PÓŁWYSEP HELSKI, POLSKA RIVIERA KITESURFINGU

Autor:
Klaudia Krause-Bacia
Michał Stankiewicz

Ludzie przyjeżdzają tu, by nie tylko uprawiać kitesurfing. To osobna subkultura, która żyje rytmem natury - nikt nie przejmuje się tutaj makijażem, fryzurą czy ubiorem. Są korki, luksusów nie ma, a pogoda często kapryśna. Ale i tak wszyscy są zadowoleni. Witajcie na półwyspie!

Bartek już od 8 rano jest na nogach. Za nim tylko 3 godziny snu. Dzień wcześniej nie mógł ominąć koncertu jazzowego na Chałupach 6, a potem było ognisko u przyjaciół w sąsiednim Albatrosie. Nocne rozmowy z widokiem na zatokę przeciągnęły się. Krótki sen nie zraża go jednak – na dzisiaj prognozy pokazały „warun” – ma wiać około 15 węzłów – doskonałe warunki na kajta. W sam raz na średniej wielkości latawiec. Takiej okazji się nie pomija. Mocna kawa, jajecznica, a potem ubieranie pianki i żmudne rozkładanie latawca. Po kwadransie przygotowań jest już gotowy. Zaczyna się kolejny zwariowany dzień.

WIELKA SZKÓŁKA

Patrząc z perspektywy czysto sportowej, na półwyspie panuje „warun” doskonały. „Piaszczysta kosa”, czyli Półwysep Helski to dla wielu raj na ziemi. Nie ma wątpliwości,  że jest to największa baza sportów wodnych w Polsce, a jednocześnie jedno z najlepszych takich miejsc w Europie.

-Półwysep wciąż niezmiennie jest prawdziwą mekką szkoleniową w Polsce i myślę, że na skalę międzynarodową również - tłumaczy Dariusz Ziomek, właściciel szkółki Wake.pl. - Specyficzne, doskonałe warunki rozległej, bezpiecznej płycizny i często wiejący wiatr sprawiają, że wciąż ciągną tu rzesze tych, którzy naprawdę chcą się nauczyć kitesurfingu. Na windsurfingu uczą się już głównie małe dzieci, zaczynające przygodę ze sportami wodnymi. W prawdziwie wietrzne dni dominuje jednak kitesurfing oraz… surfing! - podkreśla.

Na półwyspie jest aż 12 kempingów i kilkadziesiąt szkółek. Sezon zaczyna się w zasadzie od kwietnia i trwa do października, jednak ci najzagorzalsi pływają również zimą. Niektórzy uważają to miejsce za narodowy spot, i chyba tak rzeczywiście jest. Od 14 lat nieprzerwanie odbywają się tu zawody Pucharu Polski w Kiteboardingu. Organizowane są też festiwale surferskie, czy dedykowane campy. Pierwszy latawiec pojawił się na Chałupach 3 prawie 20 lat temu, dzisiaj w każdy wietrzny dzień na horyzoncie widać setki kolorowych kite’ów.

- Płaska płytka woda daje komfort i bezpieczeństwo, stale rozwijające się kempingi, coraz lepsze zaplecze gastronomiczne podnosi komfort pobytu nawet w dni bezwietrzne i deszczowe. Aktualnie w systemie PZKite mamy zarejestrowanych przeszło 60 szkół z czego większość to szkółki znajdujące się na Półwyspie Helskim. Funkcjonują zarówno duże szkoły zatrudniające po kilkunastu instruktorów, jak i te mniejsze, tzw. bagażnikowe - komentuje Igor Czernik, prezes PZKite. - Co więcej, miejsce to staje się mega multisportowym spotem. Jeszcze kilka lat temu nikt by nie pomyślał, że na Bałtyku można uprawiać surfing. Okazało się, że niektórzy surferzy wpadają do nas nawet z odległych regionów Zachodniopomorskiego, podobno mamy tu najlepsze fale. Ostatnio zauważyłem, że na naszym spocie przy wejściu nr 10 pojawiły się kajaki morskie. Jest to duże wyzwanie również dla gmin, które powinny wspierać rozwój sportów wodnych, a nie tylko koncentrować się na szarym „Kowalskim” z parawanem w ręku.

