Tomasz Chamera. Nowe oblicze PZŻ

Autor:
Michał Stankiewicz

- Chciałbym żeby związek rzeczywiście zmienił wizerunek, aby żeglarze pozytywnie zaczęli wypowiadać się o PZŻ po 4 latach kadencji – mówi Tomasz Chamera, nowo wybrany prezes Polskiego Związku Żeglarskiego. W szczerej rozmowie z Michałem Stankiewiczem i Klaudią Krause opowiada o nowym obliczu związku, nowych sportowych planach, a także trudnych sprawach - budowie mariny w Gdyni, konflikcie wokół ośrodka w Trzebieży i przyszłości portalu sailing.org.pl.

Po co istnieje Polski Związek Żeglarski?

Polski Związek Żeglarski jest organizacją, która ma przede wszystkim wspomagać działania żeglarzy - to motto, które przyświeca moim działaniom. Zamierzam żebyśmy stali się związkiem, do którego przynależność będzie stanowiła dumę, dając wymierne korzyści dla zwyczajnego żeglarza. Żeglarze powinni utożsamiać się z PZŻ, uzyskiwać nasze wsparcie w zakresie działań związanych chociażby z legislacją. Mamy pomagać łamać bariery, a nie być postrzegani jako dodatkowy podmiot utrudniający funkcjonowanie żeglarzom. Ostatnie lata przyniosły taki efekt w działalności sportowej, czas zmienić oblicze we wszystkich obszarach naszej działalności.

Czyli rozumiem, że związek ma pełnić wiele ról. A najważniejsza z nich?  Samorząd żeglarski?

Organizacja reprezentująca i wspomagająca żeglarzy. Na pewno nie ma być instytucją stricte biznesową.

Ale, taką jest obecnie.

Nie zgodzę się z takim stwierdzeniem chociaż taką próbowano z niej robić. PZŻ jest organizacją, której celem jest przede wszystkim zrzeszanie żeglarzy, ich reprezentowanie i realizowanie projektów związanych z żeglarstwem. 

Według statutu - PZŻ jest organizacją powstałą w celach niezarobkowych,  swoją działalność opierającą na pracy społecznej osób w niej stowarzyszonych. 

Wszyscy członkowie władz związku poza Sekretarzem Generalnym, nie pobierają wynagrodzenia. Oczywiście są pracownicy administracyjni i trenerzy, którzy pensje pobierają, bo ich zadaniem jest obsługa działalności bieżącej, wynikającej z realizowanych przez nas zadań. Czy związek ma zarabiać? Powinien, ale dla zabezpieczenia funkcjonowania swojego i potrzeb żeglarzy. W przypadku sportu oznacza to organizację przygotowań do igrzysk olimpijskich, mistrzostw świata, czy Europy, organizację imprez żeglarskich, rozwój sportu młodzieżowego i żeglarstwa paraolimpijskiego. Duża w tym rola i pomoc państwa - bądź co bądź sport i związek funkcjonują przede wszystkim dzięki dotacjom Ministerstwa Sportu i Turystyki. W zakresie realizacji upowszechniania żeglarstwa będziemy tworzyć projekty, które zainspirują środowiska samorządowe i sferę biznesową. Zadaniem projektów jest rozwój żeglarstwa w zakresie ilościowym i jakościowym,  a nie wzbogacenie kasy związku. 

Nie bez powodu pytam o zapis w statucie, zmierzam w kierunku ostatnich najgłośniejszych, niechlubnych inwestycji jakie poczynił PZŻ. Przede wszystkim portal sailing.org.pl zarządzany przez spółkę EPZŻ, a której to PZŻ przekazał ogromną kwotę 1,6 mln zł. Co z tym zrobicie?

