ALMAR SAILING

Autor:
Klaudia Krause-Bacia

Zastanawialiście się kiedyś jak wygląda dzień treningowy na szybkiej, olimpijskiej klasie Nacra 17? O tym wszystkim opowiedzieli W Ślizgu! Katarzyna Goralska i Kuba Surowiec, obecnie jedyny polski team pływający wyczynowo na tym dwukadłubowcu. Cel - Tokio 2020!

„Sopot, godzina 7:00, dzwoni budzik. Ubieramy się w sportowe ciuchy, jemy śniadanie i codziennie o godzinie 9:00 wspólnie z całą kadrą olimpijską spotykamy się w Ergo Hestii albo w Rehasporcie w Ergo Arenie na treningu motorycznym u naszego kadrowego trenera - Mariusza Golińskiego. Trenujemy wówczas wytrzymałość i siłę. W każdy wtorek i czwartek mamy treningi wytrzymałościowe, robimy interwały na rowerach stacjonarnych albo jak pogoda dopisuje to jedziemy na szosówkach na słynną pętle Reja. Gdy tylko skończymy poranny wysiłek, mamy chwilę oddechu i uzupełniamy kalorie. Jeżeli chodzi o jedzenie to stosujemy głównie dietę wysokobiałkową, ponieważ jako załoga musimy jeszcze przybrać kilka cennych kilogramów. Około południa spotykamy się ponownie, tym razem już w UKS Navigo - jednym z największych klubów katamaranowych na świecie. Standardowo, zaczynamy od przygotowania sprzętu, czyli dopasowania ustawień do panujących warunków wiatrowych i zafalowania. Tutaj, przy łódce jest już stały podział obowiązków. Przykładowo, jedno z nas jest odpowiedzialne za napinanie listew w grocie (Kuba), a drugie wiąże genakera, który wchodzi do bukszprytu (Kasia). Istnieje podział obowiązków, ale zawsze do końca walczymy wspólnie, bo od tego zależy nasz sukces. Mamy dwa kadłuby, więc roboty przy sprzęcie jest 2x więcej. Dużą wagę przywiązujemy do ustawienia optymalnych kątów foilów na łódce, ponieważ ma to ogromne znaczenie przy prowadzeniu tej łódki. Gdy naciąg na wantach, ustawienie sztagu, sterów i mieczy jest dopracowane przebieramy się w pianki, pakujemy Nacrę na wózek i ciągniemy ją na plażę. Zazwyczaj nie jesteśmy tu sami. Kolorowe żagle zalewają plażę, a następnie zatokę. Katamarany zjeżdżają do wody ze swoich wózków, by już po kilku sekundach unosić się na tafli wody. My postępujemy zgodnie z tym rytmem. Stawiamy grota, zakładamy trapezy, kapoki, kaski i wodujemy naszą jednostkę. Dopiero teraz zaczyna się ten najprawdziwszy trening! Wieje, słona woda unosi się dosłownie wszędzie. Realizujemy wiele różnych planów treningowych na wodzie w zależności od warunków i naszych potrzeb, na przykład pływamy od bojki do bojki „góra - dół” tzw. mini trasę i ćwicząc technikę manewrów. Po trzech godzinach wykończone ciało odmawia posłuszeństwa i powoli kierujemy się w stronę plaży. Jednak przed tym, tradycyjna runda honorowa obok sopockiego mola. To nasz mały rytuał (śmiech). Gdy dopływamy do brzegu wszystko dzieje się tak samo, ale w odwrotnej kolejności. Najpierw składamy łódkę, potem prysznic i suszenie pianek. Jednak najważniejsza na lądzie jest odprawa trenerska, w której dogłębnie analizujemy trening i wyciągamy wnioski. Wbrew pozorom, to jest tak samo ważne, jak czas spędzony na wodzie.  Żeglarstwo jest na tyle skomplikowanym procesem, że zawsze w jakimś polu można zrobić coś lepiej. Im więcej masz doświadczenia na wodzie, tym zdajesz sobie sprawę ile jeszcze rzeczy jest do zrobienia. Jeżeli chodzi o manewry, można dojść do perfekcji, ale do tego dochodzi zawsze inna trasa regat, którą można porównać do gry w szachy. W grę wchodzi wiele czynników, które trudno przewidzieć. Żeglarstwo to gra błędów - wygrywa ten, kto zrobi ich w trakcie wyścigu jak najmniej. My to wiemy i z każdym treningiem staramy się to wdrażać. Często dyskutujemy dobrą godzinę, a później w zależności od indywidualnych potrzeb wdrażamy rozciąganie albo trening kompensacyjny, na przykład bieganie, lub coś bardziej w formie zabawy / urozmaicenia  - squash albo ścianka wspinaczkowa. Gdy kończymy słońce zazwyczaj zbliża się ku zachodowi… a za rogiem czeka kolejny dzień i nowe wyzwania!”

