Trener Miarczyński

Autor:
Klaudia Krause

Choć Przemysław Miarczyński wywalczył doskonałe piąte miejsce w Mistrzostwach Europy w windsurfingowej klasie RS:X to powoli myśli o zakończeniu kariery zawodniczej i wdraża się w rolę szkoleniowca.

Brązowy medalista igrzysk olimpijskich w Londynie jest najstarszym i najbardziej utytułowanym zawodnikiem w polskim teamie i nie ukrywa, że od pewnego czasu coraz częściej myśli o zakończeniu kariery zawodniczej.

- Od jakiegoś czasu myślę o tym, że pora zakończyć ściganie w windsurfingu olimpijskim – mówi W Ślizgu! Przemek Miarczyński, zawodnik SKŻ Ergo Hestia. - Pomimo ogromnego doświadczenia coraz trudniej znaleźć czas i zmobilizować się do treningów przez to  wygrywać z młodymi i kończyć zawody na podium. To powoduje niestety spadek motywacji, a bez niej nie da się pracować na 100%. Nie ukrywam, że jest to dla mnie trudna decyzja po ponad 20 latach na wodzie jako zawodnik, dlatego daję sobie jeszcze chwilę czasu na zastanowienie – komentuje Miarczyński. 

W tym roku czeka go jeszcze kilka startów w zawodach rangi Pucharu Polski oraz w Mistrzostwach Polski, które odbędą się pod koniec września w Gdańsku. Rok 2016 jest dla Przemka Miarczyńskiego niezwykle intensywny. Już na początku kwietnia zaczął stawiać pierwsze kroki jako szkoleniowiec, a oprócz tego wspólnie z olimpijką w żeglarstwie Moniką Bronicką oraz starszym bratem, trenerem windsurfingu założył szkółkę żeglarską.

- Bardzo powoli wdrażam się w rolę trenera, przy współpracy z moim wieloletnim trenerem Pawłem Kowalskim oraz pozostałymi trenerami z Polskiego Związku Żeglarskiego. Mam też równolegle inne plany. W czerwcu tego roku wystartowaliśmy również z własną szkółką żeglarską MARINA POiNT, która znajduje się nad Jeziorem Wysockim w Chwaszczynie. Szukamy następców, a to świetne miejsce na obycie się z wodą i zapoznanie z tym pięknym sportem. Kiedyś, jako 7 letni chłopak, przy oczywiście ogromnym wsparciu rodziców, stawiałem pierwsze kroki na tym jeziorze – podkreśla czterokrotny olimpijczyk.

Popularny „Pont” do Helsinek przyleciał niemal prosto z Rio de Janeiro, gdzie na Zatoce Guanabara trenował wspólnie z Piotrem Myszką. Przez kilka dni zajmował mocną trzecią pozycję, ale ostatecznie ukończył fińskie regaty na piątej pozycji.

 

- Swój występ oceniam jako dobry. Niedosyt oczywiście pozostaje, ponieważ przez całe regaty byłem w trójce tracąc medal w ostatnim wyścigu. Na szczęście na rzecz młodszego kolegi z SKŻ Ergo Hestia Sopot Pawła Tarnowskiego – podsumowuje Miarczyński.