Wystartował projekt "I Love Poland". Była niepodległość, BĘDZIE Volvo Ocean Race

Autor:
Michał Stankiewicz
Klaudia Krause

Nowy skipper, nowe barwy i nowy cel: przygotowanie polskiej załogi na Volvo Ocean Race. Polska Fundacja Narodowa pokazała oficjalnie swój jacht „I love Poland” odziedziczony po projekcie Mateusza Kusznierewicza - Polska100. Póki co jednostka pływa pomiędzy Szczecinem, a Gdynią. 

Niespełna rok po ogłoszeniu żeglarskiego projektu Polska 100, który zakończył się upadkiem - Fundacja Narodowa ogłosiła swój kolejny program. To promocja Polski i szkolenie żeglarzy regatowych na niedawno zakupionym jachcie klasy VOR70 o nazwie „I love Poland”. Uroczyste i oficjalne pokazanie „I Love Poland” odbyło się na początku września w Gdyni, tuż koło ORP Błyskawica. - Celem projektu jest przede wszystkim wyszkolenie profesjonalnej załogi żeglarzy regatowych i start w największych, światowych regatach, czyli rywalizowanie z najlepszymi na świecie, na najlepszej łódce szkoleniowej jaką możemy w Polsce mieć – mówił Filip Rdesiński, prezes PFN.

Z okazji prezentacji przy nabrzeżu ustawiono mały pawilon, gdzie miała miejsce konferencja prasowa, a koło jachtu wyłożono czerwoną wykładzinę. Pawilon oraz grupa hostess została na kolejne dni. Kolejna prezentacja miała miejsce pod koniec września w Szczecinie. „I love Poland” zacumował w Northeast Marina, położonej u stóp Wałów Chrobrego. Tym imprezę skierowano do mieszkańców – byli więc żołnierze, grochówka, raper Doniu z utworem patriotycznym i zespół Złe Psy. Szczecinianie jednak nie dopisali. - Chcemy, aby polska bandera została zauważona i doceniona w żeglarstwie regatowym. To wyzwanie długodystansowe. Inwestujemy w umiejętności i w doświadczenia potrzebne do wygrywania wielkich wyścigów i bicia światowych rekordów. Do tego niezbędny jest najwyższej klasy jacht treningowo-wyczynowy. Taką jednostką bez wątpienia jest właśnie „I love Poland” – mówił w czasie inauguracji projektu Filip Rdesiński, prezes PFN. - Do osiągnięcia sukcesu niezbędny jest także zespół najlepszych żeglarzy sportowych. Jestem przekonany, że pod dowództwem kapitana Jarosława Kaczorowskiego taki zespół zostanie stworzony. 

Następca po Polska100

„I love Poland” jest w prostej linii następcą sławnego projektu Polska100, który wystartował dokładnie rok temu – w październiku 2017 roku. Jego pomysłodawcą i wykonawcą była gdańska Fundacja Navigare Mateusza Kusznierewicza. Podczas uroczystej inauguracji z udziałem wicepremiera Piotra Glińskiego Kusznierewicz ogłosił niezwykle ambitny plan: zakup oceanicznej jednostki regatowej klasy VOR70 i 2 lata rejsu przez 40 krajów. Cele: promocja Polski z okazji 100-lecia odzyskania niepodległości w 100 portach świata. Kolejny to udział i wygranie – jak zapowiadał Kusznierewicz - kilku ważnych regat, jak Sydney – Hobart czy Fastnet. Projekt spotkał się jednak z krytyką, oceniano go jako nierealny zarówno pod kątem logistycznym (100 portów) jak i sportowym (wygranie regat). Na łamach W Ślizgu! komentował go m.in. Karol Jabłoński, wybity polski regatowiec. - Cel sportowy i promocyjny był bardzo wątpliwy, określiłbym ten projekt jako bardzo infantylny, „uszyty” na miarę ludzi, których trzeba było przekonać o jego słuszności oraz tych, którzy go tak zaplanowali – mówił Karol Jabłoński na łamach W Ślizgu!.

