Opływają świat i... czekają na dziecko

Autor:
Arkadiusz Kus

Karolina i Mateusz Stodulscy postanowili spełnić swe marzenie i na pokładzie Sputnika II opłynąć Ziemię. - Teraz spodziewamy się dziecka w związku z czym Karolina musiała wrócić do Kamienia Pomorskiego. Jeśli będzie taka możliwość – po urodzeniu dziecka wróci na pokład. Ale już z naszą pociechą – przyznaje „W Ślizgu!” dumny żeglarz, z którym porozmawialiśmy podczas postoju w Cieśninie Gibraltarskiej. 

Podjęcie decyzji o podróży dookoła świata wymaga nie tylko ogromu czasu poświęconego na przemyślenia, ale również wielu wyrzeczeń. No i pieniędzy...

Pomysł rodził się od dawna. Żegluję całe życie, więc prędzej czy później Bałtyk musiał się dla mnie zrobić za ciasny. Koncepcja pojawiała się stopniowo, ale realnych kształtów nabrała, gdy pod koniec sezonu 2011 roku kupiłem w Szwecji Shipmana 28 czyli Sputnika II. Wcześniej były tylko marzenia i kolejne rejsy podnoszące kwalifikacje. Od tego momentu dysponowałem konkretną łodzią, która może nie jest tak nowoczesna i obszerna jak bym sobie tego życzył, ale pozwoliła mi na rozwinięcie dotychczasowych marzeń. 

Taki rejs to poświęcenie przede wszystkim dotychczasowej stabilizacji, która dla jednych jest całym światem, a dla innych tylko jego wąskim wycinkiem. Trzeba było praktycznie zrezygnować z dotychczasowej pracy, wynająć mieszkanie i sprzedać samochody. To były kroki, na które nie łatwo się zdecydować, bo nie mieszczą się w przyjętych ramach. 

Stałą załogą jestem ja i moja żona Karolina, która jednak na najbliższych kilka miesięcy musiała wrócić do Kamienia Pomorskiego. Na przełomie października i listopada spodziewamy się stałego powiększenia załogi. Gdy tylko będzie to bezpieczne przyleci z maluchem na jacht. Dodatkowo do rejsu dołączają czasem nasi przyjaciele. Jednocześnie na Sputniku II mogą w ten sposób żeglować w miarę wygodnie trzy osoby.

Po zakupie Sputnik II wymagał dużego remontu i tyle samo przeróbek. Skąd na to wszystko wzięliście fundusze?

Na czterdziestoletnim Sputniku II trzeba było wykonać mnóstwo pracy. Z Arturem Skakujem wymieniliśmy na jachcie instalację elektryczną opartą na podzespołach nowozelandzkich BEP Marine. Wszystkie kable udało się zgrabnie ukryć i poprowadzić do mahoniowej tablicy rozdzielczej, którą mój tata Mietek wykonał po sąsiedzku w warsztacie stolarskim. Na tablicy znajdują się trzy panele włączników, każdy po sześć przełączników z łatwo dostępnymi bezpiecznikami samochodowymi, woltomierz, UKF-ka, odtwarzacz CD z radiem i dwa gniazda 12V. Cała tablica jest dodatkowo zabezpieczona automatycznym bezpiecznikiem termicznym. Do zasilania instalacji służą dwie baterie. Akumulatory włączane są za pomocą panelu z trzema przełącznikami i regulatorem VSR. Ładowanie zapewnia nowy alternator, ładowarka sieciowa i dwa panele solarne. 

Od firmy Makanu otrzymaliśmy potężne wsparcie w postaci nowej tratwy ratunkowej. Dodatkowo do przetestowania nowe na polskim rynku cienkie maty z oddychającej włókniny. Żaglownia Sail Service wykonała cały komplet nowych żagli dla Sputnika II i sprayhood, który zabezpiecza kokpit przed bryzgami. Wszystko z najlepszych dostępnych tkanin. 

Dzięki internetowym poszukiwaniom kolegi Waldka Orszulaka udało się okazyjnie kupić używany samoster wiatrowy Windpilot Atlantic z pionowym statecznikiem i dodatkową płetwą sterową. 

Na dziobie jachtu wymieniłem zawory znajdujące się pod linią wodną i wlaminowałem wzmocnienia dziobu, żeby wytrzymał uderzenia setek tysięcy fal. Naprawiony został też pęknięty zbiornik na wodę oraz dodatkowo dokupiłem osiem wojskowych zbiorników elastycznych po 20 litrów każdy, jako rezerwę wody pitnej i kąpielowej. 