Przede wszystkim przyjęliśmy założenie, że nie podejmujemy decyzji ad hoc. To jest projekt, który chcemy przeanalizować, aby ustalić, czy i w jaki sposób możemy te środki odzyskać. Aktualnie poza bieżącymi zobowiązaniami wynikającymi z zawartych przez spółkę umów, do minimum zredukowaliśmy wszystkie zbędne koszty – współpracownikom wypowiedziane zostały umowy, sprzęt pozyskany na działalność portalu zostaje w tej chwili zwracany do związku, nie prowadzimy aktywnych działań na samym portalu poza obsługiwaną przez pracowników związku działalnością sportową.

Formalnie te 1,6 mln zł trafiły do EPZŻ w formie pożyczki. Czy wiecie już na co zostały wydane? Na budowę mechanizmu, czy też wynagrodzenia?

Dzisiaj nie potrafię tego jasno powiedzieć. EPZŻ to oddzielny podmiot gospodarczy, do którego dokumentacji stopniowo docieramy. Jeżeli były nieprawidłowości z tym związane, pokażemy wszystkim, że nie wolno funkcjonować w sposób negatywnie oddziaływujący na środowisko żeglarskie. 

Czy poprzedni zarząd naraził PZŻ na straty? 

Wiążąca dla nas jest tutaj opinia komisji rewizyjnej, która nie przedstawiła takich zarzutów, wnioskując do sejmiku o udzielenie ustępującemu zarządowi absolutorium.  

Będą zmiany w zarządzie tej spółki?

Jak mówiłem wcześniej nie podejmujemy decyzji ad hoc. Problemem nie są tylko zmiany w zarządzie spółki, ale zasadność i pomysł na jej ewentualne funkcjonowanie.

Opisywaliśmy statut tej spółki w poprzednim numerze W Ślizgu! Prezesa można odwołać tylko w szczególnych przypadkach, jeżeli popełni przestępstwo umyślne, nie pojawi się w pracy przez pół roku lub obłożnie zachoruje.

Według statutu tak to wygląda, ale myślę, że w przypadku konieczności zmian z pewnością dojdziemy do porozumienia.

Czyli pan Jerzy Domański otrzyma propozycję odejścia za porozumieniem stron?

Jako nowy zarząd podjęliśmy decyzję, że nie będziemy podejmować działań bez pełnej analizy dokumentów, do których nie mieliśmy do tej pory wglądu. Nie wiemy jakie były podpisane szczegółowe umowy, jakie są zobowiązania spółki, więc pozostawiamy sobie jeszcze trochę czasu, żeby nie narażać związku na dodatkowe koszty.

Czekamy zatem na rozstrzygnięcie tej sprawy. Kolejna spółka należąca do PZŻ, która jest kontrowersyjna jeśli chodzi o sposób działania to Nowa Marina Gdynia. Ponad trzy lata temu ogłosiła wielką inwestycję, czyli zabudowę mariny w Gdyni za kwotę 160 mln zł. Póki co nic nie powstało, bo wciąż przedłużają się rozmowy z bankami na temat kredytowania, za to sporo pieniędzy wydano na wynagrodzenia 4 członków rady nadzorczej delegowanych przez PZŻ. Dodam, że pozostali 4 członkowie tej rady delegowani przez gdyńskie kluby zasiadają w niej społecznie.

Dokonaliśmy oczywistej zmiany przedstawicieli rady nadzorczej ze strony związku. Dzisiaj w radzie zasiadają: wiceprezes ds. morskich Bogusław Witkowski, skarbnik Jacek Pietraszkiewicz, Jarosław Kaniewski – osoba z poza związku, specjalista w tego rodzaju inwestycjach i ja. Jest to rozwiązanie na czas dokonania analizy i wgłębienia się w szczegóły, pozwalające określić aktualny status inwestycji. Podjęliśmy też uchwałę, że członkowie rady nie pobierają za to wynagrodzenia. Sądzę, że na dokonanie analiz potrzebujemy około dwóch miesięcy. Potem wprowadzimy kolejną reorganizację w składzie rady nadzorczej, co m. in. będzie wiązało się  z odejściem mojej osoby. W ostatnich dniach odwołaliśmy także prezesa zarządu spółki.

