ŻEGNAJ FINN

Autor:
Klaudia Krause-Bacia

Po blisko 70 latach, jedna z najstarszych i najbardziej klasycznych klas żeglarskich – Finn - odchodzi z rodziny olimpijskiej. Taką decyzję podjęła federacja World Sailing na konferencji w Sarasocie w USA. Na igrzyskach w Paryżu w 2024 roku zastąpi ją dwuosobowy offshorowy jacht balastowy z załogą damsko-męską (mikst).

4 listopada zapadły przełomowe decyzje odnośnie przyszłości żeglarstwa olimpijskiego. Walne zgromadzenie World Sailing przyjęło zmiany w klasach, które będą uczestniczyły w Igrzyskach Olimpijskich w Paryżu w 2024 roku. Jedną z ważniejszych było wykluczenie z igrzysk klasy Finn. 

- Czujemy, że klasa Finn jest ofiarą pogoni za równością płciową i zyskami z olimpijskich praw telewizyjnych dla World Sailing. To wielka niesprawiedliwość, że wielu spośród najlepszych zawodników sportu żeglarskiego nie ma już drogi na igrzyska olimpijskie i szczerze czujemy, że będą one uboższe przez wykluczenie Finna – napisał w oświadczeniu Balazs Hajdu, prezydent Międzynarodowego Stowarzyszenia klasy Finn.

Po majowych decyzjach World Sailing wiele wskazywało na to, że klasa Finn pozostanie w programie igrzysk, choć motywacją była wtedy jedynie chęć zachowania konkurencji na jednoosobowym jachcie – w kategorii kobiet i mężczyzn (One Person Dinghy Mix). Decyzję przełożono na jesień tego roku.

Mało kto spodziewał się zupełnej zmiany konkurencji. Teraz zamiast Finna, zobaczymy wyścig dwuosobowego offshorowego jachtu balastowego w formule mikst, czyli załogą damsko-męską, którego długość będzie wynosiła od 6 do 10 metrów (Two Persons Offshore Mix).

- Jest to zła informacja dla całej rzeszy zawodników, którzy mają ponad 190cm wzrostu i wagę ponad 95kg, ponieważ pomimo wielu lat przygotowań i treningów z dużym prawdopodobieństwem nie znajdą dla siebie żadnej szansy na start w igrzyskach – podkreśla Rafał Szukiel, trener kadry narodowej Finn, reprezentant Polski na igrzyskach olimpijskich w Pekinie.  - W trakcie konferencji argumentowano, iż finniści mogą z powodzeniem żeglować w nowej konkurencji offshore. Okazuje się jednak, że program jachtu morskiego będzie bardzo drogi i niewiele państw będzie w stanie go sfinansować. Nie wspominam o zawodnikach, którzy do tej pory sami finansowali swoje kampanie olimpijskie. Dodatkowo żeglarstwo morskie ma trochę inną specyfikę i wymaga innego przygotowania, którego obecnie żeglujący na Finnie zawodnicy nie posiadają – dodaje.

66 lat olimpijskiej historii

Tradycyjna, z zasadami, ale równie zaskakująca – klasa Finn. Mało kto wie, że w latach 60. i 70. w Polsce ścigały się na niej również kobiety. Na niej pływały też największe sławy światowego jachtingu jak John Bertrand, Russel Coutts czy Paul Elvstrom, a wisienką na torcie jest jedyne złoto olimpijskie w historii polskiego żeglarstwa. 

Ewolucja Finna jest niezwykle barwna - z drewnianego kadłuba i prowizorycznego masztu, na którym wisiał ciężki, bawełniany żagiel – przeobraził się w piękną maszynę regatową. Maszty z włókna węglowego, kevlarowe żagle, wózki szotowe, pasy balastowe i osprzęt, wytrzymujący obciążenia tysięcy kilogramów – tak wygląda współczesny Finn.

Cofnijmy się jednak kilkadziesiąt lat wstecz. Historia klasy Finn sięga 1948 roku kiedy to Fiński Związek Żeglarski poszukiwał nowej łódki mieczowej, która miała być wykorzystana na igrzyskach w Helsinkach w 1952 roku. Niecały rok później niejaki Richard Sarby, szwedzki żeglarz, stworzył pierwsze projekty Finna oparte na skandynawskim canoe z żaglem i tak samo zakończonym kadłubem na dziobie i rufie. W 1949 roku powstało aż 25 identycznych modeli tej jednostki, a jej symbolem została podwójna fala. Najważniejszy egzamin, a jednocześnie jej ogromny sukces miał miejsce jednak dopiero trzy lata później w Finlandii, gdzie została okrzyknięta nową klasą igrzysk olimpijskich. Ta jednoosobowa łódka mieczowa od igrzysk w Helsinkach w 1952 roku aż do dziś, przez ponad pół wieku była stałym elementem każdych letnich zmagań olimpijskich.

