WIN jak Winkowska! Najlepsza polska dziewczyna z latawcem

Autor:
Klaudia Krause

Trzy pierwsze litery jej nazwiska „win” mówią jednoznacznie – została stworzona do wygrywania. Przyjemna bryza i żar tropikalnego słońca zazwyczaj rozleniwiają,  jednak jej właśnie wtedy skacze adrenalina. Kilkukrotna mistrzyni świata oraz zdobywczyni Pucharu Świata, ostatnio również zwyciężczyni słynnego eventu Triple S, czyli prestiżowych amerykańskich zawodów na przeszkodach. Poza kitem interesuje ją wakeboarding, surfing i wakeskate. Oprócz sportu w wolnych chwilach pokazuje też typowo damskie oblicze -  lubi gotować, malować paznokcie i czytać książki. Karolina Winkowska, kobieta która oswaja wiatr i poskramia fale w specjalnym wywiadzie dla W Ślizgu!

Karolina, powiedz jak to jest być wielokrotną mistrzynią świata? Jak tu żyć, gdy spełniło się marzenia?

To nie do końca tak, marzenia mamy zawsze, jak jedno się kończy, w głowie powstaje kolejne. Jednak masz rację, z jednej strony czuję się spełniona. Zwyciężanie jest fajne, ale to tak naprawdę wisienka na torcie. Gdy wygrywam, wszystko wydaje się łatwe. Gdy przegrywam, analizuję, co poszło nie tak. Wiem, że taki sukces wymaga ogromnego wysiłku fizycznego oraz psychicznego.

To o czym marzysz teraz? 

O nowych trikach.

A niesportowo? 

O spokojnym życiu, bez kontuzji, chorób i innych przeszkód życiowych. Tak po prostu.

Kiedy po raz pierwszy miałaś do czynienia z kitesurfingiem?

Zaczęłam w 2004 roku, bardzo chciałam zobaczyć jak to jest, bo u mnie w rodzinie już wtedy pływali. Pierwszych lekcji udzielił mi tata, byłam wtedy przywiązana do niego sznurkiem, aby nie odlecieć. To właśnie tego dnia, zapalił się ogień w moich oczach, i chęć doskonalenia się w tym sporcie.  

Nie przypominam sobie żebyś zajmowała odległe miejsca, od zawsze byłaś w czołówce czy były jakieś słabsze epizody? 

Przez siedem lat z rzędu byłam w top 3, ale nigdy nie pierwsza. To było strasznie męczące. W dodatku w 2011 roku przyplątała mi się kontuzja kostki. Przez pięć miesięcy siedziałam w domu, bez kitesurfingu, choć paradoksalnie wyszło mi to na dobre. Podczas tego okresu miałam dużo czasu na zastanowienie się nad moją karierą, nad moimi życiowymi celami i nad tym czego chcę. Moją odpowiedzią był kitesurfing. Kitesurfing jest dla mnie jest najważniejszy.  Wtedy też zdobyłam nowego sponsora, a gdy w końcu weszłam do wody, okazało się że, po kontuzji pływałam praktycznie tak jak wcześniej! To było zaskakujące, ale pozytywnie!

Powstałaś niczym feniks…

To chyba dobre określenie, bo właśnie po tej kontuzji wszystko zaczęło układać się po mojej myśli. 2012 rok to mój przełomowy sezon - wtedy właśnie niespodziewanie wygrałam trzy ostatnie eventy Pucharu Świata federacji PKRA we freestyle'u i dzięki temu zdobyłam swoje pierwsze mistrzostwo świata. 

Dlaczego postawiłaś na sport? 

Ze sportem mam do czynienia od zawsze. Mój tata - zawodowy windsurfer, trenował i jeździł z nami na zawody od kiedy tylko pamiętam. Kiedy skończył karierę, zaczął jeździć na treningi i zawody ze mną i moim bratem. Najpierw to były narty, potem optymisty, snowboard, tenis, a w tygodniu basen, akrobatyka czy tańce. Całe dzieciństwo w ruchu, w super towarzystwie i na zawodach. Bo jak jeździłam na nartach, to startowałam w mistrzostwach Warszawy, na snowboardzie w Olimpiadzie Młodzieży, a na optymistach przepływałam wszystkie zbiorniki w Polsce.

No to duch rywalizacji towarzyszył ci od zawsze

Chyba tak, raczej nigdy nie zajmowałam się rekreacją ;) 

A dlaczego właśnie kitesurfing? 