A czemu związek wcześniej nie reagował na te kontrowersje? Przecież nawet ZHP, który też ma jednego przedstawiciela w radzie nadzorczej Nowej Mariny Gdynia, pracującego społecznie, podnosiło, że delegaci PZŻ nie powinni brać pieniędzy za to. Zgodnie z bilansem jaki jest w KRS na pewno na wynagrodzenia prezesa spółki i 4 członków rady delegowanych przez PZŻ wydano do końca 2015 roku pół miliona zł. Nie ma danych za 2016, ale znając wysokość uchwalonych stawek miesięcznych można przyjąć, że na koniec 2016 roku kwota przekroczyła milion zł. Do tego dochodzi pierwszy kwartał 2017. 

Nie znam odpowiedzi na te pytania i nie przyjmę na siebie żadnej krytyki za działalność spółki z racji tego, że nie miałem z nią nic wspólnego. Byłem przedstawicielem zarządu niezaangażowanym w tą spółkę. Dzisiaj jako prezes mam obowiązek, żeby te sprawy wyjaśnić.

Czy nowa marina powstanie? Jak pan ocenia szanse?

Czekamy na decyzję komitetów kredytowych. Na dzisiaj tych środków nie ma. Dążę do tego żebyśmy dowiedzieli się na jakim etapie jesteśmy, jakie są realne szanse na uruchomienie tej inwestycji. W dniu 14 czerwca zaplanowane jest zebranie rady nadzorczej, gdzie m. in. zostanie przedstawiony bilans 2016 roku. Te sprawy będą upublicznione, tym bardziej, że zaangażowane zostały środki dotyczące całej społeczności żeglarskiej. 

Mamy spółkę, które generuje koszty podobnie jak EPZŻ. Obciąża to kasę związku. Nie boi się Pan dalszych skutków hodowania takich „kwiatków”?

Mimo wszystko patrzę na to optymistycznie. W przypadku spółki Nowa Marina Gdynia paradoksalnie łatwiej będzie odzyskać zainwestowane pieniądze niż w przypadku portalu EPZŻ. Jest to majątek i projekt, który powinien przynieść korzyści, a przynajmniej zwrot zainwestowanych środków. EPZŻ to już jest inna sprawa, bo tych pieniędzy raczej nie odzyskamy.

Kolejna rzecz. Marina w Trzebieży, to miejsce też zapisało się niechlubnie w historii PZŻ. Dawny ośrodek szkoleniowy przez ostatnie kilka lat popadał w ruinę z powodu sporu pomiędzy dzierżawcą, a PZŻ. Czy wg pana związek w tym całym sporze zachował się właściwie? 

Zajmuje się żeglarstwem od 1978 roku. Hasło Trzebież zawsze kojarzyło mi się z problemem w działalności PZŻ, a dla środowiska sportowego stało się obiektem sarkastycznych żartów.

Czemu?

Ciągle mówiło się, że w Trzebieży są problemy, że mimo angażowanych środków finansowych związku, ośrodek nie funkcjonuje tak ja powinien.

W sensie szkoleniowym?

Trudno to oceniać, bo wychowałem się w środowisku gdyńskim i daleko mi do środowiska szczecińskiego, którego ośrodek był i jest swego rodzaju chlubą. Dzisiaj naszym zadaniem jest to uporządkować. Nie wiem czy uda się odbudować sławę jaką miał kilkanaście lat temu, ale na pewno jest to ośrodek, który powinien funkcjonować, żeby się utrzymać. Kto ma nim zarządzać – tego jeszcze nie wiem. Na nas ciąży jednak obowiązek, aby straty odbudować. Bardzo liczę na pomoc Zachodniopomorskiego Okręgowego Związku Żeglarskiego, ponieważ w tego typu projektach trzeba opierać się na strukturach lokalnych. Trudno zarządzać tym projektem z perspektywy zewnętrznej. Na dzisiaj status jest taki, że PZŻ i ZOZŻ powołały fundację, która ma przejąć funkcjonujący majątek ośrodka w Trzebieży, docelowo nim zarządzać, ale to kolejny temat, który mamy do rozwiązania.

