Spór wokół kiteracingu Z wiatrem czy pod wiatr

Uzyskanie przez kajta statusu dyscypliny olimpijskiej oznacza wejście na najwyższy poziom. Wiąże się z tym nie tylko większy prestiż, ale i większe pieniądze, czy większa promocja. Skutki uboczne - ruszyła ostra rywalizacja, o czym można było przekonać się chociażby podczas tegorocznych zawodów mistrzostw Polski i Pucharu Polski rozgrywanych w ramach Ford Fiesta Active Cup.

Choć na dzień dzisiejszy nie wiadomo jeszcze dokładnie jaka klasa w kajcie będzie reprezentowana na Igrzyskach Olimpijskich w Paryżu 2024 roku, to wszyscy zgodnie obstawiają, że związana będzie z racingiem Wielce prawdopodobny jest Kiteracing, który jest najszybszą klasą regatową na świecie, a jednocześnie najtańszą, kompaktową i mobilną, a co najważniejsze powszechną. Praktycznie od 2012 roku wszystkie zaplanowane regaty rangi mistrzostw świata, mistrzostw Europy czy Pucharu Świata udało się rozegrać - nie było żadnych odwołanych z powodu braku wiatru. Stąd właśnie wokół racingu skupia się teraz uwaga zawodników. Tam też pojawia się największa presja. 

Podczas tegorocznych zawodów mistrzostw Polski doszło do konfliktu dotyczącego głównie konkurencji Twin Tip Racing (TT:R). Spór dotyczył glównie ustawienia tras – które były pod wiatr, a także rozegrania zawodów mimo braku minimalnej siły wiatru (tj. 13 węzłów). Część zawodników oprotestowała ustawienie trasy uznając, że powszechnie przy rozgrywaniu zawodów TT:R obowiązuje downwind slalom, czyli trasa w dół wiatru. Do tego doszedł spór sprzętowy – latawce pompowane kontra komorowe.

- Dopuszczenie do klasy TT:R latawców komorowych (drogich, zawodniczych) w połączeniu z trasami upwind - to jak ściganie się po torze samochodowym Formuły 1 vs autem rodzinnym – mówi W Ślizgu! Dariusz Ziomek, który najmocniej protestował przeciwko zasadom na zawodach. - Latawce komorowe mają zdecydowaną przewagę, jednak na kursach pod wiatr jest ona miażdżąca. Stąd większość utalentowanych zawodników, przy tak napisanym regulaminie, nie ma szans.

Organizatorzy imprezy uznali jednak, że ta konkurencja może być rozgrywana zarówno pod wiatr i z wiatrem, ponieważ taki format obowiązuje na całym świecie.

- W regulaminie Polski istnieje zapis, że konkurencja Twin Tip Racing może być rozgrywana – po trasie „ósemki”, albo pod wiatr i z wiatrem – w zależności od warunków pogodowych sędzia główny decyduje, jaką trasę przyjąć – wyjaśnia Tomek Janiak, trener kadyr juniorów PZŻ. - Wystarczy przeczytać instrukcję żeglugi i zawiadomienie o regatach, te dwa dokumenty informują według jakich formatów zostaną rozegrane zawody. Dodam, że regulamin od dwóch lat pozostaje bez zmian – podkreśla Tomek Janiak, trener kadry juniorów PZŻ.

Finalnie, po pierwszym dniu zawodów, większość zawodników startujących w klasie TT:R podpisała się pod oficjalnym protestem na Komisję Sędziowską Mistrzostw Polski, który jednak został odrzucony. Mistrzostwa rozegrano.

 

Twin Tip Racing jest klasą kitesurfingową, polegającą na ściganiu się z użyciem popularnych i nietrudnych w prowadzeniu (w porównaniu do wszelkich innych: foil, raceboard, wave) desek dwukierunkowych, tzw.: Twin Tip (TT).

 

TOMAK JANIAK

Mistrz Polski w dyscyplinie KiteFoil oraz TT:R (Twin Tip Racing), Mistrz Europy i wicemistrz świata Masters w Formule Kite, ale też trener młodzieżowej reprezentacji Polski w KiteRacingu.