W maju b.r. Polska100 jednak upadł. Poszło o pieniądze. PFN zarzuciła Navigare nieprawidłowe wydatkowanie pieniędzy i oświadczyła, że wskutek toczącego się postępowania komorniczego wobec Mateusza Kusznierewicza utraciła do niego zaufanie. Navigare z kolei oskarżyła PFN nie wywiązanie się z obietnic kupna jachtu w określonym terminie. Spór zakończył się ugodą w której Navigare, już bez zaangażowania Kusznierewicza - przyznała rację PFN, m.in. to, że wbrew ustaleniom pieniądze zamiast na konto załogi poszły na konto spółki Mateusza Kusznierewicza.  

Wielkim problemem Polska100 był też sponsor – Polska Fundacja Narodowa. Ta powołana do promocji Polski instytucja, finansowana przez 16 spółek skarbu państwa zaangażowała się w polityczne działania, finansując m.in. kampanię PiS „Sprawiedliwe sądy”. Problemem fundacji są też trudności w komunikacji z mediami. PFN (podobnie jak Navigare) nigdy nie podała wielkości budżetu Polska100, ani nawet jego składowych. Budżet projektu próbowała samodzielnie obliczyć Gazeta Wyborcza szacując go na 20 mln zł.

Szybki wybór

W maju b.r. okazało się jednak, choć Polska100 upadła to jacht został kupiony. Za 900 tys. euro nabyto amerykańską jednostkę klasy VOR70 z 2011 roku, wybudowaną właśnie na Volvo Ocean Race. Jednostka stała w Nicei, a w sierpniu przypłynęła do Szczecina, swojego nowego portu macierzystego, gdzie zmieniono jej barwy. Szefem nowego projektu został Dariusz Pękala, doradca PFN ds. projektów żeglarskich. - Zostałem zarekomendowany do Polskiej Fundacji Narodowej przez prawników, których znałem z projektu łódki Bols – mówi W Ślizgu! Dariusz Pękala. 

Kolejnym etapem był wybór skippera. Nie było konkursu. Decyzje podejmowało wąskie grono osób. - Wybór skippera jachtu nie był przypadkowy. Jarosław Kaczorowski to osoba znana i powszechnie szanowana w środowisku żeglarskim. O jego wyborze po konsultacji z zarządem PFN zdecydował doradca ds. projektów żeglarskich Dariusz Pękala – informuje Magdalena Dobrzyńska, rzecznik prasowy PFN. - Zdecydowało o tym niepodważalne doświadczenie w prowadzeniu dużych jachtów i dorobek zwycięstw regatowych.

- W Polsce nie ma dużej liczby osób, która mogłaby pełnić to stanowisko – dodaje Pękala. - Rozmawialiśmy ze Zbigniewem Gutkowskim, który życzy nam powodzenia i trzyma za nas kciuki. Z Karolem Jabłońskim nie prowadziliśmy rozmów, bo go nie znam, a chciałbym współpracować z człowiekiem, którego znam z poprzednich projektów z łódki Bols. Pierwszą edycję prowadził właśnie Jarek Kaczorowski. Ta ławka w Polsce jest bardzo krótka, dlatego właśnie powstał ten projekt. Za parę lat tych kilkunastu członków załogi może mieć predyspozycję na profesjonalnego skippera.

Przede wszystkim szkolenie

Jest już wyłoniona podstawowa załoga, częściowo przejęta po Polska100. Są w niej m.in. Grzegorz Baranowski, Alfred Brodziński, Marek Gałkiewicz, Jacek Piasecki, Jakub Marciniak. To jednak tylko tzw. trzon. Kolejne obsady mają się zmieniać. Ma to związek z głównym celem jaki postawiono w projekcie. Znane z Polska100 cele: promocja Polski, obchody 100-lecia odzyskania niepodległości oraz wygranie najważniejszych na świecie regat ustąpiły miejsca właśnie na rzecz szkolenia.

