, żeglarską potrzebę rozwoju i wyznaczania sobie celów dwa rozmiary za dużych. Imoca była wówczas niedostępna, za droga, za bardzo skomplikowana. Tutaj trzeba mieć kilku zaufanych ludzi na etacie i przestrzeni na przygotowanie jachtu, by obsłużyć takie przedsięwzięcie. Z Class 40 było podobnie, barierę stanowiły koszty, wówczas nikt nie miał w Polsce takiego jachtu, poza tym to klasa trudna i skomplikowana technicznie. Pozostało więc Mini 6.50, znacznie bardziej przystępne finansowo i w zasięgu moich możliwości. Gdy padł wybór, szybko zaczęło się poszukiwanie możliwości wejścia na pokład.

Los chciał, że poszukiwania nie trwały długo.

To nie los, to możliwość, z której skorzystałem. Pod koniec 2014 roku pozyskałem szkoleniowy jacht klasy Mini 6.50. Był to jacht, na którym Radek Kowalczyk – mój obecny mentor i trener, ukończył eliminacje i regaty Mini Transat 2011. Żeglowałem na nim po Bałtyku dwa sezony, co dało mi ponad 3000 mil doświadczenia. Nauczyłem się prowadzenia jednostki i przede wszystkim żeglugi w pojedynkę. Wtedy zacząłem myśleć o konkretnym celu, czyli starcie w Mini Transat.

Tak też zrobiłeś, szybko przekułeś swoje plany w rzeczywistość. Dzisiaj masz za sobą pierwsze regaty kwalifikacyjne. Gdzie już wystartowałeś i ile mil zostało, by stanąć na starcie Mini Transat?

Na początku kwietnia byłem we Włoszech. Razem z Kowalczykiem startowaliśmy w Gran Premio D'Italia. GPI to wyścig kategorii B z ponad 500-milową trasą po bardzo ciekawym i nieprzewidywalnym akwenie. Łączy ze sobą żeglugę coastline z pełnomorskim zmaganiem się z żywiołem i konkurencją. Szło całkiem nieźle, jednak na ostatniej prostej uszkodziłem bukszpryt i nie mogłem stawiać żagli dodatkowych w zastanych warunkach. Bezpieczeństwo jachtu było dla mnie ważniejsze i zakończyłem regaty na 4. miejscu. GPI dało mi 540 mil kwalifikacji z 1500 zakładanych przez klasę Mini. Po dobrym czwartym miejscu, pojawiła się nieplanowana przeszkoda i bardzo dobra lekcja na regatach Pornichet Select. Do regat przygotowywałem jacht prawie dwa tygodnie, zmieniłem ustawienia, by sprawdzić ich słuszność, sprawdziłem dno oraz rozkład lin, napracowałem się jak bóbr przy tamie. Mały błąd ludzki na starcie wykluczył mnie z regat. Gdy widziałem prawie 80 jachtów idących w głębokim przechyle prawym halsem, które po starcie kierowały się w wąskie przejście wiodące z zatoki na ocean, to wtedy płakałem jak ów bóbr. Płakałem i byłem wściekły. Jednak po chwili wytłumaczyłem sobie: „to sport, zdarza się, jest lipa, ale to nie koniec świata, jesteś super i twój jacht też – jedź do portu może naprawisz” i w takim tonie utrzymuje moją psychikę. Bardzo dbam o jej higienę o nie dopuszczanie do siebie negatywnych myśli i ludzi.

Czy nieudany występ na regatach Pornichet Select wpłynie jakoś na twoją kwalifikację?

Na szczęście zabezpieczyłem się na tyle, by jedno niepowodzenie, mogło w jakikolwiek sposób wpłynąć na mój start w Mini Transat. Zapisałem się kolejno na regaty: Mini En Mai (500 mil), Trophee Marie-Agnes Peron (200 mil), Mini Fastnet (600 mil) oraz Transgascogne (580 mil), czyli w sumie 1880 mil, co ze wcześniejszym startem w GPI (540 mil) daje mi łącznie 2420 mil. Mój kalendarz jest tak bogaty, ponieważ chce nabrać jak najwięcej doświadczenia. Z drugiej strony stanowi to również pewien zakres bezpieczeństwa w sytuacjach takich jak z Select. Nie uzależniam pomyślności mojego przedsięwzięcia od jednej rzeczy.

Na jakim etapie jesteś teraz?

