BALTIC KITE WAVE JAM - UCZEŃ VS MISTRZ

Autor:
Jacek Oszczygieł

Władysławowo, plaża przy porcie, konkretny wiatr z kierunku NNW sięgający w szkwałach prawie 60 węzłów i potężna, ale chaotyczna fala. Hardcore. Wichura na plaży zamiata piaskiem po oczach, a na horyzoncie kilkudziesięciu śmiałków rozkłada kolorowe latawce w rozmiarach od 3 do 5metrów, by przywitać się z październikowym gniewnym Bałtykiem! Witamy na Baltic Kite Wave Jam 2018.

Coroczne zawody na prognozę, czyli luźny jam session w surfowaniu na fali z latawcem – rozstrzygnięty. Hardcorowe warunki i fascynujący finał – Marian Kitedoktor vs Rafał Klona - uczeń z mistrzem, frontsideowiec z backsideowcem. Jednak po kolei.

24 października, mimo wyjątkowo ekstremalnych warunków, organizatorzy postanowili rozegrać dwa pierwsze heaty i sprawdzić czy warunki są pływalne – były. Tego dnia na zbiórkę stawiło się 27 z 32 zgłoszonych zawodników. Głównym czynnikiem oceniania było wrażenie ogólne.

W rundzie 1 z każdego heatu awansowało po dwóch najlepszych. Eliminacje wyłoniły 16 riderów, którzy przeszli do rundy 2. Obyło się bez większych niespodzianek, jednak zasłużonym zaskoczeniem był awans do rundy 2 Kacpra z Unda Dasea team.

Runda 2 to ponownie heaty czteroosobowe. Najsilniej wydawał się być obsadzony heat 9, w którym spotkali się doświadczony Rafał Klona (triumfator BKWJ 2014), Janek zwany Korkiem (zwycięzca BKWJ 2016) oraz drugi w roku 2016 Michał Fedusio. Stawkę uzupełniał nieobliczalny i zaprawiony w bałtyckich sztormach Wojtek aka Dziku. Po wyrównanej walce wygrał Klona przed Korkiem. W tej rundzie wyłoniono najlepszą ósemkę, która od ćwierćfinałów rywalizowała w heatch dwuosobowych. Wśród nich znalazło się siedmiu riderów frontside i tylko jeden backside.

Przed ćwierćfinałami rozegrano heat dziewczyn. Po raz pierwszy w historii BKWJ udział wzięły cztery panie. Doświadczona Paulina Ziółkowska z Alohy w Rewie nie dała szans rywalkom i zdecydowanie wygrała heat.

Najbardziej zacięty ćwierćfinał to heat 14 z udziałem Bartka Kosmita i Janka Korka. Pomimo bardzo wyrównanego boju sędziowie nie mieli problemu z wyłonieniem zwycięzcy i jednogłośnie dalej przeszedł Bartek. Z silnie obsadzonych heatów ćwierćfinałowych awansowała czwórka do dwuosobowych półfinałów. W przypadku tak wyrównanej stawki trudno mówić o niespodziankach, ale do takowych można zaliczyć odpadnięcie w ćwierćfinałach Janka Korka i Tomka Niebrzydkiego.

W pierwszym półfinale rutyniarz Klona zmierzył się z Bartkiem Kosmitem. Jeżdżący płynnie i elegancko, utrzymujący się w strefie Klona pokonał nieobliczalnego Kosmita, który po pięknej wycince potrafił zliczyć ostrą glebę. Spokój i opanowanie wygrało z młodzieńczą fantazją. Drugi półfinał był bardzo wyrównany i efektowny. Mario, który już rozkręcił się na dobre, robił wszystko, żeby zaprezentować się jak najlepiej i doskonale mu to wychodziło. Miał tylko jeden problem, a nazywał się on Kitedoktor. Tego dnia nie było mocnych na Mariana, który awansował do finału, gdzie czekał na niego Kloniacz.

W finale spotkał się kumpel z kolegą, uczeń z mistrzem, frontsideowiec z backsideowcem czyli Marian i Klona. Obaj złapali dobry flow i żaden nie odpuszczał. Na przemian łapali falę za falą, Kloniacz na backside, a Marian głównie na frontside, ale ten drugi dodatkowo dorzucił manewry również na backside. Czuć było chemię na wodzie. Dla jednego i drugiego był to finał marzeń, jeżeli chodzi o przeciwnika. Dawno temu stary knur ze Szczecina – Klona, zabrał nieokrzesanego spływoholika Mariana, na prawdziwy spot sideoff i pokazał na czym polega kitewave. Od tamtego czasu zaliczyli sporo wspólnych wyjazdów, a także sesje na Bałtyku, a w tym finale historia zatoczyła koło. Dzięki swojej wszechstronności finał zasłużenie wygrał Marian.

Pomimo ostrej rywalizacji na wodzie, wszyscy zawodnicy traktowali z szacunkiem przeciwnika, w razie potrzeby użyczali sprzętu, wspierali przy restartach, łapali dechę czy pomagali podejść pod wiatr wzdłuż brzegu. W tym roku stawka zawodników była bardzo wyrównana, a poziom pływania pomimo trudnych warunków bardzo wysoki.