Lewitowanie na Foilboardingu. Tomek Janiak i Maks Żakowski

Autor:
Tomasz Lachowski

Przecinają taflę wody, pędząc z prędkością sięgającą ponad 70 km/h. W ręku trzymają jedynie latawiec, a pod stopami mają wąską deskę wyposażoną w tzw. hydroskrzydło, które pod wpływem szybkości unosi ich nad wodą. Z boku wygląda to jak lewitowanie. Tak w skrócie prezentuje się foilboarding, najnowszy trend w kitesurfingu, o którym opowiadają Tomek Janiak i Maks Żakowski, Wicemistrzowie Świata w formule kiterace, zawodnicy Blue Media Team.

Skąd wziął się pomysł na kitefoila? Jak narodziła się ta dziedzina kitesurfingu?

Tomek Janiak: Foilboarding to całkiem nowy i młody trend, który dopiero od kilku lat jest opracowywany technologicznie. Ożywienie widać zwłaszcza we Francji i we Włoszech, które przodują dziś w produkcji sprzętu do tej dyscypliny. Rozwiązanie jest banalnie proste: do klasycznej deski do kitesurfingu dodajemy pionowy miecz w kształcie litery T, o długości mniej więcej metra, który będzie zanurzony w wodzie. Nazywamy to „hydroskrzydłem” albo – po prostu – skrzydłem. Deska, pod wpływem siły wiatru napędzającego latawiec, nabiera prędkości i zaczyna unosić się jakieś pół metra nad taflą wody, dając kitesurferowi wrażenie lewitowania. Niektórym może się wydawać, że wodoloty (popularne w środowisku kajtowym określenie na foilboarding) to jakieś zaprzeczenie praw grawitacji. Tymczasem zasada ich działania jest banalna i każdy, kto uważał na lekcjach fizyki w szkole rozgryzie ją w kilka sekund. 

Maks Żakowski: Frajdy towarzyszącej foilowi po prostu nie da się opisać! Ten, kto w dzieciństwie oglądał bajki z Alladynem w roli głównej i zaczytywał się w Baśniach Tysiąca i Jednej Nocy, marząc o przejażdżce latającym dywanem, ma w końcu możliwość sprawdzić, jak wygląda w praktyce podróż na „latającej desce”. Ja jestem zajarany tą nowinką i patrzę na jej rozwój z ciekawością, ale też trochę z dystansem. Deska rejsowa mimo wszystko podchodzi mi bardziej. Myślę jednak, że foil to jedna z najciekawszych i najbardziej widowiskowych rzeczy, które ostatnio się w kajcie pojawiły. 

Czy jest jakaś różnica między pływaniem na hydroskrzydle, a pływaniem na zwykłej desce do kitesurfingu?

Tomek Janiak: Foilem zaraził mnie Tadeusz Niesiobędzki – prekursor tej kategorii na naszym podwórku – i momentalnie złapałem bakcyla. Kwintesencją kajta był i jest dla mnie kitewave, ale podczas moich pierwszych prób na foilu, które miały miejsce w styczniu 2013 roku, lecąc swoje pierwsze 100 metrów w powietrzu, aż wyłem z euforii! Myślę, że to właśnie w tym kierunku zmierza dziś kiteracing. Co do samych różnic – prędkość oraz kąty „wchodzenia” na wiatr i z wiatrem na kitefoilu są o jakieś 15% lepsze niż na kiterace. Prawda jest taka, że w konfrontacji podczas wyścigu na tej samej trasie, czołowy zawodnik świata Kiterace nie ma szans z przeciętnym zawodnikiem kitefoil. Wodolot mimo tego, że jest dopiero w początkowej fazie rozwoju technologicznego, jest po prostu szybszy. Zaryzykowałbym nawet tezę, że jest to w tej chwili najszybsza i jednocześnie najtańsza, klasa żeglarska na świecie (kursy na wiatr i z wiatrem), no może katamarany AC72 z finału regat Pucharu Ameryki są w stanie żeglować w tej chwili szybciej, ale tylko przy wietrze powyżej 10 węzłów, kiedy zaczynają unosić się nad wodą. Oczywiście nie jest tylko tak kolorowo. Minusem foila jest to, że do pływania potrzebna jest głębsza woda, w zależności od skrzydła – od 0,5 m do 1 m.