Obecnie pracuję nad trymem jachtu, zmieniam ustawienia masztu i żagli. Wymieniam zużyte elementy zastępując je nowymi, jeszcze lżejszymi i bardziej ergonomicznymi. Te rzeczy są widocznie dopiero po kilku dniach żeglugi, bo nie można zaplanować ich teoretycznie. Wiem co chce zmienić na statku, by jego obsługa była szybsza i łatwiejsza. Zapewne ten etap będzie trwał aż do ukończenia zaplanowanych na ten rok regat. Wybiegając w przyszłość po ukończeniu regat kwalifikacyjnych planuję wrócić ze statkiem do Polski, by dokonać pełnego serwisu. Chciałbym znaleźć stocznie lub warsztat szkutniczy, który umożliwi mi dokonanie takich prac przed MT2019. Szukam również dalszego finansowania mojego przedsięwzięcia. Budżet jest już prawie wyczerpany. Oczywiście zakres bezpieczeństwa jest spory, ponieważ kwalifikację są opłacone. Jednak same koszty transportu, życia, postojów są bardzo wysokie.

A gdzie znajduje się twoja główna baza?

Portem macierzystym jest Gdańsk, lecz teraz baza znajduje się w La Turballe – mały porcik z kilkoma jachtami mini, bardzo tani z możliwością przeprowadzania wszelkich robót. Jednak na początku czerwca przeniosę się do Douarnenez.

Jak bardzo zmieniły się twoje żeglarskie umiejętności przez ostatni rok? Obsługa, prowadzenie, dostrajanie sprzętu? 

W klasie Mini istnieją cztery podstawowe kłamstwa dotyczące jachtów PROTO: moje proto jest suche, moje proto nie wymaga już żadnych modyfikacji, na moim proto wszystko działa, moje proto będzie gotowe na następne regaty. Praca nie ma końca. Jednak na dzień dzisiejszy, moja obsługa statku jest na dobrym poziomie. Czas stawiania i zrzucania żagli skrócił się o 40 %, czas zwrotu przez rufę o 60 %. Po 3 latach żeglugi na Mini wiem, że doskonalenie umiejętności prowadzenia tego jachtu to długa, mozolna praca i zawsze jest coś do poprawienia – przetrenowania. Ufam mojej jednostce, pozwalam jej na bardzo dużo i staram się jak najmniej przeszkadzać, czasami narzucam swoje zdanie, bo to potrzebne, jednak jesteśmy już dobrymi kumplami! Czasami dziwie się jak to wszystko działa, jacht trzeszczy, skręca się, uderza z duża prędkością o falę. Proszę sobie wyobrazić, że jadę 17 knt z dużym A2 i grotem na pierwszym refie, czyli na maszcie mam około 105 m2 i ten maszt węglowy stoi, nie przewraca się. Dodam, że jest trzymany jedna liną o średnicy 6 mm zrobionej z plastiku.

No właśnie, ścigasz się na jednym z najbardziej zaawansowanych technologicznie jachtów, opowiedz o nim.

Jacht powstał w oparciu o najnowszą dostępną technologię i materiały, w całości wykonany jest z włókien węglowych na bazie żywic epoxydowych. Posiada uchylny kil, asymetryczne miecze, dwa stery i ogromny wytyk do stawiania żagli dodatkowych. To w połączeniu bardzo niską wagą oraz  możliwością niesienia jednocześnie aż 132 m2 żagla przekłada się na szybką jednostkę ślizgową. Zaskakujące jest to jak ostro potrafi jechać na wiatr i dodatkowo z dobra prędkością. Ma tylko dwa minusy, jest bardzo czuła na wagę wyposażenia i jej umiejscowienie oraz na przeżaglowanie. To bardzo czuły jacht z duża mocą, trzeba tylko wiedzieć jak tą moc wydobyć. Pomimo mojego doświadczenia na jachtach Mini (3500 nm) nieustannie się tego uczę. Z drugiej strony jest to jednostka bardzo przyjazna i o dziwo wygodna dla zawodnika, zarówno w życiu na pokładzie jak i w prowadzeniu. Najważniejsze dla mnie jest to, że czuję się na nim bezpiecznie i komfortowo.

Jak opowiadasz o twojej relacji z jachtem to wyobrażam sobie jakby był to twój najlepszy przyjaciel! Wracając do wymogów - oprócz przepłynięcia 1000 Mm, musisz odbyć też kursy bezpieczeństwa i zdać egzamin nawigacyjny - masz to już za sobą? 

Tak, mam to już za sobą, dzięki Krystianowi Szypce i Radkowi Kowalczykowi z Ocean TEAM Sailing School, przeszedłem intensywny kurs astronawigacji oraz tzw. „Sea Survival” zgodny z przepisami oraz akredytowany przez World Sailing. Dodam, że kursy te są niezbędne, by zapisać się na regaty offshore. Jednak najważniejsze jest to, że żeglarz w sytuacji kryzysowej wie co zrobić i w jakiej kolejności - to znacznie poprawia komfort psychiczny.