- „I love Poland” to zupełnie nowy projekt, tamten jest już zamknięty. Celem projektu jest przede wszystkim wyszkolenie profesjonalnej załogi żeglarzy regatowych i start w największych, światowych regatach, czyli rywalizowanie z najlepszymi na świecie, na najlepszej łódce szkoleniowej jaką możemy w Polsce mieć – mówił podczas inauguracji Filip Rdesiński, prezes PFN. - Ta jednostka została przygotowana do tego, żeby w ogóle zacząć program szkolenia polskiego żeglarstwa regatowego. Takiego programu o tej skali nigdy nie było, to trzeba bardzo jasno i wyraźnie podkreślić, dlatego jesteśmy gotowi w ten projekt zainwestować, bo uważamy, że on jest w stanie przynieść realne korzyści, z jednej strony dla polskiego żeglarstwa, z drugiej strony dla pokazania się na świecie z naszą marką, dobrą marką Polski. To jest nasz podstawowy cel – podkreślał prezes PFN.

- Najpierw musimy przeszkolić czynnik ludzki, którego w Polsce nie ma. Mamy 5, 6, 10 indywidualności, ale to nie jest team. W tej chwili nie mamy nawet czelności pójść do danych prezesów polskich firm i pytać o pieniądze, bo nie mamy ludzi. Mam nadzieję, że za trzy, cztery lata ci żeglarze się pojawią, zbudują coś w rodzaju syndykatu, a potem aplikują o pieniądze - niekoniecznie w PFN. To będzie team, który „da się za siebie zabić”, nie będzie się rozpadał, pozna się już na tyle, że będzie chciał walczyć razem w jednym projekcie – dodawał Dariusz Pękala.

Zdaniem nowej ekipy chodzi nie tylko o szkolenie żeglarzy, ale szkolenie ich pod kątem udziału w Volvo Ocean Race. - Żeby popłynąć Volvo Ocean Race musimy mieć 12-14 profesjonalnych ludzi. To jest team, który jest tylko i wyłącznie na łódce, plus 20 osób, które są na lądzie. Nie ma 12 osób, które można by w tej chwili włożyć w Polsce na 65-tkę i popłynąć w Volvo Ocean Race. Dlatego ten program zakłada, że po paru latach będziemy mieli 14 chłopaków, czy dziewczyn, którzy wejdą na pokład i rozpoczną Volvo Ocean. Nie wiem czy to będzie za 4, czy za 8 lat – deklaruje Dariusz Pękala.

Natomiast PFN deklaruje, że „I Love Poland” jest otwarty na wszystkich chętnych. Decydujący głos co do obsady ma mieć Jarosław Kaczorowski.

- Ta grupa nigdy nie będzie zamknięta – deklaruje Jarosław Kaczorowski. - Będzie część załogi, która będzie stale związana z łódką, która będzie znała wszystkie jej mechanizmy i która będzie potrafiła bezpiecznie ją obsługiwać. Jednak marzy mi się, żeby oprócz tej grupy 12-14 osób - stałej załogi, była jeszcze grupa 20 dobrych żeglarzy, którzy będą z nami żeglować, np. w krótszych regatach, gdzie waga się aż tak nie liczy, a łódka może być dostępna dla wszystkich. Głównym kryterium jest doświadczenie. Na pewno będzie to łódka otwarta dla wszystkich, dla żeglarzy z Katowic, Krakowa, Warszawy, Trójmiasta, czy Szczecina.

Przy okazji gdyńskiej inauguracji dziennikarze pytali o współpracę „I love Poland” z Polskim Związkiem Żeglarskim w kontekście Mateusza Kusznierewicza, który jest wiceprezesem PZŻ ds. sportowych. Okazało się, że znaleziono rozwiązanie. 

- Ta łódka i te regaty podlegają pod pion morski, a nie sportowy – ogłosił Bogusław Witkowski, wiceprezes PZŻ ds. morskich. - Jesteśmy gotowi do współpracy, tym bardziej, że skipper jest wychowankiem Arki Gdynia i oprócz tego, że jest świetnym żeglarzem to jest również człowiekiem wszechstronnie wykształconym, jeżeli chodzi o wszelkie prace serwisowe, szkutnicze na jachcie. Jego pozycja tutaj gwarantuje, że te zamierzenia, o których była mowa na pewno się powiodą.