Zasadnicza rzecz tej całej dyskusji, jest taka, że trzeba rozdzielić dwie konkurencje: Twin Tip Racing (TT:R) od Twin Tip Slalom (TT:S), ponieważ rozgrywają się one na zupełnie innych zasadach i trasach. Wszędzie na świecie, w imprezach, które miały rangę mistrzostw lokalnych, wcześniej Puchary  Świata KTA, KPWT i PKRA, zawody w TT:R rozgrywały się pod wiatr i z wiatrem. To był obowiązujący format. Na potrzeby jednej imprezy tj. igrzysk młodzieżowych w 2018 roku – World Sailing i IKA zaproponował nowy format - slalom boardercross. TT:R został zmieniony – nazwa została, ale dodano nowy format, czyli down-wind slalom, z przeszkodami oraz nowymi zasadami sędziowania. Wprowadziliśmy go więc do regulaminu, ponieważ zgodnie z ustaleniami z PZŻ, musieliśmy wyłonić krajowych reprezentantów na eliminację do igrzysk młodzieżowych, które odbyły się w Maroko w lutym br. Zaznaczę, że nie jest to nam do rozwoju klasy w żaden sposób potrzebne, jednak było ze względu na uzyskanie kwalifikacji. Kluczem do tego wszystkiego powinno być rozdzielenie tych nazw, a co za tym idzie formatów, a nie mieszanie dwóch „systemów walutowych”. 

W regulaminie Pucharu Polski i Mistrzostw Polski istnieje zapis, że konkurencja TT:R może być rozgrywana – po trasie „ósemki”, lub Course Race (czyli pod wiatr i z wiatrem) – w zależności od warunków pogodowych sędzia główny decyduje, jaką trasę przyjąć. Wystarczy czytać ze zrozumieniem przepisy, instrukcję żeglugi i zawiadomienie o regatach, te dokumenty informują według jakich formatów zostaną rozegrane zawody. Dodam, że regulamin od dwóch lat pozostaje bez zmian.

Następny cyrk jest z latawcami pompowanymi i komorowymi. Ja jako trener mam ogromny problem z latawcami komorowymi, dla mnie to największe przekleństwo na wodzie, szczególnie, gdy trzeba jr wyciągać. Nie można natomiast obrażać się na te latawce, bo dzięki nim, możliwy jest trening oraz rozegranie zawodów nawet przy 6 węzłach. Sami zawodnicy, którzy pływają na latawcach komorowych nie chcą „dotykać” latawców pompowanych, proszę zapytać dlaczego... Niektórzy twierdzą, że „komórki” są niebotycznie drogie – to nie jest prawdą. Używany latawiec komorowy, jest tańszy chociażby od używanego latawca pompowanego typu Ozone Edge. Większość osób, która podnosi larum, przyjeżdża na zawody freestyle, zapisując się jednocześnie do TT:R. Na sprzęcie do freestyle’u czy freeride nie wygra się racingu – to proste. PZŻ oraz Komisja Sportu PZKite zajmują się sportem wyczynowym, a nie organizacją festynów w krzakach na półwyspie.

Całą dyskusję trzeba jednak zacząć od pytania: Do czego zmierzamy? Naszym celem jest zdobycie medalu na igrzyskach olimpijskich, które odbędą się w Paryżu w 2024 roku. Ćwicząc slalom nie uczymy tych zawodników niczego nowego, nie przygotowujemy do rywalizacji sportowej i walki o medale. TT:R od zawsze był klasą przygotowawczą to prawdziwego ścigania, czyli Kite Racing – klasy, która ma szansę pojawić się na igrzyskach. Tak jak w dyscyplinach żeglarskich klasą przygotowawczą jest Optymist - wszystko toczy się wolno, również na słabym wietrze, bezpiecznie, poznaje się zasady startu, halsowania, przepisy, reguły, protesty, w kajcie jest to TT:R. Ta klasa jest potrzebna, ponieważ trzeba w jakiś sposób przygotować młodych zawodników, do tego by zaczęli się ścigać. Najpierw Twin Tip, później foil – innej drogi nie ma.