 

Walka o Tokio

 

Ich głównym celem jest kwalifikacja na igrzyska olimpijskie w Tokio 2020. Robią wszystko, żeby zrealizować swoje marzenia. W Ślizgu! opowiadają o swoich planach, rozwoju i wyjedźcie do Australii i Nowej Zelandii.

Za wami już połowa sezonu, jak ją podsumujecie?

Za nami już zgrupowania w Portugalii, Princess Sofia Regatta, Puchar Świata w Genui i mistrzostwa Europy w Waymouth. To był nasz „grand tour”, który zaczęliśmy w listopadzie zeszłego roku. Nasz sprzęt wrócił do Sopotu dopiero w maju. Przed nami regaty i treningi w Kilonii, następnie będziemy trenować w naszym klubie UKS Navigo, gdzie mamy też cykl regat przy sopockich plażach i molo. Walczymy też żeby na koniec roku pojechać na mistrzostwa świata w Nowej Zelandii. W tym czasie zrobiliśmy duży postęp, szczególnie dzięki zgrupowaniom z Antonem Pazem - mistrzem olimpijskim Tornado.

Póki co zostaliście jedynym profesjonalnym teamem Nacra 17 w Polsce, czy w związku z brakiem stałego sparing partnera sytuacja ulegnie zmianie? 

Zawsze powtarzałem, że w naszym teamie siła polega na pracy zespołowej. Współpraca w załodze jest bardzo ważna, tak samo ważna, jak z drugą  załogą. Podczas treningów nawzajem pchamy się do przodu, mimo że na regatach walczymy między sobą. Niektórym jest to ciężko zrozumieć, ale nie ma innej drogi do sukcesu. Teraz sytuacja trochę się skomplikowała. Będziemy szukać załogi, z którą moglibyśmy nawiązać taka współpracę. Trzymamy kciuki za Tymka, żeby udało mu się wrócić z nową załogą. Jest też nowy polski duet juniorski, który uczy się pływać na Nacrze 17. Aktualnie rozmawiamy z kilkoma zespołami, często takie teamy jak my organizują wspólne zgrupowania, jednak to wiąże się z trenowaniem za granicą, a co za tym idzie większym budżetem.

No właśnie, jak wygląda sprawa finansowania? Czy są to środki własne, sponsorskie czy też z PZŻ? 

Jesteśmy w kadrze narodowej, mamy określony budżet, ale też wsparcie profesjonalnego zespołu specjalistów. Bardzo pomaga nam nasz sponsor tytularny - Almar, producent łososia, który mocno w nas wierzy. Wspierał mnie odkąd pływałem na A klasie, a teraz naturalnie podążył za moimi decyzjami i jest z nami przy projekcie Nacra 17. Są też inni partnerzy: miasto Sopot, nasz klub - UKS Navigo, firma spedycyjna Alfa Forwarding czy Sportpoland.com - dystrybutor marek sportowych. Jednak walka o igrzyska to duży projekt, częściowo pokrywamy wydatki z naszych „kieszeni” i mocno walczymy o następnych sponsorów, bo nie ukrywajmy, od tego zależy przyszłość naszego zespołu.

Jak oceniacie szanse na kwalifikacje olimpijską Tokio 2020?

Zdobywamy doświadczenie. Na wodzie czujemy się coraz pewniej, i mamy świadomość nad czym musimy popracować. Nasz główny cel to dobry występ w  Pucharze Świata w Genui 2020  i jeśli uda nam się pojechać - w mistrzostwach świata Auckland. Szukamy finansowania na wyjazd na MŚ i później na trening do Australii. Jest to bardzo kosztowne, ale wierzymy w ten projekt. Chcemy spędzić tam całą zimę i przepracować ją z wspomnianym Antonem Pazem. Jeżeli uda nam się wykonać ten plan, to myślę, że te szanse niezwykle rosną. Mając takie zaplecze, bylibyśmy w stanie powalczyć w Genui o ostatnią kwalifikację dla Europy.

 

Żeglarka pilnbie potrzebna

 

Jedna załoga seniorska trenująca regularnie w Sopocie w ramach kadry, dwie uczące się młodzieżowe załogi oraz jedna na południu Polski trenująca na własną rękę. To aktualny stan olimpijskiej klasy Nacra 17 w Polsce.