Maks Żakowski: Ja na foilu pływam dopiero od tego roku, odkąd dostałem foila od Blue Media, więc chyba można powiedzieć, że jestem jeszcze żółtodziobem. Najwięcej czasu spędzam na desce rejsowej, która swój gwałtowny rozwój technologiczny przeszła jakieś 2 lata temu, więc jest już technologicznie dość dopracowana. Natomiast w foilu co chwila pokazuje się coś nowego, a różnica jakościowa, która oczywiście przekłada się na różnicę w wynikach sportowych, jest tu wyraźnie odczuwalna. Co do tego, jak się pływa – na foilu woda stawia zdecydowanie mniejszy opór, przez co można rozwinąć zdecydowanie większą prędkość. To także mniejszy wysiłek fizyczny dla kitesurfera, który czuje, że ma „lekko” pod stopami. Choć z drugiej strony trudniej jest złapać balans i później go utrzymać… Foil lepiej sprawdza się także przy słabszych wiatrach – i to jest chyba jego główny atut. Na wodolocie z powodzeniem można latać już nawet przy 6 węzłach i to przy latawcu 13 – do race’a potrzebna byłaby 18. Skrzydło jest bardziej zwrotne niż klasyczna deska, szybciej „reaguje” na poczynania kitesurfera, łatwiej się na nim skręca. To przede wszystkim sprzęt przeznaczony do ścigania się. Na foilu nie ma więc szans na wykonanie jakichś widowiskowych tricków, nie nadaje się on na freestyle, ale to nie jest zarzut, bo przecież nie po to foil powstawał. Zgadzam się z Tomkiem co do tego, że to właśnie rozwój foila zdecyduje o przyszłości kiteracingu. Mam wrażenie, że czeka nas jeszcze w tej konkurencji wyścig zbrojeń między producentami sprzętu. O ile w przypadku klasycznych desek parametry jednego producenta nie odbiegają zbytnio od drugiego, o tyle już w foilu jest większe pole do popisu i ulepszeń. Wszystkim chodzi o to, żeby wycisnąć z kitesurfingu jak najwięcej radości, zabawy, ale też adrenaliny, szybkości i rywalizacji. Kitefoil jest jeszcze młodą dyscypliną, cały czas się rozwija. Zabójstwem dla wodolotów byłoby w tej chwili wprowadzanie ograniczeń sprzętowych, jak to miało miejsce w kiterace. 

W takim razie co z kontuzjami? Wygląda na to, że na kitefoilu można chyba nabić sobie większego guza niż na zwykłej desce?

Tomek Janiak: To nie do końca tak. Ogólnie sam temat kontuzji w kajcie jest mocno przereklamowany. Kitesurfing to naprawdę bezpieczny sport, pod warunkiem, że przeszliśmy wcześniej profesjonalne przeszkolenie i wiemy już, jak należy zachowywać się na wodze i jak reagować w określonych sytuacjach. Mamy przecież do czynienia z dwoma żywiołami: wodą i wiatrem, więc to nie przelewki. Do kajta – oprócz wyobraźni – przydaje się także trochę oleju w głowie. Przede wszystkim trzeba podkreślić, że na foilu pływa się na nim przyjemnie, spokojnie, bezpiecznie. Nie czuje się czopu czy fali, kostki nie są powykręcane, kolana i kręgosłup nie bolą. Oczywiście przy wyczynowym pływaniu, podczas wyścigu również trzeba się napracować i przyznam że można się spocić, szczególnie jadąc w dół na dużej prędkości. Poza tym praktykowanie innych niż sam kajt aktywności sportowych pomaga zminimalizować ryzyko kontuzji. Co do tego porównania, co boli bardziej: czy upadek z foila czy upadek z klasycznej deski? Cóż – wszystko zależy od prędkości, z jaką płyniemy. Na klasycznej desce też przecież można się ładnie rozpędzić. Wbrew pozorom kitefoil jest bardziej bezpieczny niż kiterace, maszt i skrzydła nie są tak ostre jak stateczniki.