PZŻ zgodnie z planem ma udzielić pożyczki na odbudowę ośrodka i związany z tym  podatek VAT. Macie pieniądze?

Zostały pozyskane środki z funduszy unijnych na modernizacje ośrodka. One oczywiście wymagają wkładu własnego. Kilka miesięcy temu byliśmy poinformowani, że 60% środków miało pochodzić z dotacji UE, a 40% z PZŻ. Finalnie te proporcje dokładnie się odwróciły, co wynika z podatku VAT, który związek musi zapłacić. Chcemy zrealizować ten projekt, bo nie wyobrażam sobie, żeby nie skorzystać z pozyskanych środków. Niezbędne jest doprowadzenie ośrodka do stanu użyteczności i zastanowienie się w międzyczasie jak dalej ma on funkcjonować, kto i na jakich zasadach ma tym zarządzać.

Jaka ma być funkcja Trzebieży? 

Trzebież nie będzie ośrodkiem, jakim była kiedyś, bo czasy się zmieniły. Według mojej wizji szkolenie na patenty żeglarskie ma być elementem upowszechniania żeglarstwa. Jednotorowa ścieżka pozwalająca uzyskać patenty państwowe lub uprawnienia związkowe ma stanowić jeden z elementów w naszej ofercie. Trzebież musi być mariną zorientowaną na turystów, przyjazną żeglarzom, która będzie atrakcją dla żeglarzy z całej Polski, dającą możliwości upowszechniania żeglarstwa wśród dzieci i młodzieży oraz korzyści dla żeglarzy z całej Polski, zrzeszonych w Polskim Związku Żeglarskim. 

Kontrolujecie fundację powołaną do odbudowy Trzebieży? 

Jeszcze nie kontrolujemy, prawdę mówiąc statut i umowa fundacji są tak stworzone, że nie możemy odwołać rady fundacji. Tak naprawdę pozostaje nam liczyć, że niektóre osoby same zrezygnują z zajmowanego stanowiska. W radzie fundacji zasiadają obecnie trzy osoby reprezentujące PZŻ i 3 osoby ze strony ZOZŻ. Zarząd fundacji to dwie osoby. Dotąd nie zatwierdziliśmy budżetów inwestycyjnych, a co za tym idzie nie przekazaliśmy jeszcze fundacji żadnych środków finansowych. 

Czy członkowie rady fundacji pobierają wynagrodzenie?

Na moją wiedzę nie. Umowy o pracę zostały wcześniej zawarte z przedstawicielami zarządu. 

Według pana powinni być wynagradzani?

Zostały zawarte umowy i po stronie rady fundacji leży egzekwowanie zakresu obowiązków. Jak dotąd nie wywiązano się z podstawowych rzeczy, czyli przejęcia ośrodka przez fundację, które miało nastąpić do 30 kwietnia.

Dogadujecie się z ZOZŻ - em w tej kwestii?

Tak, moje relacje z ZOZŻ em są bardzo dobre.

Przed panem trudne zadanie. I nie tylko chodzi o Trzebież, Gdynię, portal. Czy ta zmiana faktycznie jest autentyczna? Znaczna część nowego zarządu była w poprzednim. Jak chcecie przekonać ludzi, że naprawdę chcecie zmian?

Nikogo nie przekonamy tym, co obiecujemy, tylko tym co zrealizujemy. Pewnie i mnie wiele osób nie do końca utożsamia z czymś nowym w PZŻ. Podkreślę jednak, że spośród 15 członków zarządu pozostały tylko 4 ze starej kadencji. 

