Victor Borsuk

Autor:
Klaudia Krause

1. Jesteś odpowiedzialny za najbardziej ekstremalną akcję tej jesieni! Jako pierwszy na świecie, będąc podłączonym liną do auta, wyleciałeś na wysokość 68 metrów. Skąd taki pomysł?

Dziesięć lat temu przeczytałem, że w życiu trzeba sobie stawiać cele i dobrze jest realizować przynajmniej jeden duży cel w roku. Kiedyś było to zdobycia Mistrzostwa Polski w kitesurfingu, potem wygranie Pucharu Azji, później (dosyć zabawne) zrobienie uprawnień na bycie członkiem rad nadzorczych spółek Skarbu Państwa, a w końcu ustanowienie rekordowego lotu za autem. Pomysł układał mi się w głowie od momentu, gdy pierwszy raz spróbowałem lotu na linie za motorówką. Zafascynowało mnie to i zacząłem się zastanawiać w jaki sposób przeobrazić to w coś większego. Pewnego dnia przejechałem się autem z napędem na 4 koła po plaży. Jak zapewne się domyślacie uśmiech nie schodził mi z twarzy i w głowie pojawiła się myśl: ,,a jakbym tak podłączył bardzo długą linę do auta?”. Pomysł przerodził się projekt, projekt przerodził się w 68 metrów i dzisiaj możemy z uśmiechem o tym porozmawiać.

2. Dlaczego Rewa?

W Polsce nie było lepszego miejsca, które pozwoliłoby mi na relatywnie bezpieczny lot. Przede wszystkim szukałem miejsca, w którym nic nie blokowałoby wiatru. Zwykła plaża nie była odpowiednia, bo wiatr musiałby wiać od brzegu, a to powodowałoby, że wirowałby i byłby bardzo nierówny. Rewa od dawna jest jednym z moich ulubionych spotów do uprawiania kitesurfingu i tym razem idealnie nadawała się do zrealizowania zaplanowanej akcję. Dzięki Paulinie Ziółkowskiej ze szkoły Aloha udało mi się dostać pozwolenie od miasta Rewa, co przełożyło się na dzisiejszy efekt. 

3. Zanim udało się wzbić w powietrze najpierw były trzy nieudane próby. Co zdecydowało o sukcesie?

Miałem jedną próbę, która o mały włos nie skończyła się katastrofą. Auto trochę za szybko zaczęło przyspieszać, a ja zacząłem błyskawicznie lecieć do góry. Hałas był przeraźliwy, naprężenie na linkach tak duże, że widziałem jak sprzęt zaczyna się napinać do granic możliwości, a ja nie mogłem sięgnąć liny za plecami i się wypiąć. To był też moment, który wymagał ode mnie pełnego skupienia i wyciszenia w sobie głosu paniki, która zaczęła narastać. Odruchowo zacząłem wypychać ręce do przodu, a to spowodowało, że napięcie przełożyło się już tylko na dwie środkowe linki (czyli najgorzej!). W końcu udało mi się wypiąć i w momencie opadania miałem nad sobą latawiec, który zadziałał jak skrzydło samolotu skierowane w dół w stronę ziemi. Zacząłem niespodziewanie lecieć pod wiatr w stronę brzegu z ogromną prędkością, skierowany tyłem do lądowania… tak tyłem, bo muszę jeszcze wspomnieć, że w momencie wypięcia przy tak dużej prędkości odwróciło mnie tyłem do kierunku lotu. Moi koledzy, którzy kręcili materiał zaczęli krzyczeć w obawie, że spadam i to szybko. Tu na szczęście zadziałały odruchy. Konsekwentnie obróciłem głowę, żeby dokończyć rotację, kiedy skończyłem obrót byłem już nad samym brzegiem – udało mi się w ostatniej chwili pociągnąć mocno latawiec w jedną stronę i wylądować przy samym brzegu, ale po lądowaniu byłem naprawdę przerażony. Właściwie chciałem już wtedy odpuścić, ale miałem do zrobienia coś więcej, więc pomimo głosu rozsądku, który krzyczał - ,,daj sobie spokój” - ustaliłem z moim przyjacielem prędkość, kąt i miejsce, w którym zaczynamy ostatnią próbę, i zrobiliśmy to! Wisiałem na 68 metrach trzymając jedną ręką bar (drążek sterujący) patrząc na wysokościomierz, a drugą ręką przygotowując się do wypięcia liny i w końcu to zrobiłem! Nie mogłem uwierzyć patrząc na auto i ludzi, którzy wyglądali jak kropeczki na plaży. Po wypięciu zaliczyłem najdłuższy i najpiękniejszy lot w swoim życiu, po lądowaniu nogi aż ugięły mi się z radości – to był jeden z najwspanialszych momentów w moim życiu.

