Z wiatrem od Zanzibaru po Kilimandżaro

Autor:
Josh Sampiero
Halina Konopka

400 kilometrów w niesamowitym stylu. Kitesurfer Jerri van de Kop, przemierzył ląd i wody Tanzanii – od Zanzibaru po szczyt Kilimandżaro, wykorzystując do tego sześć środków transportu napędzanych jedynie siłą wiatru! Wszystko po to, by zwrócić uwagę na temat globalnego ocieplenia.

Znużony rywalizacją w zawodach Holender, Jerri van de Kop, znalazł inny sposób na wykorzystanie swoich umiejętności i tak powstał projekt „Follow the Wind”, czyli misja mająca uświadomić obecne i nadchodzące konsekwencje zmian klimatycznych. Aby zwrócić uwagę na skalę problemu, kitesurfer Jerrie van de Kop postanowił przemierzyć ląd i wody Tanzanii wykorzystując w tym celu jedynie siłę wiatru.

Dlaczego Tanzania? Globalne ocieplenie w szczególny sposób dotyka właśnie rejonów wokół Kilimandżaro. Obszary, które kiedyś były zielone, zamieniają się w pustynie. Mało kto zdaje sobie sprawę, że zanikanie wegetacji napędza wzrost temperatury i sprawia, że ośnieżony szczyt najwyższej góry Afryki niedługo będziemy podziwiać tylko na zdjęciach.

Jerrie wystartował z Zanzibaru z ramienia organizacji ekologicznej Justdiggit, organizacji charytatywnej zajmującej się polepszeniem dostępności wody w Afryce. Pokonując lazurową wodę dostał się do Tanzanii, by zakończyć podróż na najwyższym afrykańskim szczycie - ośnieżonym Kilimandżaro.

Do transportu wykorzystał sześć środków transportu napędzanych siłą wiatru: deski kiteboardingowej z latawcem, foilboarda, specjalnego wózka typu baggy z przymocowanym żaglem windsurfingowym, kitewinga - mutacji windsurfingowego żagla, kite’a i lotni, czy wypełnionego gorącym powietrzem balonu. Każdy kilometr trasy pokonał wykorzystując moc natury.

 

Kiteboarding z foilem

Jerrie swoją wyprawę rozpoczął wypływając z Zanzibaru na swoim foilboardzie, czyli desce do kitesurfingu z hydroskrzydłem ukrytym pod wodą, które wynosi deskę i kiteboardera nad wodę, dzięki czemu może przemieszczać się z wyższą prędkością. 

„Foiling to niesamowite uczucie. To jak surfing w powietrzu” – mówi Jerri van de Kop

 

 
Kiteboard

Van de Kop pierwszy raz startował w zawodach mając 10 lat. Można powiedzieć, że to nieodzowna część bytu, nic więc dziwnego, że kiedy przybył na Zanzibar nie obyło się bez zaliczenia konkretnego pływania.

 

Blokart

Blokart jest czymś w rodzaju jachtu na kółkach. Ten trój kołowy pojazd zaopatrzony jest w siedzenie, ręczny ster i żagiel. Nawet niewielki wiatr jest w stanie go rozpędzić, a możliwe jest nawet przemieszczanie się z niebagatelna prędkością 90km/h. Jedynym mankamentem jest brak hamulców, więc nie będzie niespodzianką jeżeli napiszemy, że właśnie on okazał się najmniej bezpiecznym środkiem transportu.

 

Kitewing

Po nietypowym blokarcie, przyszła pora na nieskomplikowany kitewing, czyli mutację windsurfingowego żagla, kite’a i lotni. Kitewing okazał się doskonałym rozwiązaniem w miejscach, gdzie nie można było jechać na landboardzie.

„Zanim zaczęliśmy wyprawę, nawet nie wiedziałem, że coś takiego istnieje” – powiedział Jerrie.

Balon

Jak pokazała historia, balonem można pokonywać naprawdę duże dystanse – czego dowiedli Richard Branson i Per Lindstrand, którzy w 1991 roku, przelecieli 7671,9km z Japonii do Kanady. Co prawda holenderski kitesurfer nie musiał lecieć tak daleko, ale balon pozwolił mu pokonać ostatnie kilka kilometrów nad dżunglą u podnóża Kilimandżaro.

Landboard

Najprościej rzecz ujmując to lądowy odpowiednik kiteboardingu. Jak mówi Jerrie: - Moje umiejętności kite’owe przydały się. Nigdy nie trenowałem w ten sposób, ale nie jest to tak trudne jakby się wydawało. Jeśli umiesz pływać i rozumiesz ideę żeglowania oraz poruszania się z wiatrem, nie trudno się tego nauczyć. Tylko upadki są nieco bardziej bolesne.

Kiteboarder pokonał też pewien dystans pieszo, ponieważ ostatni odcinek trzytygodniowej wyprawy był wspinaczką na szczyt Kilimandżaro. Jerri musiał się wspiąć na wysokość prawie 6000 metrów nad poziomem morza – tam gdzie brak tlenu zaczyna być odczuwalny. Zdobył górę po pokonaniu 400 km i trzech tygodniach drogi z Zanzibaru.

Żeby dowiedzieć się więcej sprawdźcie film „Follow The Wind”!