Ale za to te kluczowe!

Nie zamierzam polemizować, ale jest nowy prezes, dwóch nowych wiceprezesów, nowy skarbnik. Ponadto zarząd nie działa jednoosobowo, decyzje są podejmowane kolegialnie.

Nie boi się pan, że będzie zakładnikiem starych układów?

Nie boję się i nie będę. Prawdę mówiąc nie zakładam, że takowe istnieją.

Wierzy pan, że osoby, które zostały w zarządzie, teraz zaczną myśleć zupełnie inaczej? Oczywiście pan jest prezesem, zapowiada pan liczne zmiany, ale zarząd decyduje w głosowaniu. 

Nie zgodzę się z opinią, że te osoby muszą zmienić swoje postępowanie i przyzwyczajenia, obecni wiceprezesi ds. morskich i ds. szkolenia to osoby, które często wyrażały dyskomfort w związku z wcześniejszym funkcjonowaniem  PZŻ. 

Dyskomfort w związku z pobieraniem wynagrodzenia w Nowej Marinie Gdynia?

Nie zamierzam komentować spraw, w które nie byłem bezpośrednio zaangażowany.

Czy w tych wyborach udało się na tyle zmienić układ sił, że będzie miał pan wolną rękę do odnowy i zmian?

Dzisiaj w zarządzie jest sporo młodych ludzi, niektórych jeszcze młodszych ode mnie, a wciąż nie uważam się za starego (śmiech), którzy mają inne spojrzenie na rzeczywistość. Ostatnie wybory i wynik pokazały, że przesunęliśmy się w kierunku spojrzenia nowatorskiego. Przedstawiając moje propozycje programowe, jestem pewien, że uda nam się funkcjonować zgodnie z oczekiwaniami środowiska. Czy można to zrobić? Przykładem jest Polski Związek Piłki Nożnej, który był postrzegany jeszcze gorzej niż wiele innych, w tym PZŻ. Za kadencji Zbigniewa Bońka i osób, które udało mu się zainspirować do współpracy ten związek przeszedł niesamowite przeobrażenie, doszły do tego dobre wyniki sportowe reprezentacji. Oczywiście mówimy o zupełnie innej skali finansowej.

Chce Pan być Bońkiem żeglarstwa?

Daleko powiedziane (śmiech), bo mam swoje nazwisko i znam wartość samego siebie. Ale, chciałbym, żeby PZŻ rzeczywiście zmienił wizerunek, żeby tak jak kibice zaczęli pozytywnie mówić o PZPN, tak chciałbym żeby nasi żeglarze zaczęli pozytywnie wypowiadać się o związku po 4 latach naszej kadencji.

Czy będą zmiany personalne w związku?

Za wcześnie o tym mówić, ale na pewno przeorganizujemy funkcjonowanie biura.

Stanowisko Sekretarza Generalnego?

Sekretarz Generalny pochodzi z wyboru Sejmiku, to stanowisko nie jest w gestii prezesa, czy zarządu. Natomiast udzielając sekretarzowi rekomendacji postawiłem warunek, który wcale nie był żartem. Musi nastąpić zmiana w zakresie funkcjonowania samego biura, które jest jedną z podstawowych wizytówek związku. W niektórych działach wszystko jest dobrze poukładane, bo mamy bardzo dobrych pracowników. Są jednak obszary, które dla wielu żeglarzy stanowią dyskomfort. Zakładam, że Sekretarz Generalny będzie przy tym pomagał.

Na ile medali liczy Pan w Tokio?