„Na początku swojego istnienia Finn był łodzią bardzo sztywną. Nie istniały wózki szotowe czy pasy balastowe, przez co jednostki były bardzo wymagające. Jednak z czasem zaczęto wymieniać i unowocześniać poszczególne elementy łodzi. Jedną z pierwszych ważnych zmian było wprowadzenie przez Duńczyka Paula Elvstroma giętkich masztów z pełniejszymi żaglami. Żagle były wypłaszczane w kursach na wiatr poprzez ugięcie masztu, podczas gdy na kursach z wiatrem zachowywały swój pełny kształt. Wprowadził on również klasyczną pozycję „W” w czasie balastowania, która jest powszechnie stosowana do dzisiaj. Inną zmianą na początku lat 70., było zastąpienie drewnianych, ciężkich masztów aluminiowym tworzywem. Razem z wprowadzeniem nowoczesnych masztów aluminiowych, a obecnie masztów z włókna węglowego, Finn stał się bardziej dostępny dla szerokiego zakresu sterników ważących od 76 kg w górę. To wszystko, razem ze zmianami przepisów i nowoczesnym wyposażeniem takim jak: wózek szotów, pracujący w pełnym zakresie długości, ułożyskowane bloczki lin kontrolnych, poduszki balastowe na burtach lub bloczki z zapadką, sprawiło, że klasa Finn stała się bardziej zależna od umiejętności niż tężyzny fizycznej. Z kolei w późnych latach 70. żeglarską scenę międzynarodową zdominowały kadłuby amerykańskiego Vanquarda. Ich zwężony kształt, cienki dziób wspomagający osiągi na wiatr i szeroka poprzecznica ułatwiająca wchodzenie w ślizg, okazały się standardem na wiele lat. Dopiero w połowie lat 90. trend zmienił się w kierunku nowoczesnych, teraźniejszych kadłubów” – czytamy na stronie Polskiego Stowarzyszenia Regatowego klasy Finn. 

Polski Finn przeszłość  vs przyszłość

Polskie związki z klasą Finn są szczególne. Chociażby z tego względu, że jedyny złoty medal olimpijski w historii polskiego żeglarstwa zdobyto właśnie w tej klasie. Dokonał tego Mateusz Kusznierewicz, który w 1996 roku stanął na najwyższym stopniu podium igrzysk w Atlancie, a osiem lat później wywalczył brąz w Atenach. Mimo, że w kraju poza kadrą narodową nie ścigało się wielu, nie miało to większego wpływu na wyniki polskich sterników za granicą. Na igrzyska w Pekinie zakwalifikował się Rafał Szukiel, w Londynie reprezentantem był Piotr Kula, który od lat wiedzie prym w krajowych rozgrywkach. W międzyczasie pojawiały się również juniorskie medale mistrzostw świata i Europy. Pytanie, co dalej? Czy z powodu odejścia z rodziny olimpijskiej klasa Finn odejdzie w zapomnienie?

- Obecnie polscy zawodnicy przygotowują się do eliminacji do Igrzysk w Tokio, juniorzy przygotowują się do startu w mistrzostwach Europy i świata, które odbędą się w sierpniu 2020 roku w Gdyni, wspiera nas w tym Polski Związek Żeglarski – mówi Rafał Szukiel. - Po tym czasie, jeśli nie uda się wprowadzić Finna do programu igrzysk w Paryżu, Finn stanie się klasą międzynarodową, nadal będą rozgrywane imprezy mistrzowskie, a zawodnicy będą szlifować swoje umiejętności żeglarskie, które w przyszłości wykorzystają w zawodowych teamach startujących w największych regatach na świecie. Niestety nie będą mogli zdobyć najwyższego lauru, czyli medalu olimpijskiego, ponieważ World Sailing nie chce zauważyć faktu, że świetnie przygotowani fizycznie, wysocy zawodnicy także powinni mieć szansę na start w igrzyskach.

