Było Rio, teraz Tokio

Autor:
Klaudia Krause

Polscy żeglarze wrócili z igrzysk w Rio bez medali. Najbliżej olimpijskiego podium był Piotr Myszka (AZS AWFiS Gdańsk), który zajął czwarte miejsce w klasie RS:X, poza nim do pierwszych dziesiątek zestawień trafiły dwie nasze załogi. 

W pięciu klasach startowało siedmioro Polaków. 4. miejsce Piotra Myszki, 8. Łukasza Przybytka i Pawła Kołodzińskiego oraz 10. Agnieszki Skrzypulec i Irminy Mrózek-Gliszczyńskiej potwierdzają stabilny, dobry poziom polskiego żeglarstwa, ale mimo wszystko pozostawiają mały niedosyt. Niewątpliwe jest, że zawodnicy pokazali 100% swoich możliwości. Jak oceniają swój występ?

 

Agnieszka Skrzypulec:

Te igrzyska były dla mnie bardzo ciężkie. Wiele rzeczy poszło nie po mojej myśli m.in. awaria bomu w 3. wyścigu, walka ze sztormem i w efekcie kolejne straty w sprzęcie, ale koniec końców cieszę się, że udało się wywalczyć start w wyścigu medalowym. Kolejny raz udowodniłyśmy, że jesteśmy bardzo silne psychicznie i nie oglądamy się za siebie. Wiadomo, że dużo lepsze miejsce było w zasięgu, wielokrotnie pokazywałyśmy, że jesteśmy w stanie kończyć zawody przed zawodniczkami z pierwszej 6., ale to nie były nasze regaty. 10. miejsce to był nasz plan minimum, kolejny raz pokazałyśmy, że znajdujemy się w światowej pierwszej dziesiątce zawodniczek. Przed nami kolejne 4 lata nauki i walki, mamy nadzieje, że zakończone świetnym startem w Tokio.

Irmina Mrózek-Gliszczyńska:

W Rio zrobiłyśmy swoje minimum. Igrzyska skończyłyśmy na 10. miejscu, chociaż nie ukrywam, że to nie było nasze spełnienie marzeń. Jestem zadowolona z tego, że od teraz nie tylko mogę nazywać się olimpijką (wiadomo prestiż :)), ale także, że rywalizowałam w wyścigu medalowym z najlepszymi laskami na świecie. Zastanawiam się tylko czy będę tęsknić za Rio skoro spędzałyśmy tam więcej czasu niż w Polsce. Przez ostatni rok jak było bardzo ciężko mówiłam sobie: „byle do Rio”, od teraz zaczynam się przestawiać na „byle do Tokio!”.

Piotr Myszka:

Igrzyska już za nami. Tak jak obiecywałem przed wyjazdem podczas zmagań na Igrzyskach Olimpijskich w Rio walczyłem o medal. Niestety, nie udało się. Zakończyłem rywalizację na 4. miejscu spadając z 3. w ostatnim wyścigu regat. Dla mnie osobiście 4. miejsce to porażka, gdyż nastawiałem się na medal. Patrząc obiektywnie to był dla mnie bardzo udany debiut i ogromne doświadczenie, które udało mi się zdobyć na tej imprezie na pewno pomoże mi przygotowaniach do kolejnej edycji Tokio 2020.

Małgorzata Białecka:

Przez ostatnie dwa lata spełniałam swoje marzenia. Realizowałam wręcz niemożliwe cele, ambitnie wyznaczając sobie kolejne. Wspięłam się na stromą górę, z której z hukiem spadłam, przy ataku szczytowym. Mimo, ze patrząc w lustro, z czystym sumieniem, mogę sobie powiedzieć, że zrobiłam wszystko co mogłam. W Rio zbyt dużo rzeczy nie zagrało, żeby teraz móc cieszyć się z dobrego występu. Po raz kolejny przekonałam się jak brutalny i bezwzględny jest sport. Moja historia z igrzysk nie będzie wesoła, ale będzie to zawsze historia, z której można wyciągnąć pozytywne wnioski. Tak jak powiedział mi jeden mistrz „igrzyska to tylko mała część życia”, które niezależnie od wyników toczy się dalej. Będą kolejne góry do zdobycia i mnóstwo, mam nadzieję, lepszych historii, nad którymi już zaczynam myśleć.

Paweł Kołodziński:

Jesteśmy zadowoleni z poprawy wyniku względem igrzysk olimpijskich w Londynie. Atmosfera panująca w zespole wykreowanym przez specjalistów z PZŻ stworzyły nam idealne warunki do walki w regatach olimpijskich. Wykorzystaliśmy swoją szansę i wywalczyliśmy 8. miejsce wśród najlepszych żeglarzy na świecie. Jechaliśmy do Rio z nastawieniem na 12. dobrych startów z indywidualnym podejściem do każdego po kolei. Częściowo nasze założenie zrealizowaliśmy. Aczkolwiek mamy poczucie, że kilka wyścigów powinniśmy zakończyć kilka pozycji wyżej.

Łukasz Przybytek:

Start w igrzyskach, dla mnie sternika w klasie 49er, był na pewno dużym wyróżnieniem. Był to sprawdzian naszych możliwości i tego, jak się przygotowaliśmy przez w sumie osiem lat. Zajęliśmy dobre 8. miejsce, chociaż pozostaje trochę niedosyt, bo wiemy, że popełniliśmy dość dużo błędów i nasz wynik mógł być lepszy, ale mimo wszystko jesteśmy zadowoleni z regat i wracamy z Rio z podniesioną głową. Mam nadzieję, że wyciągniemy z tego dobrą lekcję na kolejne lata żeglugi i na następnych igrzyskach pokażemy się z jeszcze lepszej strony.

Kacper Ziemiński:

Generalnie jestem dosyć rozczarowany. Pierwsze dwa dni były bardzo ciężkie. Pierwszego, kolizja nie z mojej winy, przez co złączyłem się z innym zawodnikiem i musieliśmy stanąć, aby się rozplątać. Drugiego byłem szósty i zostałem zdyskwalifikowany za przewinienie przez drugiego zawodnika, przez co tak naprawdę musiałem znowu zaczynać od samego dołu... Następne dni były bardziej szczęśliwe, ponieważ cały czas pływałem praktycznie z czołówką, lecz ten wielki bagaż z początku cały czas spoczywał na moich barkach. Udało mi się wywalczyć tylko 18. miejsce. Z drugiej części regat jestem zadowolony, ponieważ te miejsca dałyby mi start w medalowym wyścigu. Myślę, że na początku trochę zabrakło szczęścia, ale z drugiej strony temu szczęściu trzeba też pomóc.