Dziewczyny, chodźcie na regaty

Autor:
Klaudia Krause

- Świat jachtów powyżej 40 stóp to wciąż domena facetów. Chcemy to zmienić – mówi Ane Piżl, manager Teamu Shekle. Kobiece, feministyczne, kolorowe i silne, rozsiane nie tylko po Polsce, ale i po Europie. Co je łączy? Celem dziewczyn jest start w Mistrzostwach Europy w wyłącznie kobiecej załodze, aby – przede wszystkim – przełamywać stereotypy i wykrzyczeć głośno: „Dziewczyny, chodźcie na regaty”!

Kobiet w żeglarstwie jest znacznie mniej niż mężczyzn, choć w ostatnich latach proporcje zmierzają w stronę równowagi. Wy postanowiłyście wziąć sprawy w swoje ręce?

Ane Piżl (Manager Teamu Shekle, dziobowa): Zdecydowanie! Pomysł na kobiecy team powstał właśnie w odpowiedzi na fakt, że na dużych jachtach regatowych jest cały czas za mało dziewczyn. Naturalnie jest w Polsce sporo świetnych, inspirujących nas żeglarek, jednak zdecydowana większość z nich ściga się na mniejszych jednostkach. Świat jachtów powyżej 40 stóp to wciąż domena facetów. Chcemy to zmienić. Na świecie pojawia się coraz więcej teamów kobiecych – jest ich dużo w Anglii, w Niemczech, we Francji. Zebrałyśmy się, by taki amatorski team działał również w Polsce. Nasza inicjatywa ma przede wszystkim zachęcić dziewczyny do żeglarstwa morskiego na dużych jachtach. 

W 2016 roku w waszym teamie pojawiło się 24 silnych kobiecych osobowości. Musicie przyznać, że to bardzo duży sukces! Wydaje się, że znakomicie wypełniłyście niszę. Taki był plan?

Maja Steigüber (trymerka grota i spinakera): Bardzo nas to cieszy. Taki właśnie był nasz cel. Wszystkie dziewczyny, które z nami pływały spisały się fantastycznie. Szybko się uczyły, wykazały determinację i chęć walki. Każda z nas ma przecież życie prywatne, rodzinne i zawodowe, które często wypełnia czas po brzegi. Jest dziewczyna, która wykłada na uniwersytecie, jest psycholog, terapeutka, właścicielka sklepu sportowego, ratownik medyczny, dziewczyna, która organizuje festiwale muzyczne, ale to nie przeszkadza nam działać razem. Najważniejsze w tym jest przełamanie stereotypów. Żeglarstwo nie jest tylko dla mężczyzn, ale również dla kobiet. A realizacja pasji nie musi być wiązana z kolejnym szpagatem pomiędzy życiem zawodowym, rodzinnym i żeglarskim, który my kobiety musimy robić. Ten projekt ma pokazać, że na żeglarstwo zawsze można znaleźć czas, a świat żeglarski jest nam kobietom bardzo przychylny. Trzeba tylko chcieć. 

Zastanawiam się czy nie jest trochę tak, że jak zajmujecie wysokie pozycje to budzicie podziw właśnie za to, że jesteście kobietami, a nie za uzyskany wynik?

Maja Steigüber: Myślę, że na początku rzeczywiście tak było. Ale z biegiem czasu udało nam się pokazać na co nas stać. Reakcje naszych kolegów żeglarzy są fantastyczne. Bardzo nam kibicują i wyrażają wsparcie dla naszego projektu, co nie zmienia faktu, że na wodzie odbywa się zdrowa rywalizacja.

Shekle – zdrowy feminizm? To odpowiedni synonim?

Ane Piżl: Tak, Shekle to projekt w równym stopniu żeglarski, co feministyczny. Startujemy, by mówić o tym, że płeć nie tworzy żadnych ograniczeń, że kobiety są silne i mogą realizować swoje marzenia w takim samym stopniu jak mężczyźni. Ten nasz feminizm jest pozytywny, zakręcony, sportowy i dynamiczny. Co więcej wspierają nas w tym projekcie również mężczyźni, bo inteligentni, otwarci faceci, to też zazwyczaj feminiści. Cieszy nas ta współpraca i wspólne zmienianie świata na lepsze - małymi krokami.

To co działa u mężczyzn, nie zawsze zadziała u kobiet, i odwrotnie. Jaką przewagę może mieć załoga damska?

Basia Piżl (dziobowa):  Myślę, że trudno mówić o przewadze załóg damskich, bez ocierania się o stereotypy... a nie o te nam przecież chodzi. Każdy team ma mocne i słabsze strony i mogą być one różne, niezależnie czy są w nim kobiety czy mężczyźni. Myślę, że to co działa u nas, to wspólna chęć i zainteresowanie promowaniem żeglarstwa na dużych jachtach wśród kobiet. Dla każdej z nas, jak mówiła wcześniej Ane, to ważny element projektu. 