W mojej ocenie problem „pieniaczy” wieku około-chrystusowego, polega na chorych ambicjach. Przyjeżdżają na zawody nieprzygotowani z napompowanym ego i przegrywają z juniorami, którzy znają przepisy, potrafią pływać pod wiatr, strymować sprzęt, odpowiednio go dobrać oraz potrafią obsługiwać zegarek. Nagle okazuje się, że 40-letniego „gwiazdora” objeżdża 12-letni chłopiec. Stawiam również tezę, że są to działania marketingowe, mające przełożyć się na ich prywatne biznesy. Ma być - o nich i z nimi w roli głównej - głośno. Dobro, rozwój i przyszłość dyscypliny nie są ważne. 

Podejrzewam, że za rok nie będzie zawodów – robią wszystko, żeby do tego doszło. Teraz mają media, nagrody finansowe, rzeczowe, sędziów, opiekę medyczną, wszystko, czego potrzeba. Jednak za chwilę sponsor się wycofa i będą się ścigać w krzakach w zawodach na prognozę, w których do wygrania będzie proporczyk. Większość rzeczy, które podają to bzdury, do obalenia jedną wypowiedzią. Na szczęście są w Polsce jeszcze osoby z wizją, które potrafią patrzeć w przyszłość i planować rozwój dyscypliny, w przeciwieństwie do bandy krzykaczy, którzy psują rywalizację sportową i zabawę nie tylko sobie, ale również innym. 

 

Na koniec kilka faktów:

  1. We wrześniu br. na zawodach Pucharu Świata Kitefoil w Chinach rozegrano równolegle konkurencję TT:R w formacie Course Race. Również we wrześniu br. podczas MP instruktorów PZKite rozegrano wyścigi TT:R na trasie Course Race. Na Mistrzostwach Azji, które odbędą się pod koniec listopada w Chinach zostanie rozegrany TT:R w formacie Course Race. 
  2. TT:R (nie TT:S!) jest klasą przygotowawczą do ścigania się w Formule Kite (przyszła klasa olimpijska), która jest priorytetem dla WS, IKA oraz PZŻ. 
  3. TT:S (slalom) jest formatem bardzo niebezpiecznym dla zawodników ze względu na bliski kontakt na dużej prędkości, szczególnie podczas startu oraz pierwszego znaku. Dochodzi do bardzo wielu kolizji oraz splątań, których konsekwencją są urazy, przecięcia i zniszczenia sprzętu.
  4. Bez olbrzymich nakładów finansowych organizator nie jest w stanie przeprowadzić uczciwie wyścigów i rozegrać regat (asekuracja, logistyka, sędziowie), może pośrednim rozwiązaniem byłoby wpisowe na poziomie światowym, czyli 900pln (200€), a nie tak jak teraz 100pln?

 

Darek Ziomek 

 

Jeden z najbardziej utytułowanych i doświadczonych zawodników w klasie TT:R. Wielokrotny mistrz Polski oraz zdobywca Pucharu Polski w klasie Freestyle i TT:R. Założyciel szkółki kitesufingowej - Wake.pl.
 

Poproszono mnie o komentarz w sprawie niezdrowej atmosfery wokół tegorocznych Mistrzostw Polski i Pucharu Polski w Kitesurfingu, dotyczącej zwłaszcza konkurencji TT:R (TwinTip Racing) - najszybciej i najmocniej obecnie rozwijającej się klasy kite na świecie, o czym świadczy frekwencja na jakiejkolwiek imprezie światowej - w TT:R startuje więcej zawodników niż we wszystkich pozostałych konkurencjach razem wziętych. Nie wiedzieć czemu jednak w Polsce próbuje się tę klasę zabić, zdeprecjonować, nazywając jedynie „klasą przygotowawczą” do konkurencji foil, zamiast odrębną konkurencją, z zawodami rangi mistrzostw Europy, świata i Polski.

Klasa TT:R była świetnym rozwiązaniem, pozwalającym faktycznie ocenić umiejętności zawodnika - a nie jego zaplecze sprzętowe, wynikające głównie z możliwości finansowych. Jednak nagle okazało się, że trenujący wiele lat zawodnicy, pozbawieni możliwości używania najdroższego sprzętu, do którego dostęp ma garstka, zaczęli przegrywać srogo wyścigi we wszystkich zawodach (Puchar Polski TT:R 2017 czy Mistrzostwa Polski 2018).

