POLSKA 100

Autor:
Michał Stankiewicz

Przerwa w rejsie jachtu I love Poland. Na jednostce należącej do Polskiej Fundacji Narodowej złamał się maszt. Wg nieoficjalnych szacunków koszt naprawy może sięgnąć miliona złotych.

Informację o uszkodzeniu jachtu jako pierwsze podało radio RMF FM. Reporter radia Paweł Żuchowski odnalazł ILP na początku maja w małej marinie na Rhode Island w USA.

- Dostałem informacje, że jacht zniknął z systemu Marine Traffic. I sprawdziłem. Zobaczyłem, że w zasadzie ostatnia pozycja jednostki była zapisana 3 tygodnie wcześniej – opowiada W Ślizgu! Paweł Żuchowski. - Zadzwoniłem do United States Coast Guard z pytaniem czy była akcja ratunkowa, czy się coś wydarzyło. Oni nie mieli zgłoszenia. Nie potrafili też sami wytłumaczyć racjonalnie dlaczego nie ma jednostki w systemie. I zacząłem szukać.

Jak się okazało jednostka została uszkodzona 22 kwietnia, gdy znajdowała się około 50 mil na wschód od półwyspu Sandy Hook. Złamał się maszt, uszkodzona jest też burta. Załodze udało się nią dopłynąć do portu, gdzie po 2 tygodniach znalazł ich dziennikarz. 

Nawet 1 mln zł

Po informacjach RMF FM - Polska Fundacja Narodowa szybko wydała oświadczenie potwierdzające wypadek i wskazując na jego dobre skutki.

„Samodzielne opanowanie poważnej awarii na pełnym morzu potwierdziło dobre przygotowanie naszego zespołu oraz solidność kadłuba jachtu” – napisała fundacja w oświadczeniu. -„Usunięto awarię, dzięki czemu jacht mógł bez przeszkód kierować się do brzegów Stanów Zjednoczonych do portu Portsmouth w stanie Rhode Island, kolebce światowego jachtingu, gdzie znajduje się stocznia remontowa i firma masztowa. To tu jacht „I love Poland” został zbudowany i obecnie przy jego naprawie pracują jego twórcy. Nie ma lepszego miejsca, by dokonać serwisu i naprawy „I love Poland”. – napisali przedstawiciele fundacji.

Jak poinformowała PFN zamówione zostało olinowanie stałe i ruchome, które zostanie dostarczone w ciągu kilku tygodni. Na jachcie zamontowany zostanie jeden z dwóch zapasowych masztów jakie kupiono wraz z jachtem.

„Awarie olinowania spotykane są na ekstremalnych jednostkach tego typu. Niemal każdy z tej klasy jachtów oferowanych na rynku ma zapasowe części w tym maszt. Taką sytuację przewidywaliśmy i zapasowy maszt był jednym z poważniejszych argumentów decydujących o zakupie właśnie tej jednostki. Posiadanie zapasowego masztu skutkuje o wiele szybszą i mniej kosztowną naprawą” – oświadczyła PFN.

Fundacja nie ujawnia kosztów naprawy. Wg ekspertów – całkowite koszty w tej klasy jednostce regatowej mogą sięgnąć około  1 mln z. W grę wchodzą baksztagi, wanty, laminowanie, malowanie, nowe relingi, odtworzenie elektroniki w maszcie, postój w marinie i oczywiście praca. 

Okoliczności nieznane

Dokładnie nie wiadomo jakie były okoliczności awarii. 

- Żadnego błędu jako żeglarze nie zrobiliśmy. Zawiódł sprzęt – tłumaczył w RMF FM Jarosław Kaczorowski, kapitan ILP.  – Jachty to bardzo skomplikowane przyrządy służące do pływania. Tam jest mnóstwo elementów, które mogą zawieść. Czasami coś pęknie, coś zawiedzie – wyjaśniał.

PFN podkreśla, że awarie olinowania są spotykane na ekstremalnych jednostkach tego typu. 

„Profesjonalne żeglarstwo regatowe, osiąganie znacznych prędkości, wbijanie się 14-tonową masą jachtu w kilkumetrowe fale, przelatujące nad załogą tony wody to elementy ekstremalnego sportu, który wzbudza ogromne zainteresowanie na całym świecie, analogicznie do Rajdu Dakar, ale podobnie jak inne sporty ekstremalne niesie za sobą ryzyko” – czytamy w komunikacie.

Tego typu sytuacje potwierdza Zbigniew Gutkowski, który sterował ILP podczas tegorocznych Heineken Regatta.

- Na tego typu jachtach V70 łamią się maszty, ale do tej pory łamały się one w regatach, gdzie eksploatowane były na 100%  – zastrzega Zbigniew Gutkowski. - W jakich okolicznościach złamali maszt - nie wiadomo. Na pewno nie były to regaty, bardziej podróż z portu do portu. Przyczyną może być to, że łódka w Nowym Jorku utknęła na kilka godzin na mieliźnie, co było widoczne na monitoringu. 

Zdaniem „Gutka” zadziałał czynnik ludzki. - Uważam, że na 99% był to ludzki błąd - być może zrobiony już wcześniej, ktoś mógł przeciągnąć linę i w pewnym momencie po prostu nie dała rady - można to porównać do kładki, przechodzisz przez nią, robi się dziura, ale nie zawala się, dopiero przy setnym człowieku ulega całkowitemu zniszczeniu – ocenia żeglarz.

Starty bez zmian

Polska Fundacja Narodowa nie ujawnia jakie są dokładne dalsze plany startowe jednostki w tym roku. Wiadomo natomiast, że nie ulegną one zmianie: „Dzięki sprawnej załodze oraz zapasowemu masztowi nie jest planowana zmiana harmonogramu startu w regatach” – napisała w oświadczeniu.

- Jak tylko się tutaj ogarniemy to będziemy promować Polskę. To chyba dobra promocja Polski, jak sobie poradziliśmy na morzu z taką awarią, nie wzywaliśmy żadnych służb ratunkowych i nikomu nic się nie stało – powiedział RMF Jarosław Kaczorowski.