Maks Żakowski: Ale mimo wszystko i tak na skrzydło trzeba uważać. Zwłaszcza niech uważają na nie ci niedoświadczeni, którzy tracąc równowagę mogą po prostu nim oberwać. Ja bym jeszcze zwrócił uwagę na przeszkody, które mogą wystąpić w wodzie podczas pływania na foilu, a które nie są tak groźne jak w przypadku klasycznej deski. Chodzi mi np. o ryby, wodorosty czy choćby butelki, w zależności od akwenu, po którym pływamy. Gdy zawadzi się o nie hydroskrzydłem można stracić równowagę, jak również uszkodzić sam sprzęt. Natomiast co do zasady też bym nie przesadzał, takie przypadki są raczej odosobnione, kitesurfing w każdej swej odmianie jest sportem absolutnie otwartym dla wszystkich. I co ważne – sportem bezpiecznym.

Czy ten kitefoilowy trend, który obserwujemy ostatnio w kitesurfingu, ma szansę się utrzymać, czy to tylko przejściowa moda?

Tomek Janiak: Wątpię, żeby foil był jakąś krótkotrwałą fascynacją wśród środowiska kajciarzy. Wystarczy wspomnieć, że to właśnie w czerwcu tego roku, podczas Pucharu Polski w Kitesurfingu w Rewie, zorganizowano pierwsze zawody w foilu. Wprawdzie startowało tylko 5 zawodników, którzy rozegrali 2 biegi, ale to przecież dopiero początek. Myślę, że z roku na rok będzie coraz lepiej. Dla zawodnika, jeżeli tylko jest taka możliwość, czymś naturalnym jest chęć pływania na tym, co szybsze. Ale prędkość to nie wszystko, to co jest niesamowite w foilboardingu to sama przyjemność pływania, doświadczanie trzeciego wymiaru na kajcie, swego rodzaju ZEN. Kitefoil to stan umysłu – i być może dlatego nie trafi do wszystkich. Ale może to i lepiej?

Maks Żakowski: Foilboarding na pewno nie jest jakimś chwilowym kaprysem. Obecny boom na foila i fakt, że coraz więcej kitesurferów chce liznąć pływania na skrzydle, nie znaczy jednak, że deska rejsowa pójdzie w odstawkę. Na pewno nie wszyscy przesiądą się na wodoloty, ale na pewno też warto choć raz na nich popływać. A może raczej – polatać. 

 

 

Maks Żakowski 

Jeden z najzdolniejszych zawodników młodego pokolenia kitesurferów, v-ce Mistrz Świata i Mistrz Polski w kiteracing, zdobywca Złotej Wstęgi Zatoki Gdańskiej. W ubiegłym roku przywiózł do Polski trzy medale: srebrny, zdobyty w Pucharze Europy w niemieckim Sylt, złoty w kategorii juniorów U21 i brązowy w klasyfikacji generalnej wywalczone w Mistrzostwach Ameryki Południowej w San Andreas. Żakowski to jeden z głównych pretendentów do medalu w tegorocznych Mistrzostwach Świata organizowanych w Turcji i zarazem jeden z najmłodszych zawodników kiteracingu. W tym sezonie przywdzieje trykot Blue Media Team.

Tomasz Janiak 

Aktualny v-ce Mistrz Świata i Mistrz Polski Masters  w kiteracingu, jeden z najbardziej doświadczonych i utytułowanych polskich kitesurferów, związany z tą dyscypliną od początku jej istnienia w Polsce.  Pięć razy z rzędu zdobywał tytuł Mistrza Polski we Freestyle w kategorii Masters, jest też trzykrotnym Mistrzem Polskiw Kiterace. W ubiegłym roku zdobył dwa srebrne medale Masters w Mistrzostwach Świata oraz Mistrzostwach Europy. W tym sezonie startuje pod latawcem Blue Media Team.