Co z siłą fizyczną? Odpowiednie trymowanie sprzętu, dobra technika czy czytanie wiatru są w stanie w jakimś stopniu zastępować mięśnie? Macie na to swój przepis?

Maja Steigüber: Teamwork! Oczywiście każda z nas przygotowuje się skrupulatnie do regat. Są to treningi kondycyjne i siłowe, ale naszym przepisem na żeglarstwo jest właśnie współpraca. Team Shekle znajduje się na początku drogi sportowo-żeglarskiej – zdobywamy doświadczenie i uczymy się. Ale jest to właśnie cel naszego projektu. Mając wspólną pasję chcemy nią zarażać innych. Chcemy pokazać, że żeglarstwo jest dla wszystkich bez względu na płeć czy doświadczenie. Chcemy głośno powiedzieć: „Dziewczyny, chodźcie na regaty!”.

Wszystkie jesteście Polkami? Patrząc na nazwiska nie jest to takie oczywiste. Skąd jesteście?

Maja Steigüber: Wszystkie jesteśmy Polkami, choć nie wszystkie mieszkamy w Polsce. Na treningi i regaty zjeżdzamy się z Warszawy, Łodzi, Poznania, z Gdańska, ale też z Berlina i Londynu.

Jak udaje wam się pogodzić treningi? Gdzie trenujecie?

Basia Piżl: Trenujemy w Gdańsku na zatoce. Czarterujemy 43-stopowy jacht regatowy Oiler.pl konstrukcji Judel Vrolijk. To bardzo stara regatówka, ale też bardzo utytułowana. Plany treningowe ustalamy przed sezonem, by każda z nas mogła dostosować sprawy osobiste, zawodowe do treningów. Podczas treningów koncentrujemy się głównie na manewrach. Szybka zmiana żagli przednich, sprawne trymowanie, optymalizacja siły, podział stanowisk to chyba najważniejsze punkty treningów. Ważne jest zgranie załogi, a to wymaga czasu. 

Czy ktoś może jeszcze dołączyć do waszej załogi?

Basia Piżl: Na pokładzie zawsze mamy parę wolnych miejsc, przeznaczonych dla osób, które chciałyby wyplynąć z nami na trening i regaty. 

Działacie rok, a już macie za sobą całkiem spore osiągnięcia, m.in.  5. miejsce w Żeglarskim Pucharze Trójmiasta, 3. miejsce w Nord Cup w klasie Open czy 5. miejsce w nocnych regatach Gdynia-Władysławowo-Gdynia 2016. Shekle to ciągle projekt społeczno-sportowy czy już bardziej regatowy?

Ane Piżl: Trudno mówić o naprawdę dużych osiągnięciach. Cieszą nasze sukcesy – bo jak na jeden sezon wspólnego pływania – udało się nam kilka razy wystartować, ale jesteśmy na absolutnym początku naszej sportowej drogi i Shekle to zdecydowanie amatorski team. Dajemy z siebie wszystko, żeby każdy wyścig przepłynąć na 100%, jednak większość z nas dopiero zaczęła swoją regatową przygodę. To też jest zresztą elementem projektu – chcemy pokazać, że żeglarstwo regatowe można zacząć w dowolnym wieku i świetnie się przy tym bawić! 

W tym roku postanowiłyście podnieść poprzeczkę, planujecie start w Mistrzostwach Europy ORC w Gdańsku. Jednak zawsze musi być w tym wszystkim trochę prozy, bo aby realizować marzenia potrzebne są finanse… 

Maja Steigüber: Start w Mistrzostwach Europy ORC wymaga od nas dużego nakładu finansowego, jednak na takiej imprezie nie może zabraknąć polskich żeglarek - Shekli. Tym bardziej, że na regaty przyjedzie parę innych w pełni kobiecych teamów z innych krajów. Postanowiłyśmy zdobyć fundusze przez crowdfunding, tak by każdy mógł mieć swój wkład w sukces tego projektu. Sprawa jest ważna zarówno dla żeglarzy i całego środowiska, jak i dla kobiet – niezależnie od sportowych pasji. Dlatego mam przekonanie, że nie zabraknie osób, które będą chciały nas wesprzeć. Zbieramy fundusze na czarter jachtu Oiler.pl na czas mistrzostw i treningów, na wpisowe w regatach, paliwo i opłaty portowe. Już teraz dziękujemy całemu środowisku żeglarskiemu, które mocno wierzy w nasz projekt i mam nadzieję, że zobaczymy się w lipcu na mistrzostwach.