Zmienna trasa

Choć szkolenie jest nowym głównym celem to władze fundacji zapewniają, że promocja Polski i obchody 100-lecia też są brane pod uwagę. Pod tym kątem planowana jest trasa rejsu jachtu, choć póki co plany są stale korygowane. Podczas gdyńskiej inauguracji dziennikarzom przekazano folder z opisem trasy i informacją, że w październiku jednostka ma płynąć do Southampton, a w listopadzie odwiedzić Maderę, gdzie członkowie załogi złożą kwiaty pod pomnikiem Józefa Piłsudzkiego. Już podczas konferencji okazało się, że rozdawane nowe foldery mogą być nieaktualne: - Na Maderę płyniemy z Southampton, bądź z Islandii, jeszcze nie wiemy – zastrzegał Dariusz Pękala. W lutym 2019 roku zaplanowano udział w wyścigu Carribean 600. - Po tych regatach przemieścimy się do USA, do Atlanty i Nowego Jorku – mówił w Gdyni szef projektu.

Pod koniec września w Szczecinie ogłoszono z kolei, że 11 listopada załoga i jacht będą jednak w Plymouth, a stamtąd popłyną do Lizbony, skąd będą wypływać na treningi oceaniczne. Na Maderę mają dopłynąć w styczniu 2019, a w lutym z kolei do Miami, gdzie ma również pojawić się Dar Młodzieży. Udział w lutowych Carribean 600 pozostał bez zmian. W planach wymieniane są kolejne miesiące. Wg ostatnich informacji – w maju 2019 rok jednostka ma próbować pobić rekord trasy Nowy Jork – Lizard Point, w lipcu wziąć udział w regatach AF Offshore Round Gotland Race, w sierpniu w Rolex Fastnet, a w grudniu w Sydney Hobart. W lipcu 2020 I love Poland ma popłynąć z kolei do Chicago na regaty CYC. 

Co ważne ekipa pracująca dla PFN – w przeciwieństwie do poprzedniej – nie deklaruje jednak już zwycięstw w najważniejszych regatach na świecie typu Sydney Hobart czy Fastnet. Zarówno Pękala, jak i Kaczorowski zdają sobie sprawę z wieku jachtu i pędzącej technologii. Stąd także wybór także takich regat, gdzie skutecznie mogą się pościgać. - Będziemy oscylowali przy łódkach mini-maxi, czyli w okolicach 70 stóp. Chcemy wygrywać w swoich kategoriach – mówi Dariusz Pękala. - Jeśli chodzi o Sydney Hobart, dobrze byłoby, gdybyśmy znaleźli się w pierwszej siódemce. 

Nie wiadomo ile, ale za to starannie

Tajemnicą pozostaje budżet projektu – podobnie jak w przypadku Polska100 prezes Polskiej Fundacji Narodowej nie chciał go zdradzić.

- Budżet jest otwarty, dlatego, że mówimy o latach – wyjaśniał Filip Rdesiński. - To jest projekt przewidziany na lata. To nie tylko szkolenie załogi, ale też różnego rodzaju wydarzenia kulturalne, promocyjne, które będą odbywać się w miejscach, do których łódka będzie zawijać. My te wydarzenia będziemy dostosowywać do okoliczności, które będą miały miejsce. W związku z powyższym chciałbym mieć też pewnego rodzaju elastyczność działania. Dzisiaj trudno jest jednoznacznie jest zakreślić całościowy budżet projektu „I love Poland”.

Wysłaliśmy do PFN pytania o kwotę jaką zamknął się projekt Polska100, a także ile pieniędzy wydano do tej pory na „I love Poland” i ile środków w budżecie fundacji zarezerwowano tylko na ten rok. 

- W obecnej chwili ze względu na to, że cały czas trwają negocjacje dotyczące kolejnych elementów składowych projektu nie jest możliwe podanie konkretnej kwoty środków, które na ten cel zostały przeznaczone – wyjaśnia rzeczniczka. -  Fundacja ze względu na obowiązującą ją tajemnice handlową, a także tajemnice umów z członkami projektu nie może też odpowiedzieć na pytania dotyczące wynagrodzenia załogi czy kosztu operacji morskich. Pragniemy jednocześnie zapewnić, że wszystkie wydatki ponoszone przez Fundację w związku z projektem „I Love Poland” czynione są z należytą starannością.