MAGIA LAT 90

Nie byłoby jednak szkółek, zawodów i pielgrzymek miłośników kajta, gdyby nie wyjątkowa atmosfera miejsca. Ta towarzyszyła półwyspowi już w PRL-u. To przecież właśnie Chałupy - jak śpiewał Zbigniew Wodecki - były „Polish Barbados i Galapagos”, z których wykluła się późniejsza mekka surferów. 

- Po raz pierwszy przyjechałem na półwysep jako kilkulatek. Tata pływał już wtedy na windsurfingu, a my jako dzieciaki powoli przesiąkaliśmy jego pasją - opowiada Adam Strybe, który na półwysep zaczął przyjeżdżać w latach 90.  - Wakacje spędzaliśmy na Kaperze. Atmosfera na kempingach była zdecydowanie inna niż teraz, bardziej rodzinna. Spaliśmy w namiotach albo przyczepach całymi rodzinami. Byli dziadkowie, ciocie, wujkowie, rodzice, kuzyni, a wszyscy wcześniej nieznani, szybko stawali się przyjaciółmi. Czas upływał powoli, graliśmy w karty, w piłkę nożną, tata ze znajomymi pływał na windsurfingu, wieczorami śpiewaliśmy i paliliśmy ogniska. Pierwsza cywilizacja zaczynała się we Władysławowie, tutaj w deszczowe dni chodziliśmy wypożyczać kasety VHS i dzwonić z budki telefonicznej. Droga na półwysep też była zupełnie inna, nie było ścieżek rowerowych, za to spacerowało się lasem. Półwysep ma w sobie coś niezwykłego, spędziłem tu ponad 25 sezonów i nie wyobrażam sobie choć raz w roku się tu nie pojawić - wspomina. 

Dzisiaj od samego wjazdu do Władysławowa w stronę Helu wiedzie morze białych przyczep kempingowych. To ciągnąca się kilometrami strefa nieskrępowanej wolności, tolerancji i różnorodności. Spotkamy tu zarówno studentów, jak i celebrytów, na wodzie amatorów i zawodowców, na kempingach działają szkółki dla dorosłych, ale znajdziemy też obozy dla dzieci. Półwysep to pełen wachlarz możliwości i przede wszystkim życie poza konwenansami, który niekiedy staje się też drugim domem.

- Sprowadziłem się tu 3 lata temu, gdy przypadkiem koleżanka poznana na plaży dnia poprzedniego, pokazała mi nazajutrz kemping, na którym ma przyczepę. Jakie było moje zdziwienie, gdy przeszedłem przez furtkę na ulicy Kaperskiej 25, a moim oczom ukazało się miejsce, które mijałem dziesiątki razy, a nigdy nie wiedziałem o jego istnieniu - mówi Jakub Karykowski. - Wszedłem do tajemniczego ogrodu i od razu poczułem, że moje wewnętrzne ja zawsze chciało tu być. Nie dlatego, że to modne, nie dlatego, że znajomi, dlatego, bo poczułem coś pierwotnego, co mi powiedziało tu jest twój dom. Do Chałup jeździłem od wielu lat, by pływać na kitesurfingu, ale nigdy nie rozważałem zakupu przyczepy. Jednak tym razem było inaczej. Kupiłem Knausa z 1978 roku i wprowadziłem na kemping tydzień później. Zakup przyczepy nowe miejsce i osoba naszego szefa Harcmistrza jak go nazywam, a wszyscy znają jako Mixa, sprawiły, że miałem swój helski dom. Miejsca było jeszcze dużo, poznałem mieszkańców, swoich pierwszych sąsiadów Miśka i Paulinę. Tak mi się to podobało wszystko, że tygodniowy wyjazd zamienił się w dwumiesięczny helski maraton. Jako, że jest ze mnie gaduła, wszystkim fajnym ludziom opowiadałem o tym miejscu. Sprowadził się mój przyjaciel, potem kolejny, jedna szkółka, druga, trzecia, znajomi, znajomych i nagle okazało się, że mamy małe miasto, w którym wszyscy się znamy i pomimo wielu różnic, szanujemy i lubimy ze sobą spędzać czas. Tu poznałem bliską memu sercu Kasię, tutaj poznałem kotkę Gwiazdkę, która wprowadziła się do mojej przyczepy. Mama Natura powiedziała, weź ją i tak od dwóch lat z antykociarza  stałem się zakochanym w kocie surferem. Chałupy odmieniły moje życie. Sprawiły, że na nowo je pokochałem i zyskałem taką energię, że teraz mam ochotę obdarować nią wszystkich dobrych ludzi.