Kitesurfing pojawił się w moim życiu, kiedy powoli zaczynałam być świadoma tego, co robię, jak to robię i po co to robię. Wydał mi się bardzo naturalny i bardzo szybko zaczęłam uczyć się nowych manewrów. Dawało mi to taką wolność, kontakt z naturą, no i te treningi w ciepłych krajach…

No właśnie! Kitesurfing to twoja praca.  Można wyobrazić sobie lepszą? Plaża, trochę pływania, wieczorem znajomi, chyba nie można za dużo narzekać ;) … ?

Wymarzona! Nie można narzekać. Nie wyobrażam sobie pracy przed komputerem. Uwielbiam sport, więc codzienny trening nie jest dla mnie problemem, a dodatkowo w jakich okolicznościach. Jednak nie jest to typowa sielanka. Za każdym trikiem są setki godzin pływania i treningów. Życie każdego zawodnika ze światowego topu to ciężka harówka: ćwiczenia, ćwiczenia, ćwiczenia.

Czasami zdarza się tak, że na zawodach brakuje wiatru. Co robisz w wolnym czasie? Masz czas na zwiedzanie? 

W trakcie zawodów najchętniej oglądam inne pojedynki, jestem całkowitym pasjonatem tego sportu, więc korzystam z możliwości oglądania najlepszych zawodników na żywo. Czy mam czas zwiedzać? Mam, ale nie jest tak, że każdy wyjazd temu poświęcam. Sto razy byłam w Egipcie, a tylko raz pojechałam zobaczyć piramidy i Dolinę Królów. Dla mnie priorytetem jest trening i zawody, dlatego wolę spędzać czas w wodzie. Zdarzają się dni że nie wieje, i to wtedy decyduje robić się inne rzeczy, ale też raczej związane ze sportem. Lubię kite’a, więc jeśli mam do wyboru wycieczkę i pływanie, zawsze wybiorę pływanie. Chociaż muszę przyznać, że nieźle poznałam Australię, bo stamtąd pochodzi mój chłopak.

No to teraz pewnie zasmuciłaś męską część czytelników… Abstrahując, da się połączyć ciągłe wyjazdy z życiem prywatnym? 

Tak, Alex jeździ ze mną, bardzo mi pomaga.

Jest Twoim trenerem? 

Alex chce żebym była najlepsza na świecie i nie popełniała żadnych błędów, a jak wiadomo każdy błędy popełnia. Jednak on pomaga mi je analizować, czasami nawet nakrzyczy, ale wszyscy wiemy, że niekiedy tylko w taki sposób da się zrobić postęp. W trakcie zawodów często się go pytam jakie triki mam wykonać, co poprawić… i to jest super - mieć taką osobę, która od zewnątrz widzi moje manewry i podchodzi do tego z zimną głową. 

Skąd się biorą triki, które wykonujesz? 

Z Internetu! (śmiech) - żartuje, ale jak chcę się nauczyć nowego triku to najpierw oglądam go sto tysięcy razy w Internecie, w zwolnionym tempie i analizuje dosłownie każdy ruch. Te manewry, które robimy są opisane w zasadach, więc przed każdymi zawodami możemy zajrzeć do takiej listy i zobaczyć co się tam znajduje, i ile punktów możemy za nie dostać. To jest około 30 trików i każdy ma około 5-6 kombinacji, więc jest to liczba policzalna. Wiadomo, że im więcej obrotów, przechwyceń baru za plecami - tym lepiej, ale na zawodach równie ważna jest pozycja i kontrola latawca na niebie, prędkość, amplituda skoku, graby (łapanie deski), i czyste lądowanie. Tak więc najtrudniejszy trik niekoniecznie dostanie największą ilość punktów. 

Gdzie tak naprawdę są różnice między wami podczas heatów? Triki na pierwszy rzut oka wyglądają podobnie, więc o co chodzi? 

Czy triki są podobne? Nie do końca, bo mimo wszystko kręcimy się w różnych kierunkach, w różnych osiach, i w różnych ilościach. Rzeczywiście z brzegu, może to tak wyglądać, ale uwierz mi, że jakbyś postała ze mną 30 min na plaży, to szybko zorientujesz się co oceniane jest lepiej, a co gorzej. Są też triki bardzo proste, za które praktycznie nie dostajemy punktów, ale dla zwykłego przechodnia wywołują największy efekt wow. Są to na przykład wysokie skoki do góry. 

Kto ustala, które triki są trudniejsze, a które łatwiejsze? 

No właśnie to jest w tym sporcie najfajniejsze - zawodnicy! Nie mamy związku, który stawia żelazne zasady. Dyskutujemy z organizatorami, sędziami, podpowiadamy. Niektóre zmiany są dla mnie korzystne, inne nie. Ale najważniejsze, że sami ustalamy reguły.