 

Rozmowa z Jarosławem Kaczorowskim, kapitanem I Love Poland

Dlaczego zdecydował się pan na udział w projekcie I Love Poland?

Dlatego, że jestem marzycielem. Od zawsze chciałem wygrać duże oceaniczne regaty, a ta łódka możne nauczyć nas ścigać się i jacht którym obecnie dysponujemy może nas do tego przygotować. M.in. Karol Jabłoński stwierdził, że ta łódka nie ma szans na wygranie regat typu Fastnet czy Sydney Hobart. Karol jest doskonałym regatowcem i ma ogromne doświadczenie, które zdobywał latami. My obecnie jako zespół - na razie uczymy się jak wygrywać w wielkich oceanicznych regatach i do tego ta łódka nadaje się dobrze. Możemy także pokusić się o pobicie kilku światowych rekordów prędkości na wybranych trasach.

Wasi poprzednicy Polska 100 mówili o wygrywaniu regat typu Fastnet. Tymczasem Karol Jabłoński na naszych łamach zaprzeczył, że ta łódka m szanse wygrać. W takim razie jak nie wygrywanie, to co?

Morze uczy pokory. Chcemy wygrywać, ale nie od razu. To projekt zakrojony na lata. Cel jest taki, by się nauczyć pływać nowoczesną, szybką jednostką naprawdę dobrze. Nasza łódka została zbudowana przede wszystkim do regat Volvo Ocean Race. W tamtym czasie (w latach 2011-2012) ta konstrukcja była najszybsza. Obecnie w tych regatach startują już inne konstrukcje - nie 70-stopowe, tylko 65-stopowe, a niedługo zapewne będą jeszcze krótsze - nawet 60-stopowe. Postęp w żeglarstwie odbywa się cały czas. Trzeba także pamiętać, że jacht regatowy sprzed kilku lat kosztuje kilka razy mniej niż najnowszy, a do nauki regatowego pływania na poziomie światowym nadaje się doskonale. Poza tym jest naprawdę bardzo szybki...

Jakie są cele jeżeli chodzi o regaty Fastnet i Sydney Hobart? W tych regatach biorą już udział polskie jachty.

Nasze przedsięwzięcie nastawione jest przede wszystkim na sport w wymiarze edukacyjnym, nie mamy celów komercyjnych. Ale sama obecność w takich zawodach i zakwalifikowanie się do takich regat, a potem walka do końca - też zasługują na szacunek. Akurat w tych regatach liczy się przede wszystkim zakwalifikowanie i ukończenie. Wszystkie regaty są rozgrywane w tzw. przelicznikach – IRC oraz ORC. Przeliczniki zależą od wymiarów jachtu, jego wagi, kroju i powierzchni żagli, i wiele innych czynników. Tak jak w skokach narciarskich, nie zawsze ten kto skacze najdalej wygrywa zawody. To przeliczniki powodują, że nowoczesne jednostki, jak chociażby „I Love Poland” mają ten przelicznik bardzo niekorzystny, ponieważ nasz jacht nie został skonstruowany pod przeliczniki. Ten jacht ma po prostu szybko pływać. I dokładnie to robi. W czasie przeliczeniowym ma małe szanse, ale w czasie bezwzględnym może jeszcze sporo pokazać. Myślimy także o próbie pobicia kliku rekordów prędkości, bo tutaj przeliczniki nie są stosowane. Chciałbym żeby ta łódka była miejscem, gdzie sporo młodych ludzi dołączy do załogi i nauczy się profesjonalnego żeglowania.

W jaki sposób wyłoniono skippera jachtu I Love Poland? Czy był konkurs?