Głównym założeniem jakie postawiliśmy sobie z wiceprezesem ds. sportu Mateuszem Kusznierewiczem jest to, żebyśmy z każdych igrzysk wracali z medalem. Patrząc realnie, uważam, że dzisiaj mamy szansę na co najmniej dwa medale. Zdecydowanie najsilniejszy jest nasz windsurfing. Brązowy medal mistrzostw Europy w klasie 470 niesie za sobą jeszcze wiele niewiadomych. Dużej techniki dyplomacji sportowej wymagało ode mnie uzyskanie zgody na start Joli Ogar od Austriackiego Związku Żeglarskiego. Mamy silne załogi w klasie 49er. Liczę przede wszystkim na zaangażowanie Mateusza Kusznierewicza, domówienie się z Karolem Jabłońskim, wciągnięcie Dominika Życkiego i stworzenie tzw. „performance team”. Ten zespół będzie pomagać ukierunkowywać przygotowania żeglarskie w zakresie sprzętu, strategii techniki regatowej i analizy. Trzeba nauczyć naszych zawodników jak wygrywać jednocześnie mistrzostwa świata i zdobywać medal na igrzyskach.  Będzie to jeden z najważniejszych priorytetów działalności związku. Bardzo chciałabym żebyśmy z Tokio wrócili z dwoma medalami, chociaż to trudne wyzwanie.

Powstanie nowe ciało. A nie lepiej bezpośrednio pomóc zawodnikom i trenerom, żeby pieniądze wprost szły do nich, a mniej właśnie na zarządzanie i administrację?

Wprawdzie sport to przysłowiowa studnia bez dna, jednak nie sądzę, żeby ktokolwiek z naszych najlepszych zawodników i trenerów mógł na coś narzekać.

Tego nie wiem. Pytam tylko czy nie lepiej maksymalnie upraszczać struktury?

We współczesnym sporcie wyczynowym na wynik pracują zespoły. Karol pokazał się jako wiceprezes ds. sportu i największym jego dyskomfortem było to, że działał społecznie. Jako osoba w sztabie szkoleniowym PZŻ jest w stanie wnieść dużo więcej niż wcześniej jako wiceprezes do spraw sportu i takie jest nasze założenie. Powiem nieco przewrotnie - zbyt dużo energii do tej pory przeznaczaliśmy na zawodników, którzy nie generują wyniku i być może nigdy go nie wygenerują. Brakowało nam do tej pory pełnej koncentracji na zawodnikach typu medaliści windsurfingu, grupa  49er, czy  470 oraz najbardziej utalentowanej młodzieży, która już zdobywa medale imprez juniorskich. To musi być nasz główny cel, bo ci zawodnicy będą przynosić medale. Pozwoli nam to pozyskiwać więcej pieniędzy, promować żeglarstwo, dzięki czemu będziemy mogli rozwijać innego rodzaju działalności. Nie mówię, że mamy zaniechać innych działań, bo projekty upowszechniania żeglarstwa będziemy kontynuowali. Chodzi tutaj o przeniesienie granicy między sportem kwalifikowanym, wyczynowym, a żeglarstwem dla przyjemności. Jesteśmy związkiem sportowym i siłą rzeczy na tych działaniach musi nastąpić koncentracja środków i energii.

Energa dalej będzie sponsorem kadry?

Energa raczej nie będzie sponsorem kadry, polityka spółek skarbu państwa jest teraz nieco inna.

Prowadzicie rozmowy? 

Jeśli nie uda się kontynuować współpracy z Energą poszukamy innych partnerów. Na rozwój żeglarstwa powszechnego zabezpieczyliśmy środki, które pozyskaliśmy z Ministerstwa Sportu i Turystyki. Jest to 440 tys. zł, które wspomożemy środkami własnymi związku. Celem programu jest upowszechnianie żeglarstwa w różnych rejonach Polski. Jeśli nie uda się dojść do porozumienia z Energą, to będziemy szukali innych partnerów. Pewnie nie uda się już w tym roku, ale wierzę, że zrealizujemy to w kolejnych latach, bo jesteśmy wiarygodnym partnerem. Na pewno będziemy kontynuowali także projekty współpracy z Volvo Car Poland.

No to z niecierpliwością czekamy na pierwsze efekty.