A można opracować trik, którego nikt jeszcze nie widział? 

Tak, ale jest to bardzo trudne, gdyż jest bardzo duża szansa, że ktoś z wakeboardingu to już wcześniej zrobił. 

Z wakeboardingu?

Nasze triki, w większości, były kiedyś zrobione właśnie na wake'u. Tylko, że one trochę inaczej wyglądają, bo tam płyniesz za motorówką, my - za latawcem. Jednak w większości to chłopacy kombinują z nowościami, dodając kolejne rotacje, w innych osiach z dziwnymi grabami. Dla dziewczyn to w dalszym ciągu jest walka z siłą i niemocą zrobienia tak dużych skoków. 

Miałaś taki, który robiłaś jako jedyna? 

Jest kilka trików, które zrobiłam jako pierwsza z dziewczyn, ale nie był on wymyślony przeze mnie, na przykład – KGB-Backroll, czyli obrót w tył, ale do połowy, i powrót tym samym torem. Dzięki niemu wygrałam właśnie zawody we Francji. Jednak poziom pływania jest bardzo wysoki i wszyscy cały czas kombinują.

Elita to tak naprawdę kilka dziewczyn, przyjaźnicie się?

Znamy się, ale czy się przyjaźnimy? Z jednymi bardziej, z innymi mniej. Kiedy byłam młodsza, było lepiej. Gdy zaczęłam wygrywać, stosunki się trochę ochłodziły (śmiech). Dziewczyny są jak walczące kocice, czasami chcą wygrać za wszelką cenę.

Ty też? 

Wydaje mi się, że mam do tego zdrowe podejście, dystans.

W tym roku nie ma zawodów Pucharu Świata we freestyle’u, dlaczego? 

Tak w sporcie czasami jest. To znaczy są międzynarodowe zawody we freestyle’u z nawet całkiem niezłymi pulami nagród, ale nie mają one rangi mistrzostw świata.  

Co w zamian?

Postanowiłam spróbować swoich sił w pucharze świata w sliderach KPL. 

Ostatni sukces to wygrana słynnego eventu Triple S? To był Twój pierwszy raz?

Triple S to event na przeszkodach, czyli sliderach i kickerach, nigdy wcześniej nie brałam udziału w tej imprezie. Było to dla mnie nowe doświadczenie, nowe miejsce, nowy format zawodów oraz nowe konkurentki.  Od 10 lat startowałam we freestyle’u z płaskiej wody. Teraz jak się tak wszystko pomieszało, postanowiłam zrobić coś innego, i zaczęłam również jeździć po przeszkodach.

Jak długo trenujesz na przeszkodach? Czy to fajniejsze od freestyle’u?

Trenuje od roku. Manewry na kickerach (skoczniach) są bardzo podobne do tego, co robiłam wcześniej - te same ruchy, podobne obroty. Tyle, że zamiast robić trik nad wodą, teraz robie je z wykorzystaniem skoczni albo slidera. Czy jest to fajniejsze? We freestyle’u jestem bardzo dobra, trenuje to w końcu od 12 lat, a na przeszkodach dopiero się uczę, jest tam tyle nowości, że czuję, jakbym zaczynała od początku!

Masz kogoś na kim się wzorujesz i kto Cię inspiruje do ciągłego rozwijania siebie?

Inspiruje się wieloma osobami, z różnych sportów. Bardzo lubię oglądać dziewczyny wakeboarderki, które robią bardzo podobne triki. 

Masz swoje ulubione spoty zawodnicze? 

Tak bardzo lubię trenować w Egipcie, bo jest blisko domu i woda jest turkusowa.

Jakieś hobby poza kite’m? 

Wakeboarding, surfing, wakeskate, wchodzenie po górach, ale lubię też gotować, malować paznokcie i czytać książki. Posiadam Kindla, więc mogę mieć wszystkie książki świata! Poza tym uwielbiam zupę ogórkową, chłodnik i gołąbki! Stek z kangura też jest całkiem niezły ;) 

Jakie plany na najbliższą przyszłość? 

Kolejna edycja The Queen of Hel jest już w trakcie przygotowań, także zapraszam wszystkie piękne panie na ten damski event. 

Za nami gorący okres igrzysk, na koniec aż się prosi żeby zapytać o kitesurfing i jego olimpijską przyszłość. Myślisz, że nadejdzie taki czas jak kite będzie jedną z dyscyplin olimpijskich? 

Mam taką nadzieję!