Wybór skippera jachtu regatowego to nie konkurs piękności. Liczy się przede wszystkim doświadczenie, umiejętności oraz zaufanie ze strony armatora, który ponosi wszystkie koszty. Mówimy przecież o bardzo drogiej łódce. Nie wiem jak to wyglądało od kuchni. Wiem, że prowadzone były rozmowy z wieloma osobami. W mojej sytuacji po prostu zadzwonił do mnie przedstawiciel fundacji, zaprosił mnie na kilka spotkań, a potem otrzymałem pytanie czy chciałbym podjąć się tego zadania. Po namyśle i konsultacjach z żoną, zgodziłem się.

Kto wchodzi w skład załogi?

Myślę, że trzon załogi już się nie zmieni. Nazwiska są znane, ale póki co nie mogę ich zdradzić oficjalnie.

Zgodnie z zapowiedziami, cytat z ulotki ”I love Poland to projekt otwarty dla wszystkich chętnych, którzy nie boją się ciężkiej pracy na morzu, gotowych na długie treningi i wyzwania żeglarstwa regatowego(…)”. Jakie warunki trzeba spełnić?

Jak przyszedłem na łódkę, to załoga już na niej była – czyli załoga z poprzedniego rozdania – z projektu „Polska 100”. Niektóre osoby odeszły, zostało osiem osób ze starego składu. Z nimi przez ostatni czas trenowałem. Teraz czekamy na wybór operatora projektu – oraz sprecyzowania – jaki plan chcemy realizować i ile osób nam jest do tego potrzebnych na stałe. Do tego zapraszamy na treningi różnych żeglarzy, którzy mają doświadczenie na łódkach morskich albo chcieliby tego spróbować. Chciałbym stworzyć jedną grupę, która będzie stała i drugą, większą, z której będziemy wybierali osoby potrzebne nam na konkretne regaty.

Jak ktoś jest zainteresowany to może się po prostu zgłosić?

Jak ktoś się zgłosi, to proszę o podesłanie żeglarskiego CV i zapraszam do kilku godzin wspólnej pracy przy sprzęcie, bo jesteśmy przede wszystkim załogą i musimy czuć, że dana osoba potrafi stać się członkiem zespołu.

Czyli bez skompilowanych procedur i komisji konkursowej?

Bez, u nas finalnie decyduje stała załoga. To jest po prostu gra zespołowa, i każdy ma wpływ na ostateczny wynik

Czy nie obawia się pan politycznego kontekstu wokół rejsu?

Jestem przede wszystkim żeglarzem, mój zawód to pływanie po morzu i przygotowywanie innych do żeglowania. Zdaję sobie sprawę z wielu kontrowersji i trudnych początków tego projektu. Jednak zarzucałbym sobie chyba do końca życia, gdybym tego ryzyka nie podjął. Ta łódka w polskiej skali jest absolutnie wyjątkowa i wynagradza wszystkie strachy (śmiech).

Czy od momentu przejęcia jachtu gościł pan na pokładzie polityków?

Nie mamy żadnych politycznych nacisków. Nikt nas o takie rzeczy ani nie pyta, ani nie prosi. Marzy się, mnie i całej mojej załodze, żeby ta łódka łączyła, i żeby nie było wokół niej żadnych podziałów. Mamy umowę z PFN - naszym armatorem, że jako skipper wypowiadam na to za co odpowiadam i na czym się znam , czyli na pytania dotyczące załogi, jachtu czy wyzwania morskie. Natomiast sprawy polityczne czy projekty promocyjne zostawiam armatorowi.

Jakie są najbliższe plany regatowe?

 

Póki co, na najbliższe miesiące nie mamy sprecyzowanych planów regatowych. Mamy za to konkretne plany szkoleniowe i treningowe. Chcemy i musimy nauczyć się tej łódki, i równolegle stworzyć solidny zespół. Poprzedni armatorzy przeznaczali na skompletowanie odpowiedniej załogi i poznanie jachtu około rok. To na prawdę wyjątkowa i bardzo wymagająca konstrukcja. Na razie trenujemy bez względu na pogodę, ale niedługo musimy uciekać przed lodem, do którego kadłub naszego jachtu jest nieprzygotowany. Dlatego za około dwa miesiące ruszamy do Lizbony, i to będzie nasza pierwsza baza – a później zobaczymy. Ten jacht uwielbia żeglować, my też.