Jakie plany na najbliższe miesiące?

Przede mną jeszcze cztery występy regatowe – Mini En Mai, Trophee Marie-Anges Peron, Mini Fastnet, Transgacogne, a potem już impreza główna, czyli Mini Transat. Po Mini En Mai chciałbym odbyć rejs kwalifikacyjny 1000 mil, jednak dopiero po regatach będę mógł podjąć taką decyzję. Wszystko uzależnione jest od pogody, mojego przygotowania i przygotowania statku. Po regatach czeka mnie zmiana ustawień masztu, zmiana liku przedniego grota do nowego ustawienia masztu i kilka prac pokładowych, modyfikacja knag i baksztagów. Chciałbym choć na tydzień wrócić do Polski, by wrócić do moich spraw prywatnych, spędzić dzień z bliskimi – mam wspaniałych bratanków i siostrzeńców, no i oczywiście jeden dzień zwyczajnie pochodzić po lesie i odpocząć. Jest to bardzo ważne dla mojego zdrowia psychicznego. Dodatkowo jak już wspomniałem chciałbym znaleźć dalsze finansowanie  i stocznie, która umożliwi mi serwis jachtu po sezonie kwalifikacyjnym. Póki co chciałbym podziękować firmom, które we mnie uwierzyły: H+H Polska, Miasto GDAŃSK, Contender Sailcloth, Marine Works – Comfort on Board, Navinord Marine Electronics.

Na koniec muszę zapytać, jak wysoko stawiasz poprzeczkę? Jaki jest twój cel? 

Mój cel to sam start w Mini Transat 2019 i mam to zawsze z tyłu głowy w sytuacjach, gdzie muszę zaryzykować na regatach klasowych. Jestem tu po to, by ścigać się i dawać z siebie coraz więcej, jednak zawsze pamiętam, że jutro też jest dzień. To trzeba wyważyć, ja musze wprzęgać morze w swoje cele, a zarazem dostosować statek do tego żywiołu. W żadnej rozmowie, pytany jak wysoko celuje nie udzieliłem odpowiedzi. Dzisiaj ludzie są przyzwyczajeni do postawy bokserów lub piłkarzy, którzy jadą na kredycie przed ważnymi meczami: „Będziemy najlepsi”, „Wygramy”, „Nie podskoczą nam”. Ja nie chcę powielać tego schematu. Tu, we Francji wśród moich szanownych konkurentów czuję się dobrze i bardzo doceniam moją trzyletnią pracę włożoną przed przyjazdem tutaj, do tego światowego żeglarstwa. Widzę, jak działa czołówka klasy i szybko się od nich uczę. Wkładam w to dużo pracy. Nie sposób mi podać konkretne miejsce, na którym chce się znaleźć. Mam dobrą, szybką i niezłą w prowadzeniu jednostkę, mam za sobą doświadczenie, szybko uczę się od najlepszych i jestem pracowity. Uważam, że to całkiem niezła mieszanka jak na pierwszy start w Mini Transat 2019.

 

Plany startowe na najbliższe miesiące:


4-05 7-05 MINI EN MAI   - 500 mil
3-06 6-06 TROPHEE MARIE-AGNES PERON - 200 mil
8-06 16-06 4400 mil  - 600 mil
30-07 TRANSGASCOGNE  - 580 mil
22-09 MINI TRANSAT LA BOULANGERE 2019 -4400 mil

Dane techniczne Mini 6.50:

kadłub – włókno węglowe

masz – włókno węglowe

uchylny kil – włókno węglowe  z ołowianą bulba 

asymetryczne miecze  i płetwy sterowe –włókno węglowe

bom i wytyk – włókno węglowe

osprzęt pokładowy – Selden, Spinlock, Harken

żagle – najlżejsze możliwe materiały  (dakron, nylon, polyester)

liny – Dyneema

elektronika – Raymarine

elektryka – Whisper Power

Długość:                             6.50 m

Szerokość:                         3.00 m

Zanurzenie:                       2.00 m

Wytyk:                                3.70 m

Wysokość masztu :        12.00 m

 

Waga:

 

Kadłub:                                150 kg

Uchylny kil :                       350 kg

Wyposażenie (do regat)    150 kg

 

Żagle :

 

Grot:                                   29 m2

Fok:                                     18 m2

Fok sztormowy                 4,5m2

A2:                                      85 m2

A3:                                      64 m2

Code 5                                43 m2

Code 0                                25 m2

Code Max                          52 m