Zaczęło się grzebanie w regulaminach mistrzostw Polski i Pucharu Polski, osób, a właściwie jednej - „Trenera” Tomka Janiaka - bezpośrednio zainteresowanej wynikami wąskiej grupy „zawodników” tzw.: Kadry Narodowej. W tym miejscu muszę zaoponować - jako członek Polskiego Związku Kiteboardingu: termin ten jest nadużywany, ponieważ taka komórka formalnie nigdy jeszcze nie powstała, zasady naboru do niej są niejasne - nie mają znaczenia wyniki osiągane w imprezach rangi krajowej ani nawet międzynarodowej, a niestety to czy dany „zawodnik” opłaca prywatne treningi u „Trenera”. „Trener” „ustawia” regulaminy zawodów - czynnie działając jednoosobowo w Komisji Sportu PZKite i będąc również członkiem Komisji Rewizyjnej, czyli organu kontrolującego ewentualne nieprawidłowości w funkcjonowaniu Komisji Sportu piszącej regulaminy. Tym samym zapewnia on sukces wąskiej grupce swoich podopiecznych, i to jedynie na krajowym podwórku, gdyż wszelkie inne regulaminy światowego TT:R z nadrzędną dla PZKite - IKA (International Kiteboarding Associacion) są w sprzeczności!

Jakie to odmiennie zasady zostały wymyślone? 

Główną różnicą dzielącą regulaminy TT:R polskie od światowych to ustawienia tras. Na całym świecie obowiązuje downwind slalom - w dół wiatru (najważniejszy perfekcyjny start, idealny timing, walka na jednej trasie bezpośrednio z max. 10 rywalami) - a w Polsce - trasa upwindowa - pod wiatr (decydującym czynnikiem jest tu wyłącznie umiejętność halsowania, całkowicie zbędna na świecie, zawodników często ponad 30 w jednej flocie). Dlaczego? Bo mają wygrać podopieczni Tomka Janiaka, którzy posiadają zresztą profesjonalny sprzęt – latawce komorowe. Dopuszczenie do klasy TT:R latawców komorowych (drogich, zawodniczych) w połączeniu z trasami upwind - to jak ściganie się po torze samochodowym Formuły 1 vs autem rodzinnym. Latawce komorowe mają zdecydowaną przewagę, jednak na kursach pod wiatr jest ona miażdżąca. Stąd większość utalentowanych zawodników, przy tak napisanym regulaminie, nie ma szans, a w stałym obiegu, niezagrożenie panuje wąska kadra „trenerska”.

Inną sprawą jest nieprzestrzeganie swojego regulaminu. Polskie trasy upwind wymagają minimum wiatrowego 13 węzłów, jednak mimo to MP i PP w Pucku odbywały się w wietrze grubo poniżej 10 węzłów! W tym samym czasie na tym samym spocie, komisja freestyle zawiesiła rozgrywki, z powodu braku minimalnej do freestyle siły wiatru (10 węzłów) - jednocześnie komisja TT:R puściła wyścigi. Która komisja popełniła błąd? Podpowiedzią niech będzie efekt rywalizacji zawodników na trasie TT:R. W wyścigu pod wiatr wyścig ukończyło 5 z 26 zawodników, a mimo to mistrzostwa zostały uznane.

Medale rozdane, nagrody zgarnięte. Wielu zawodników już po pierwszym dniu mistrzostw zrezygnowało z udziału. Wieloletnia potęga i prestiż PP i MP w kitesurfingu upadły, skandal wisiał w powietrzu, niezdrowa atmosfera dała się odczuć każdemu, a sponsorzy, dzięki którym odbywają się zawody zapowiedzieli wycofanie się z cyklu w przyszłym sezonie. Tylko trener pozostał niewzruszony, postawił na swoim, a jego zawodnicy ukończyli zmagania. Gdzie w tym wszystkim idea rywalizacji fair play? Uczciwego sportu? Słowem zakończenia, marzy mi się, by polskie regulaminy zgodne były ze światowymi i by nie wykorzystywał ich dla własnych interesów.

 

Autor