TROPIKALNE CENY 

 

Przez wzrost popularności, adekwatnie wzrastają też ceny. Jeszcze kilka lat temu w Chałupach można było wynająć miejsce na przyczepę kempingową za 2 000 zł na sezon. Teraz ceny na jednym z najtańszych kempingów wynoszą od 7 500 - 15 000 zł. Cena za dobowy pobyt osoby dorosłej na terenie kempingu waha się od 15 zł do 20 zł. Do tego trzeba zapłacić średnio 30 zł za postój samochodu, przyłącze prądu 11-26 zł, postój przyczepy 15-40 zł oraz samą przyczepę, której wynajem kosztuje około 300 zł. Wakacje na kempingu można też spędzić bardziej ekskluzywnie wynajmując domek holenderski (ok. 550 zł/doba), czy Tiny House w Chałupach 6 (600 zł/doba).

SEZON NA HEL

Według danych GUS w 2017 roku na Półwyspie Helskim udzielono 1,5 mln noclegów, z czego najwięcej w gminie Władysławowo. Dla porównania, 10 lat temu w tej samej gminie spało prawie 50% mniej turystów!

WWF APELUJE ZACHOWAJ  NATURALNE PIĘKNO

Czy Półwysep Helski jest unikatowy? Z pewnością to jedno z najcenniejszych przyrodniczo miejsc w Polsce. Chroni się tu nie tylko fokę szarą czy morświny i ptactwo. Tutaj też występuje wyjątkowo rzadki gatunek skorupiaków - zmieraczek zatokowy notowany w Polsce tylko w Chałupach, a w samej Zatoce Puckiej około 40 gatunków ryb, z czego 6 jest prawnie chronionych. Podobnie jest z roślinami - chociażby trawą morską, która odgrywa ogromną rolę w stabilizowaniu piasku morskiego. Mamy też jedyny naturalnie odizolowany obszar Zatoki Gdańskiej - meliznę Ryfu Mew i piaszczystą, płytką zatokę o najbogatszej faunie morskie w kraju. Takich przykładów można wymieniać bez liku. Tutaj na zaledwie 35 kilometrach lądu rozciąga się kraina pełna plaż, lasów i typowo morskiej roślinności. Trudno więc się dziwić, że Półwysep Helski przyciąga co roku tłumy turystów - zarówno amatorów plażowania, jak i miłośników sportów wodnych. Jednak o jego zmieniającym się stanie mówi WWF.

„W ciągu 30 lat istnienia Parku na jego terenie dokonano tak licznych przekształceń, że trudno mówić o naturalnym charakterze tego obszaru. Rozbudowa infrastruktury turystycznej spowodowała szybki rozwój gospodarczy regionu, ale jednocześnie doprowadziła do znaczących, a niekiedy nawet nieodwracalnych zmian w środowisku przyrodniczym” - czytamy w raporcie WWF. „Zmiany linii brzegowej kempingów, czyli nielegalne dosypanie terenu kosztem wód zatoki, przy jednoczesnym niszczeniu fragmentu siedliska, dotyczy większości pól kempingowych na odcinku Władysławowo–Chałupy. Sztuczne nadsypywanie brzegu zaczęło się pod koniec lat 90. i było uzasadniane koniecznością odbudowy brzegu zabieranego przez wody zatoki. Urząd Morski odpowiedzialny za nadzór nad pracami nie weryfikował tych informacji. Ten nielegalny proceder nadsypywania terenu przy kempingach odbywa się na obszarach Natura 2000, co więcej bez kontroli i koniecznych zezwoleń. W efekcie na terenie kempingu Ekolaguna ważne i cenne trzcinowiska zostały w całości zniszczone, a w ich miejscu sztucznie usypano plażę. Podobna sytuacja ma miejsce na innych kempingach, np. na Solarze w latach 2004-2009 usypano aż do 40 m plaży”.

W 2015 roku do sądu trafił akt oskarżenia w sprawie dzierżawców kilku pól kempingowych, którzy rzekomo nazwozili piachu i powiększali swoje działki nawet o kilka hektarów. Nie zapadł jeszcze wyrok w tej sprawie.

Co jednak najważniejsze, WWF twierdzi, że sporty deskowe nie mają bezpośrednio niszczącego wpływu na stan naturalny Półwyspu Helskiego. Wręcz przeciwnie - to doskonała symbioza, w której jednak trzeba nauczyć się wspólnej egzystencji.