Rozmowa z Tomaszem Chamerą, prezesem Polskiego Związku Żeglarskiego

Autor:
wślizgu

Rada World Sailing zdecydowała jakie konkurencje pojawią się na igrzyskach olimpijskich. Jest Pan zadowolony z podjętych decyzji?

Jestem zadowolony z podjętych decyzji, bo podczas igrzysk w Paryżu w 2024 roku mamy szansę zachować wszystkie klasy, które obecnie posiadamy w Polsce, wprowadzając ponadto wciąż rozwijający się kiteboarding.

Zapowiadał Pan ostrą walkę o windsurfing - został, ale nie wiadomo czy będzie to RS:X. Co jest w grze?

Windsurfing w dwóch konkurencjach męskiej i żeńskiej bez problemów został zakwalifikowany do programu igrzysk w 2024 roku, mają poparcie w liczbie 80% złożonych wniosków. Klasy regatowe w ramach danych konkurencji będą omawiane w najbliższych miesiącach, celem podjęcia ostatecznych decyzji w listopadzie br. Nie jest wykluczone, że pozostanie klasa RS:X. Jeśli tak się stanie, nie będzie to jednak klasa producencka, ale sprzedaż zostanie umożliwiona na tzw. wolnym rynku.

Wielką, wyczekiwaną zmianą jest pojawienie się kiteboardingu. Czy to była decyzja jednomyślna? Czy też były głosy przeciw? Jak będzie w praktyce wyglądała konkurencja?

Wiele krajów było przeciwnych zakwalifikowaniu kiteboardingu, także trudno o jednoznaczną opinię, że była to decyzja oczekiwana. Osobiście jestem z tej decyzji zadowolony. Dzisiaj wiemy, że konkurencja będzie prowadzona w formule mikst. Najprawdopodobniej będzie to rodzaj sztafety, natomiast nie ustalono jeszcze szczegółów dotyczących klasy i formatu, co nastąpi w listopadzie. 

Czy utrzyma się Finn, czy to już jest zmierzch tej klasy? Jakie były tendencje podczas dyskusji? Jakie jest Pana zdanie - powinien zostać, czy też czas na nowe?

Stanowisko PZŻ i moje podane było do publicznej wiadomości przed rozpoczęciem obrad. Cieszę się, że udało się je odzwierciedlić w podjętych decyzjach. Finn nadal ma szanse pozostać w programie igrzysk olimpijskich w ramach jednoosobowej konkurencji mikst. Klasa Finn umożliwia start w igrzyskach zawodnikom o ponad przeciętnym wzroście i masie ciała, czego nie oferuje żadna z wybranych konkurencji. Będzie z pewnością rekomendowana w listopadzie, a my taką rekomendację będziemy wspomagać.

470 będzie mikstem. To kolejna klasa mieszana. Czy to dobry trend w żeglarstwie? Nie pod kątem parytetów, wyrównywania szans itd., ale widowiska, czy też po prostu frekwencji. Nie boicie się, że wielu utalentowanych żeglarzy będzie szukać partnerek, których jest dużo mniej, a jak nie znajdzie to odejdzie od klasy, powodując jej zmniejszenie?

Nie jest to idealny wybór, ale efekt kompromisów, które udało się uzyskać podczas wielogodzinnych dyskusji. Ciekawy jest fakt, że taka formuła była wspomagana przez Komisję Zawodniczą w World Sailing, w której mamy dwie mistrzynie olimpijskie w klasie 470. Próba forsowania obecnego statusu, czyli konkurencji męskiej i żeńskiej doprowadziłaby niestety do całkowitego wyeliminowania tej klasy z programu igrzysk, a na to nie mogliśmy sobie pozwolić. Klasa 470, podobnie jak Finn, będzie teraz rekomendowana jako klasa w ramach wybranej konkurencji dwuosobowego jachtu w formule mieszanej.

Jak wyglądał przebieg obrad? Decyzje były jednomyślne, czy raczej była to burzliwa dyskusja?

Tego rodzaju dyskusje zawsze generują emocje. Decyzje nie były jednomyślne, jednak rozmowy oficjalne były kulturalne i rzeczowe. Z całym przebiegiem obrad można zapoznać się na stronie World Sailing.

Czy widać było sojusze? Z kim trzymała Polska? Z kim byliśmy jednomyślni? Kto o co grał najbardziej?

Polski Związek Żeglarski znajduje się w grupie średnio rozwiniętych krajów pod względem żeglarskim. Nasze działania opierały się na sojuszach z ta grupą państw, krajami w których żeglarstwo się rozwija oraz niektórymi związkami klas. Bogatszym nacjom, a zwłaszcza Francuzom, bardzo zależało na wprowadzeniu żeglarstwa morskiego. 

Na co, jako Polski Związek Żeglarski, stawialiśmy najmocniej i w jakim stopniu zrealizowaliśmy swoje cele?

Stanowisko PZŻ określaliśmy jasno przed rozpoczęciem konferencji. Przyjęliśmy założenia, żeby w pierwszej kolejności zachować konkurencje i klasy, które aktualnie znajdują się w programie igrzysk, m.in. ze względu na posiadany sprzęt, zawodników, potencjalne koszty wprowadzenia nowych konkurencji, a także bezużyteczność sprzętu, w przypadku nie zakwalifikowania klasy do programu igrzysk. Drugą rzeczą, którą braliśmy pod uwagę było zachowanie windsurfingu męskiego i żeńskiego, jako naszych flagowych konkurencji, które przynoszą nam najwięcej medali. Wiedzieliśmy, że w wyniku decyzji podjętych przez World Sailing w listopadzie 2017 roku, jest konieczność wprowadzenia od dwóch do czterech konkurencji w formule mieszanej. Do tej pory była tylko jedna, więc wiadomym było, że pojawi się przynajmniej jedna nowa. Nasze założenie było takie, żeby jako nową konkurencję w pierwszej kolejności wprowadzić kiteboarding, a w drugiej regaty morskie. Ta kolejność wynikała z tego, że regaty morskie, pomimo wielu swoich zalet, zostały zaproponowane w bardzo kosztownych wersjach.

Czy można spodziewać się kolejnych zmian na 2028 i 2032 roku?

Oczywiście. Zmiany następują w każdej dziedzinie życia, z pewnością nie ominą także żeglarstwa.

Zmiany były zawsze, ale chyba w większych odstępach. Teraz niepewność, obstawianie stało się codziennością pomiędzy igrzyskami. Czy wobec tego można skutecznie planować długofalowe szkolenia i przygotowania zawodników? 

Zmiany następowały zwykle co 4 lata. Po igrzyskach w Londynie World Sailing podjął decyzję o zachowaniu status quo pod kątem Rio. Obecny proces pozwoli poznać konkurencje i klasy niemal 6 lat przed kolejnymi igrzyskami, co wydaje się sensowne. Nad strategią długofalową na pewno warto pracować, ale ciężko odseparować to od polityki.

 

 

Autor