KUBA OKIEM BORSUKA

Autor:
VICTOR BORSUK

Rum, cadillac, salsa, cygaro… chyba już wiecie, o której z karaibskich wysp mowa! Jednak tym razem sprawdziliśmy ją od nieco innej strony. Co jeden z najbardziej znanych polskich kitesurferów robił na Kubie? Gdzie leżą najpiękniejsze spoty? Czy Kubańczycy w ogóle uprawiają kitesurfing? O tym opowiada Victor Borsuk, zapalony podróżnik, wielokrotny mistrz Polski w kitesurfingu oraz od niedawna również Vloger.

Jest godzina 4 rano, a ja nie mogę spać. Zapytacie dlaczego? Odpowiedź jest prosta – niedawno wróciłem z najlepszej podróży w moim życiu. Teraz ekscytacja miesza się z jetlagiem, czyli walką z różnicą czasu – kiedy inni śpią ja dopiero zaczynam wieczór… Pomyślałem, że wykorzystam ten czas, żeby na „gorąco” zdać wam relację z mojej podróży na Kubę!

Jak wulkan gorąca?

Od dawna marzyła mi się podróż na Kubę. Wiele bardzo bliskich mi osób mówiło mi, że to świetne miejsce do uprawiania kitesurfingu, a przede wszystkim, że turystycznie jest jeszcze ,,dzikie”. Oczywiście od lat słyszałem również, że to już jest ostatni moment, żeby zobaczyć taką Kubę jaka jest naprawdę, z nadal niewielkim przygotowaniem na turystów. Ta największa wyspa na Karaibach wciąż ma mało znane spoty do uprawiania kitesurfingu, a do tego salsa i cygara - nie mogłem więc sobie odpuścić tego miejsca. W końcu, po trzech miesiącach kontuzji zapakowałem sprzęt do uprawiania kitesurfingu, wsiadłem do samolotu i z niecierpliwością wyczekiwałem tego, co zaoferuje mi Kuba.Każdy dzień był inny. Od samego początku nie mogłem uwierzyć, że w końcu tu dotarłem. Ta niewielka wyspa przez swoją burzliwą przeszłość jest znana całemu świata. Zaczynając od produkcji cukru z trzciny cukrowej, a w związku z tym produkcji rumu uwielbianego na całym świecie, przez wykorzystanie niewolników, dyktaturę Batisty i rewolucyjne odbicie niepodległości przez Fidela Castro i Che Guewarę. To wyspa pełna burzliwej historii, w której czas zatrzymał się 60 lat temu. Jednak w życiu nie byłem w miejscu, w którym ludzie są tak przyjaźni, roztańczeni i utalentowani. Jest tak wiele mitów o Kubie, jak chociażby, ten że Kubanki tańczą na ulicach, rum płynie strumieniami, wszyscy palą cygara, jest obowiązek brania autostopowiczów przy wyjeździe z miasta… i wiecie co? To wszystko prawda! Każdy fragment Kuby jest jak ze scenerii z lat 50. Po ulicach jeżdżą Cadillacki, stare Chevroletty, Dodge, Buick – zupełnie jak w amerykańskich filmach. Budynki są kolorowe, a ludzie uśmiechnięci. Ustrój polityczny jest wszystkim znany, ale w każdym ustroju ważni są też ludzie, a ci zrobili na mnie ogromne wrażenie, czułem się bezpiecznie i naprawdę dobrze.

Latawce na Kubie

Wróćmy do sedna! Gdy podróżuje ważne jest dla mnie, aby móc odpowiedzieć na dwa pytania: czy wieje i czy można tam uprawiać kitesurfing? Ku mojemu zaskoczeniu na Kubie nie tylko można uprawiać kitesurfing, ale można to robić w jednym z najpiękniejszych miejsc na świecie! Nie będziecie zdziwieni, jeżeli powiem, że na wodzie raczej sami przyjezdni. Kitesurfing  dla Kubańczyków stanowi jeszcze pewną barierę finansową, bo ten kraj, jak wszyscy wiemy, nadal działa w systemie socjalistycznym. Jednak to jest bariera do szybkiego przeskoczenia. Kiedy przyjeżdżają zapaleńcy z całego świata wzrasta zapotrzebowanie na szkoły i infrastrukturę, a to oznacza, że do pracy są potrzebni ,,lokalesi”, którzy często zaczynają od prostych prac bosmana, caddy’iego, który stawia, ląduje i naprawia latawce. Z czasem uczą się pływać, zostają instruktorami, dostają fajne napiwki, czasem sprzęt w prezencie i zaczynają pływać. Potem uczą rodzinę i tak w wielu miejscach gdzie jeszcze parę lat temu lokalna społeczność nie wiedziała czym jest kitesurfing, rozwijają się jedni z najlepszych zawodników na świecie. Tak też może być na Kubie.

Cayo Guillermo

Pojechałem na wyspę ,,Cayo” Guillermo dzień wcześniej sprawdzając prognozę. Zielone pola pod siłą wiatru zapowiadały świetną pogodę i równy wiatr. Już sama podróż na tę wyspę jest bardzo ekscytująca. Nie trzeba dopływać łodzią, tylko można dojechać tam drogą, która znajduje się na usypanych wałach z kamieni i gruzu. Oczywiście jadąc tamtędy myślałem o tym, jak fajnie byłoby przeskoczyć nad jadącym Cadillac’iem – ale ten projekt pozostawiam na następną podróż na Kubę. Kiedy dotarłem do Cayo Guillermo na wodzie pływały już pierwsze latawce. Nie było ich dużo, z taką ilością miejsca i pięknych plaż to tak jakby nie było nikogo! Szedłem po białym piasku, po obu stronach alejki stały wysokie palmy, które uginały się na wietrze, niebo było jasnoniebieskie, świeciło słońce, a kolor wody przezroczysto-turkusowy. To nie były żadne filtry, nie miałem okularów z polaryzacją – to po prostu był raj. Podekscytowany od razu zacząłem pompować sprzęt, ale już wzrokiem szukałem miejsca, w którym chciałbym popływać. I po chwili już wiedziałem! W oddali zobaczyłem biały pomost z wiatą pokrytą słomą. 12 m latawiec, 16 węzłów, brak tłumów i piękna sceneria – muszę przyznać, że to było jedno z najciekawszych miejsc, w którym pływałem. Jeżeli chodzi o statystyki wiatrowe to mamy 50% szans, że będzie nam wiało, ale ta wyspa ma do zaoferowania tyle magicznych wspomnień, że nawet bym się nie zastanawiał, gdybym miał tam pojechać po raz drugi!

10 rzeczy które trzeba zrobic na kubie

  1. zobaczyć strzał z armat el Morro
  2. przejechać się taksówką z lat 50. po Hawanie
  3. spróbować kitesurfingu na Cayo Guilermo
  4. pójść na kubańską imprezę i w rytmie salsy
  5. ruszyć do tańca
  6. usłyszeć Gunatanemerę i Saratongę
  7. odwiedzić Trynidad – jedno z najstarszych miast na Kubie
  8. odwiedzić Park Narodowy Topes de Collantes – sceneria rodem z Jurassic Park
  9. zapalić kubańskie cygaro i wypić La Canchanchara, czyli kubański drink  przygotowywany na bazie miodu, rumu (w pierwszej fazie destylacji), soku z limonki oraz wody
  10. zrobić sobie zdjęcie z legendarnym fiatem 126p, który jest widoczny na każdej ulicy na Kubie

 

 

galeria