Kolega żeglarz Jurek Byczkowski – emerytowany kapitan żeglugi wielkiej – przekazał nam kilka swoich bezcennych skarbów, między innymi niezbędną literaturę i profesjonalny sekstant. 

W sezonie 2013 finansowo wsparła nas spółka Exalo, dzięki czemu mogliśmy zakupić niezbędne do remontu jachtu materiały, a w obecnym roku finansowo wsparł nas nasz Patron Honorowy Marszałek Województwa Zachodniopomorskiego, co pozwoliło nam na wykupienie rocznej polisy ubezpieczeniowej podróży. 

Sponsorów było znacznie więcej, za co raz jeszcze wszystkim dziękuję, Oczywiście wciąż szukamy dalszych. 

Co musiało znaleźć się w waszym bagażu? Nie może być ogromny, ale jednocześnie nie można o niczym zapomnieć. 

Bagaż w rejsie powinien się zmieścić w jednym dużym worku żeglarskim. To niełatwe zadanie. Oczywiście Karolina i ja jesteśmy na jachcie dłużej niż reszta dobieranej załogi, więc musieliśmy sobie pozwolić na nieco większą ilość gratów. Musi być odzież na każdą pogodę, to oczywiste. Podstawą zestawu jest oddychający sztormiak. Do tego śpiwór, kosmetyki, laptopy, aparaty fotograficzne, kombinezon piankowy, zestaw ABC do nurkowania, Crocsy do kajaka i chodzenia po wodzie, książki, których zawsze brakuje, słowniki i wiele innych szpejów. Nie można zapomnieć o dobrze wyposażonej apteczce i sprzęcie wędkarskim, który jednak rzadko udaje się skutecznie wykorzystać. 

W jaki sposób wyznaczaliście sobie trasę?

Ułożyłem ją zgodnie z kalendarzem meteorologicznym tak, aby w danym miejscu na Ziemi znaleźć się w najdogodniejszej porze roku, omijając strefy cyklonów tropikalnych i przeciwnych wiatrów. Chcemy także unikać rejonów szczególnie zagrożonych piractwem i chorobami tropikalnymi. Pierwotna trasa, która prowadzi na zachód wokół Ameryki Południowej z uwzględnieniem Cieśniny Magellana jest drogą wymarzoną, ale nie łatwą. Ze względu na planowaną w przyszłości żeglugę z dzieckiem będziemy ją najprawdopodobniej modyfikować i na drugą stronę kuli ziemskiej dostaniemy się tradycyjnie przez Kanał Panamski. Pierwszą modyfikację pierwotnej drogi wprowadzamy właśnie w życie, bo ze względu na powiększenie się rodziny zostaniemy przez kolejny rok w rejonie Morza Śródziemnego, czego na początku nie braliśmy pod uwagę. 

Których odcinków najbardziej się obawiacie ?

Jak już wspomniałem, najtrudniejsza jest żegluga przez Cieśninę Magellana, więc w obecnej sytuacji najprawdopodobniej z niej zrezygnujemy. Zakładałem też w drodze powrotnej żeglugę wokół Przylądka Dobrej Nadziei, ale to także nie miejsce sprzyjające rodzinnym wypadom. Po tych cięciach z trudnych odcinków pozostają trzy kilkutygodniowe przeloty przez Atlantyk, Pacyfik i Ocean Indyjski, gdzie trzeba być całkowicie samowystarczalnym. Ryzykowne jest też żeglowanie w rejonie Morza Czerwonego ze względu na zagrożenie piractwem, ale można temu zaradzić żeglując w ochranianym konwoju jachtów. 

Spędzacie mnóstwo czasu na wodzie, ale również schodzicie na ląd. Jak wyglądają wasze dni podczas tej żeglugi?

Czasem trzeba spędzić na wodzie dwie lub cztery doby i wtedy staramy się z mizernym zazwyczaj skutkiem łowić ryby, czytać książki, grać i śpiewać. Do marin dobijamy mniej więcej raz, dwa razy w tygodniu, jednak częściej stajemy na darmowych kotwicowiskach, bo nie stać nas na drogi luksus częstego nocowania przy kei. Do tej pory największe wrażenie zrobiła na nas francuska Bretonia, z wyspami Iles de Glenan, hiszpańskie wybrzeże Asturias z górami wyrastającymi z morza i portugalskie Algarve z lagunami i grotami w klifach, do których można wpłynąć kajakiem. 