4. Mimo, że zdawałeś sobie sprawę, że to realne zagrożenie, nie odpuściłeś. Sic! Prawdziwy fighter z odrobiną szaleństwa!

Odpowiem zupełnie uczciwie, wszystko się udało (i o to chodziło), jednak ja miałem całkowitą świadomość tego co mogło się wydarzyć. 68 metrów to wysokość, która absolutnie kończy jakiekolwiek spekulacje na temat tego czy mógłbym przeżyć upadek czy nie. Mogłem spaść na brzeg lub wodę o głębokości 2-3 metrów, a nawet samo zderzenie z wodą byłoby śmiertelne z takiej wysokości, ale tak to już jest, że jak leciałem do góry to nie chciałem się poddać. Miesiąc przed akcją budziłem się spocony w nocy, bo śniło mi się, że spadam. Może część z was zna to uczucie jak skaczecie z wysokości do wody i czujecie jak organy wewnątrz podnoszą się do góry? Ja miałem to uczucie w trakcie snu i nie mogłem się obudzić, wiedząc, że upadek będzie śmiertelny. To były momenty w których myślałem sobie: ,,a po co mi to…”, ale mam w sobie taką cechę, która nie pozwala mi się wycofać i jak coś sobie zaplanuje to muszę to zrobić. Wiedziałem też, że taką adrenalinę czuje się tylko parę razy w życiu. Zrobiłem co mogłem, żeby próba była możliwie najbezpieczniejsza, razem z producentem sprzętu zwiększyliśmy 3-krotnie wytrzymałość każdej linki, wzmacniałem mocowania, testowałem napięcie na linkach, testowałem sprzęt za łodzią na bezpiecznej wysokości, miałem świetnego kierowcę, jednak nadal ryzyko było spore. Nie jest to absolutnie sprzęt do takich lotów biorąc pod uwagę chociażby napięcie na linkach, które miały wytrzymać moją wagę + wagę mokrej liny + zmienną siłę z jaką ciągnie samochód. To nie jest też paralotnia, tylko latawiec do uprawiania kitesurfingu. Odpowiadając, więc na pytanie, oczywiście, że się bałem i chyba właśnie dlatego to zrobiłem.

5. W sprawie tej akcji pojawiło się kilka kontrowersji, które chcemy rozwiązać. Pierwsza – ludzie pytają w jaki sposób została zmierzona wysokość skoku?

Tutaj długo zastanawiałem się nad wyborem sprzętu do pomiaru wysokości. Urządzenia z których koledzy korzystają w czasie zwykłych skoków uprawiając kitesurfing działają na zasadzie przeciążeń oraz drgań deski w powietrzu i na wodzie. W moim wypadku taka sytuacja nie miała miejsca, bo ja dosyć jednostajnie wznosiłem się w powietrze, dlatego skorzystałem z wysokościomierza używanego w nurkowaniu i wspinaczce. Najpierw przetestowałem sprzęt na krótszej linie za motorówką i ważne dla mnie było przytrzymanie jednej wysokości przez określony czas, aby wysokościomierz wskazywał jedną wysokość. Doleciałem do momentu kiedy lina nie była w stanie wyciągnąć mnie wyżej (kąt pod którym wyciągała mnie do góry po prostu nie mógł być większy) i wtedy poczekałem aż wysokościomierz się uspokoi i pokaże rzeczywistą wysokość. To było i tak więcej niż chciałem zrobić tego dnia, dlatego jestem naprawdę zadowolony z tego wyniku.

6. Drudzy z kolei zarzucają, że jest to samozwańczy rekord, ponieważ w mediach nie pojawiła się wzmianka o komisji Guinessa, która by owy rekord zatwierdziła. 