 

PIOTR KULA KOŃCZĘ NA TOKIO 2020

 

Co jako najlepszy Finnista w kraju myślisz o takiej decyzji?

Myślę, że to - lekko mówiąc - niemądra decyzja. Po igrzyskach w Tokio, rośli mężczyźni nie będą mogli startować w żeglarstwie olimpijskim. W ostatnich latach poznałem kilku wyjątkowych nastolatków, którzy wsiedli na Finna i zasypiając widzą w wyobraźni siebie żeglujących po złoty medal olimpijski. To są obrazy, które napędzają ich całe życie. Są szczupli, silni i nawet gdyby się zagłodzili, nie dadzą rady pływać na mniejszych łódkach, bo taką mają budowę ciała. Zabito w ten sposób marzenia wielu zawodników. Teoretycznie w miejsce Finna wstawiono konkurencję: pełnomorski kilowy jacht z załogą mieszaną, więc przyjmijmy optymistycznie, że może być tam miejsce dla facetów o ponadprzeciętnych gabarytach. Tyle, że taki jacht będzie kosztował olbrzymie pieniądze, więc nawet bogate nacje będą miały kłopoty ze zrobieniem kampanii w tej konkurencji. Poza tym dziś nie wiemy w ogóle jakie to będą jachty i jaka będzie optymalna załoga, ale nietrudno to przewidzieć. Skoro to łódź kilowa, gdzie balastowanie załogi nie ma wielkiego wpływu na przechył, to najlepiej mieć lekką i bardzo silną załogę, więc raczej nie będzie tu miejsca dla ciężkich facetów.

Finn to jednak kawał żeglarskiej historii…

Taką decyzją World Sailing odciął się od spuścizny, jaką niesie za sobą niemal siedemdziesiąt lat historii Finna. To tak duża część mojego życia, że już zawsze będę definiowany jako Finnista. Jestem pewien, że klasa Finn nie przestanie istnieć, bo zbyt wiele osób kocha ją tak bardzo jak ja. Niestety teraz już nie będzie częścią olimpijskiej rodziny.

A może Finn faktycznie jest już trochę archaiczny i zmiana wyjdzie wszystkim na lepsze?

Mówi się, że zmiana jest jedyną stałą w przyrodzie. Natomiast Finn szedł z duchem czasu od zawsze. Choć oryginalny projekt jest z 1949 roku, materiały jakich dziś używamy do konstrukcji tej łodzi są zupełnie nowoczesne. Na przestrzeni tych lat kadłub był sukcesywnie odchudzany. Zaczęło się od drewna, a dziś pływamy na laminowanych kadłubach. Maszt jest węglowy, żagle z kevlaru czy tecnory. Owszem, jest relatywnie wolny na wiatr, ale widzieliście Finna w pełnym ślizgu na bagsztagu? Albo free pumping na pełnym? 

To są niesamowicie dynamiczne akcje. 

Do skutecznej żeglugi trzeba też bardzo dobrze znać się na trymie sprzętu, zwłaszcza że w ramach tolerancji przepisów, możemy modyfikować nieco krój żagla, giętkość masztu, profil płetwy sterowej itd. Cała sztuka sprowadza się do odpowiedniej regulacji. 

Są już w programie olimpijskim łódki na hydro skrzydłach, dla miłośników nowoczesnych rozwiązań. Każdy znajdzie coś dla siebie. Ogromną zaletą Finna jest to, że może się ścigać w bardzo dużym przedziale wiatru bo od kilku do ponad trzydziestu pięciu węzłów i sprzęt się nie połamie. Zdarzyło mi się kiedyś żeglować w 53 węzłach. Oczywiście to była walka o bezpieczne wrócenie do portu, ale nawet żagle nam się nie porwały. Jestem przekonany, że archaiczne łódki tego nie potrafią.

Co dalej z Twoją karierą, zmienisz klasę, jeżeli pojawi się na horyzoncie warta uwagi?

Finn jest wciąż klasą olimpijską. Jestem w trakcie kampanii Tokio 2020. Chcę ją zrobić jak najlepiej, więc mam konkretne plany i cele na ten czas. Nie zaprzątam sobie nadmiernie głowy dalszą przyszłością. Żeglarstwo zawsze będzie częścią mojego życia, ale nie planuję startów w klasach olimpijskich po tej kampanii.