Waszą podróż można nazwać wyprawą – marzenie. Jak będą wyglądały najbliższe miesiące?

Obecnie znajdujemy się w Cieśninie Gibraltarskiej na kotwicy po zawietrznej strony wyspy Tarifa. Od trzech dni szaleje wschodni sztorm „levanter” o regularnej sile 9B, który nie chce nas puścić na Morze Śródziemne i zmusza do ciągłego trzymania wachty kotwicznej i poprawiania kotwicy. Nie możemy nawet zejść na ląd, mimo że jesteśmy trzydzieści metrów od plaży bo zdmuchnęłoby nas z kajakiem na pełne morze, a poza tym cały czas trzeba pilnować jachtu. Jak już się przebijemy to najprawdopodobniej przez najbliższy rok będziemy penetrować śródziemnomorskie zakątki. 

No i znowu będzie potrzeba mnóstwo pieniędzy...

Fundusze własne właściwie już się skończyły. Pieniądze od sponsorów poszły w całości na przygotowanie jachtu. Teraz wszystko zależy od załóg, które dołączają do nas na poszczególnych etapach. Każdy kto z nami żegluje dorzuca się do kasy jachtowej i dzięki temu żeglujemy dalej. Nie są to duże kwoty, bo nauczyliśmy się żeglować bardzo oszczędnie. Ja zainwestowałem w jacht i kilka lat przygotowań, więc uważam taki układ za bardzo rozsądny. Czasem wpłynie honorarium za napisanie jakiejś relacji z rejsu, ale są to raczej drobne kwoty. Nie wykluczone, że będę musiał w którymś momencie zrobić przerwę w żeglowaniu i dorobić gdzieś po drodze. 

W jak zachowuje się Sputnik II – odpowiednio został przygotowany? No i pytanie: czy widzisz konieczność przyjazdu do Polski? Podróż potrwa jeszcze kilka najbliższych lat. 

 

Bardzo solidnie przygotowaliśmy jacht do rejsu, ale i tak mieliśmy jedną poważną awarię steru w Portugalii. Dzięki zabranym ze sobą narzędziom i wykorzystaniu sił pływów zamiast dźwigu, udało się z nią uporać bez ponoszenia istotnych kosztów. W takiej wyprawie trzeba być gotowym na różne rodzaje awarii i radzić sobie samodzielnie. Ceny napraw profesjonalnych zmasakrowałyby budżet rejsu. Jeśli chodzi o kontynuację rejsu: cztery lata, które planowaliśmy, stanowią tylko ogólną ramę rejsu. Nakreśliłem ją, zanim pojawiła się koncepcja powiększenia rodziny. Trasę modyfikujemy w zależności od potrzeb. Nie wiadomo czy zakończymy rejs za trzy i pół, dwa, czy cztery lata. Nie wiadomo jak odnajdziemy się w nowej sytuacji i czy wszystko pójdzie zgodnie z planem. Na razie patrzymy optymistycznie na rok 2015 i liczymy na to, że nie opuści nas szczęście, które do tej pory nam sprzyjało. Odwiedziny w domu są teraz koniecznością. Karolina już jest w Kamieniu, ja polecę na mniej więcej miesiąc w drugiej połowie października. W tym czasie zostawię jacht pod opieką kolegi. Powrót na stałe jest na razie na tyle odległy, że nie mamy zamiaru szczegółowo go planować. Najważniejsze jest, że mamy do czego wracać. Mamy swój dom, rodzinę i wspaniałych, sprawdzonych przyjaciół. Jeżeli będzie taka potrzeba, to możemy liczyć na ich pomoc. Reszta jest tylko kwestią podjęcia odpowiednich działań. 

 

Karolina i Mateusz Stodulscy mają  34 lata. Mieszkają w Kamieniu Pomorskim. Jak mówią: „znają się od zawsze”. Parę stanowią od 3 lat. Na miejscu Mateusz prowadził firmę specjalizującą się w obróbce stali nierdzewnej i konstrukcji balustrad oraz przez ostatnich kilka lat był specjalistą od wyceny nieruchomości w Agencji Nieruchomości Rolnych. Z wykształcenia jest socjologiem, podobnie jak Karolina. Ona jest urzędnikiem Starostwa Powiatowego w Kamieniu Pomorskim. W czteroletni rejs dookoła świata wypłynęli 3 maja 2014 roku. Od tego czasu odwiedzili wybrzeża Niemiec, Holandii, Belgii, Francji, Portugalii i Hiszpanii.