Odpowiem na to w bardzo prosty sposób, czy ktoś próbował kiedyś zorganizować komisję Guinessa? Bo ja tak… i po paru miesiącach prób nawet udało mi się zdobyć numer telefonu do kogoś kto odbierał czasem telefon w Wielkiej Brytanii. Wystarczy wejść na stronę Guinessa i spróbować zgłosić rekord, wersja ,,za darmo”, gdzie czas oczekiwania to parę miesięcy (jak mamy szczęście) i ktoś może nam odpisze. Natomiast wersja ,,ekspresowa” to koszt ponad 3 tysięcy złotych za czas do 6 tygodni tylko po to, żeby ktoś spojrzał na zgłoszenie. Potem przechodzimy do kosztów zaproszenia arbitra (lot pierwsza klasa, hotel + wynagrodzenie parę tysięcy euro, opłata za sprawdzenie czy można ustanowić taki rekord + opłata za korzystanie z logo Guinessa). Znaleźć się w księdze rekordów Guinessa to absolutnie moje marzenie, ale droga do zorganizowania takiego przedsięwzięcia to nie tylko bardzo długi i trudny proces, ale również bardzo kosztowny. Z drugiej strony cieszę się, że akcja jest kontrowersyjna, bo to oznacza, że ludzie tym żyją i tak miało być. Będąc już nastolatkiem wiedziałem, że nie można dogodzić wszystkim i należy robić po prostu swoje. Jak twierdziłem w liceum, że będę kiedyś żył z kitesurfingu, to większość osób mnie wyśmiewała, bo 99,9 % ludzi nie wiedziała co to w ogóle jest. Ja kocham kitesurfing całym swoim sercem i bardzo chciałbym, żeby rozpoznawalność tego sportu była jak największa. Co za tym idzie? Wsparcie dla młodych, ambitnych będzie coraz większe, ludzie będą mogli się realizować na międzynarodowej arenie, media będą pisały coraz więcej o kitesurfingu i każdy związany ze sportem będzie mógł się rozwijać. Dla mnie zabijanie każdej inicjatywy, która wspiera ten sport jest po prostu słabe. Najważniejsze jest, aby wychodzić z inicjatywą i ciągle się rozwijać niezależnie od innych, bo to napędza nie tylko nas, ale wszystkich wokół. Dopiero wtedy mogą spotkać nas wspaniałe rzeczy i możliwości. 

7.  No i rekord świata, zdaje się, że niejaki Jesse Richman kilka lat temu przy użyciu motorówki i liny od moto spadochronu wyleciał na wysokość 240 metrów. Twoja wysokość robi wrażenie, ale czy rzeczywiście to najwyższy lot na świecie?

Jesse to mój bardzo dobry kolega, z którym poznałem się na swoich pierwszych dużych zawodach na Hawajach kiedy mieliśmy po 16 lat. To naprawdę wspaniały, charyzmatyczny sportowiec, który niczego się nie boi. Oczywiście widziałem jego akcję i to jest coś niesamowitego – gość nie ma żadnych hamulców. Ja po prostu zrobiłem taką akcję jako pierwszy na świecie za samochodem, którego ogranicza wiele rzeczy m.in. odległość, którą możemy przejechać, czy miejsce w którym możemy to zrobić.

8.  Czyli reasumując jesteś pierwszym, który wzbił się na wysokość 68 metrów za pomocą wykorzystania auta jako wyciągarki?

Tak, i jestem z tego bardzo dumny, bo strzał adrenaliny był tak duży, że przez tydzień nie mogłem spać. Czuje się naprawdę spełniony. To było wspaniałe zwieńczenie sezonu! Jeżeli ktoś mnie zapyta czy zamierzam to powtórzyć i zwiększyć wysokość to odpowiem: nie, pomimo tego, że tak długi lot w powietrzu był wspaniały to jednak nie to jest sprzęt do latania na taką wysokość, ryzyko jest ogromne, a konsekwencje spadania byłyby najgorsze jakie można sobie wyobrazić. Jednak było to naprawdę jedno z najwspanialszych uczuć jakie przeżyłem i dlatego zamierzam kontynuować zabawę w powietrzu uzupełniając pasje do kitesurfing o paralotniarstwo i skoki z samolotu. To jest coś naprawdę niesamowitego.  \

 

 

galeria