Tą jedyną seniorską załogą w kadrze jest Almar Sailing. Kilka tygodniu temu w kadrze był też Bendyk Świtajska Sailing, ale załoga rozpadła się, gdyż Anna Świtajska zrezygnowała w pływania.

-Głównym powodem były finanse – wyjaśnia Anna Świtajska. - Mam 21 lat, studiuję i trenuję, więc jestem całkowicie zależna finansowo od rodziców. Koszty kampanii olimpijskiej są naprawdę ogromne i nas po prostu nie stać na to, żeby kontynuować trenowanie żeglarstwa na poziomie profesjonalnym. To była trudna decyzja. Kusiło mnie, żeby zacisnąć zęby i liczyć, że może jakiś cud się zdarzy i pojedziemy do Tokio. Jednak po wielu rozmowach z rodzicami stwierdziliśmy wspólnie, że to nie ma sensu. Jestem sportowcem od 6 roku życia, wiem kiedy i jak walczyć z własnymi ograniczeniami i bardzo to lubię. Tutaj spotkałam się jednak z sytuacją, z którą sama nie mogę nic zrobić. To właściwie był typowy trening bezradności, a jako studentka psychologii wiem, że to największy zabójca wszelkiej motywacji i że w takich sytuacjach nie wolno tkwić, bo są niszczące. Sportu jednak nie porzucam. Zaczęłam startować w triathlonach. Pierwszy start już za mną i od razu stanęłam na podium! Jestem podekscytowana tym, co przyniesie przyszłość. Żeglarstwo wiele mnie nauczyło, pływanie na Nacrze 17 było wielką przygodą mojego życia, ale teraz czas na nowe wyzwania - komentuje.

Tym samym Tymoteusz Bendyk, który pływał z Anną Świtajską był zmuszony zawiesić projekt. Póki nie znajdzie nowej załogantki, będzie pływał na jednoosobowej A-klasie.

-W olimpijskim żeglarstwie nie ma cudów, żeby liczyć się w walce o medale trzeba spędzić masę czasu, potrzeba wytrwałości i środków na sprzęt, trenerów – wyjaśnia Tymoteusz Bendyk. - Niestety, jeśli któregokolwiek z tych elementów będzie brakowało, nie ma mowy o ściganiu się na najwyższym poziomie. Mimo ogromnego postępu poczynionego w czasie roku naszych treningów,  ciągle zmagaliśmy się z problemami budżetowymi, które w końcu doprowadziły do tego, że Ania straciła wiarę w powodzenie projektu. Nacra 17 jest łódką dwuosobową w formule mix, więc, póki nie znajdę dziewczyny, z którą mógłbym stworzyć załogę z perspektywą na poważne pływanie, jestem zmuszony zawiesić projekt. 

Jak wyjaśnia reprezentant Polski nie oznacza to jednak końca jego pływania na Nacrze 17.

- Jestem daleki od poddania się, jednak niestety na horyzoncie nie widać zawodniczek spełniający wszystkie wymogi związane z profesjonalnym żeglowaniem. Zapraszam do kontaktu każdą żeglarkę o wadze 56-64 kg, która chciałaby spróbować swoich sił w najszybszej i najbardziej widowiskowej klasie olimpijskiej. Nie myślę tylko o potencjalnych załogantkach, ale i sterniczkach. Dodatkowy warunek to pasja i gotowość na naprawdę ciężką pracę - apeluje Tymoteusz Bendyk.

Trenerem polskich zawodników Nacra 17 jest Filip Lipski z ramienia Polskiego Związku Żeglarskiego. 

- Do mistrzostw Europy w Weymouth pracowałem z dwoma załogami Kadry Narodowej PZŻ. Naszym celem było uzyskanie kwalifikacji olimpijskiej do Tokio 2020 i w dalszej perspektywie do Paryża 2024. Dla jednej załogi, która nadal trenuje cel ten jest ciągle aktualny. Co z drugą załogą? To zależy od tego czy znajdziemy chętną do trenowania załogantkę, o odpowiednich warunkach fizycznych – mówi W Ślizgu! Filip Lipski.

Istnieje też trenująca samodzielnie na południu Polski para Jakub Wyroba i Natalia Żywicka. Jak mówi Jakub Wyroba, aktualny mistrz Polski Hobie Cat 16, póki co jest to pływanie raczej amatorskie, jednak w przyszłości nie wykluczają walki w imprezach rangi mistrzowskiej. Team na co dzień trenuje na Jeziorze Goczałkowickim z grupą Katamarany Południe.